wędrując w poszukiwaniu pastwisk XVIII
wspiąłem się na górę synaj
oblepiony potem - chitynowym
pancerzem zrodzonym z ciała
zapragnąłem ducha
który wieje kędy chce
- rozwiewa szaty proroka
wiatru nie było
jedynie pustynne słońce
którego nie pozazdrościłby
jan -nim został ochrzczony
przybywali też inni
o suchych spojrzeniach
bez cienia nadziei by poznać
kim są i dokąd zmierzają
mimo to szlak wydeptany
był wytrwale
bo trzeba iść
kierować się do celu
czekać aby móc wrócić
patrzeć uważnie
żeby zostać dostrzeżonym
manowcami przybłędam się..
report
"wspiąłem się na górę synaj / oblepiony potem - chitynowym / pancerzem zrodzonym z ciała". Zapewne chityna plus "pancerz zrodzony z ciała" wyzwoliły (we mnie w tym miejscu) migawkę-splot. W niej motywy starotestamentowe połączyły się z "Przemianą" Kafki, a do tego z pancerza wypełzli rycerze, ci feudalni, i wojownicy, starsi jeszcze, bo z antyku. Heh. A w końcu pojawił się w związku z nimi wszystkimi jeszcze Rycerz Nieistniejący, ten, którego opisał Italo Calvino, a był to rycerz, który składał się z samej zbroi, pustej i ruchomej, choć obdarzonej głosem. I tak cały ten tłum, bractwo z Mojżeszem i ciągnącym się stawonogiem-Gregorem Samsą na czele, wspiął się na Synaj. Trudno się więc dziwić, że później całość wiersza zdominowało zmęczenie. Skrajne, zatem może, bliżej, wyczerpanie, czy poczucie wycieńczenia. Walka. Wojna. Jeżeli już mozół, to z bronią prędzej niż pozostałymi narzędziami. Dość osobliwie z takiej perspektywy widzi się ostatnią część tekstu. Pozdrawiam
report
wbijanie gwoździ, które wynaleziono jakiś czas temu, ułatwiało sprawę.
report