niewtajemniczonych pozostawiam w ułudzie.
tak, wyjechałam z ojczyzny za kasą. kolorowe ulice,
wolni ludzie, praca taka sama ale lepiej płacą.
tobie kłamać nie muszę; kolejna ucieczka
ze świadomością, że w końcu mnie dopadnie
przeznaczenie ćmiące jak ból zęba a dentysta
na urlopie. jak kwiat przy klapie kożucha
albo lepiej; jak pięść do oka jestem tu niebywale
niezbędna. oszukuję siebie, że tysiące kilometrów
to główna przeszkoda we wskoczeniu do metra,
albo w inny środek szybkiej lokomocji. że nie siądę
na twoim progu, wycieraczce, schodach.
uciekanie jako sposób na życie, im dalej
tym sensu nie widać a jeszcze przedwczoraj był
na wyciągniecie ręki, na oddech, na prawdę.
Galway listopad 2012
To Ty jeszcze piszesz? To dobrze. Dobrze.
zgłoś
Specjalnie tam pojechała, żeby coś napisać :P
zgłoś
kopę lat Małgorzato:) nie wiem kto z nas ma większe szczęście, bo mnie diabli bardzo często noszą do Wieliczki - ale co tam - ładne jest Twoje pisanie; pozdrawiam:)
zgłoś
dobrze Cię czytać. i szkoda, bardzo szkoda, że tak niewiele osób tu zajrzało
zgłoś
przyszedłem za EZO**..
zgłoś
i dobrze, bo warto
zgłoś
i dobrze, bo warto..
zgłoś
może ucieczka, a może tak ma być, ja w tym mieście miałam być, a przewrotny los pokrzyżował mi plany - dziwnie to się plecie, bo kocham to miejsce w którym jesteś :)) pogłaszcz ode mnie ocean :)
zgłoś