tyle o ile

niewtajemniczonych pozostawiam w ułudzie.
tak, wyjechałam z ojczyzny za kasą. kolorowe ulice,
wolni ludzie, praca taka sama ale lepiej płacą.

tobie kłamać nie muszę; kolejna ucieczka
ze świadomością, że w końcu mnie dopadnie
przeznaczenie ćmiące jak ból zęba a dentysta

na urlopie. jak kwiat przy klapie kożucha
albo lepiej; jak pięść do oka jestem tu niebywale
niezbędna. oszukuję siebie, że tysiące kilometrów

to główna przeszkoda we wskoczeniu do metra,
albo w inny środek szybkiej lokomocji. że nie siądę
na twoim progu, wycieraczce, schodach.

uciekanie jako sposób na życie, im dalej
tym sensu nie widać a jeszcze przedwczoraj był
na wyciągniecie ręki, na oddech, na prawdę.








Galway listopad 2012

Waldemar Kazubek
22 listopada 2012 o 13:37

To Ty jeszcze piszesz? To dobrze. Dobrze.

zgłoś

Wojciech Jacek Pelc
22 listopada 2012 o 13:38

Specjalnie tam pojechała, żeby coś napisać :P

zgłoś

AS
22 listopada 2012 o 14:50

kopę lat Małgorzato:) nie wiem kto z nas ma większe szczęście, bo mnie diabli bardzo często noszą do Wieliczki - ale co tam - ładne jest Twoje pisanie; pozdrawiam:)

zgłoś

ezo**
24 listopada 2012 o 18:41

dobrze Cię czytać. i szkoda, bardzo szkoda, że tak niewiele osób tu zajrzało

zgłoś

alt art
24 listopada 2012 o 18:44

przyszedłem za EZO**..

zgłoś

ezo**
24 listopada 2012 o 18:46

i dobrze, bo warto

zgłoś

alt art
24 listopada 2012 o 18:47

i dobrze, bo warto..

zgłoś

deRuda
5 stycznia 2013 o 00:20

może ucieczka, a może tak ma być, ja w tym mieście miałam być, a przewrotny los pokrzyżował mi plany - dziwnie to się plecie, bo kocham to miejsce w którym jesteś :)) pogłaszcz ode mnie ocean :)

zgłoś

Kontakt z redakcją



Zgłoś nadużycie


Opcja dostępna tylko dla użytkowników zalogowanych. Zarejestruj się