|
| |
|
WSZYSTKIE PRACE
Poezja (37) Proza (4) Dziennik (5) Fotografia (1) Grafika (54) Książki (1)
Pocztówka poetycka (2) Handmade (4) O autorze Znajomi (62) | |
Zmiana sposobu prezentacji
nie odchodź proszę, a jeśli - to tam gdzie szczęśliwiej.
może do obietnic światów równoległych,
gdzie strachy snujące się drogą mleczną
w kulę światła wnikają toczoną przez cienie
podróżnych wędrujących od zarania w wieczność.
z kapelusza dzieciństwa Miś Gąbka wystaje.
serce przytwierdziłeś zardzewiałym nitem,
żeby mógł widzieć, gdy odpadło oko
ponad czubek nosa i chwiejną wysokość.
ponad śmierć zza pięt rodzącą zagadki,
tropiącą ukrytych i w snach przyczajonych,
w pulsie lat czy godzin tak złudnie bezpiecznych,
gdzie mudry palcami tworzą ze zgięć plany,
w codziennym rutuale misji niedorzecznych.
dasz kostusze rękę, podstawi ci nogę,
warkocz chwycisz , pędzlem wnet stanie się w dłoni.
wymalujesz z wiatrem drogę swej miłości,
wielki wóz uniosą skrzydła karych koni.
miniesz zmory świecące oczami w ciemnościach,
w obrazy z trzech wymiarów zanurzysz się czule,
rzucając spojrzenie ku drzwiom do wolności
skrótem przejdziesz do Emaus, omijając bóle.
"„Być niewzruszonym mimo narastających oszczerstw i dokuczliwych krzywd
- to można nazwać stanem oświecenia.” Konfucjusz
obraźliwe słowa moszczą się podskórnie
niektóre stają w gardle,
ani chleb ich nie przepchnie,
ani woda nie przepłucze.
ileż filmów mogłaby złowić sieć siatkówki,
gdyby pod powiekami nie przepływały obrazki z różnych wojen
albo migawki cierpienia i śmierci nam podobnych,
wyniesionych w górę dymem krematoryjnym
i uwięzionych prochami w spopielałej ziemi,
która nie przestała rodzić kwiatów.
gdybym była oświecona jak natura
pewnie uwierzyłabym, że nieprzyjaciół
nie stworzyła wilczyca, .
a ból przemija nawet, gdy narasta.
nie kradłabym światła przez dziury wywiercone w ścianie.
wciąż nie wiem czy dobre relacje,
to sztuka omijania kretowisk?
skoro tak trudno przejść bez obrażeń,
z podniesioną głową.
Gabrieli
gdy wiatr jak Vivaldi
gra jej na najwrażliwszych strunach
przez cztery pory roku,
drzewa chylą korony, na których dojrzewają wiersze.
kiedy spadają,
„miłośniczka chwastów i bezdomnych zwierząt”
łapie je w siatkę na motyle.
inne zapożycza od wędrownych ptaków.
szuka w zbożu, perzu, kurzu, pod mopem,
w drewnianych bibelotach, rechocie piwnicznej żaby.
nie ma we wsi dziury, z której nie wyciągnęłaby poezji.
„ o losie sercem pełnym kamieni z wiarą chwieją niczym dym nad ścierniskiem”
pobłogosław Gabrielę utkaną ze światła i prawdy.
pnę się po drabinie jej słów
a idący we mnie wciąż „pogrzeb z ceremoniałem zamkniętego wieka”
zwalnia i przystaje
dziś jest kwietnotrawnie i drzewolubnie.
ziemia parując wypluwa zachwyt na powierzchnię.
kobiety pięknieją „jak w filmach Almodovara”
(...)
--- cały tekst ---
wiosną rośnie mi coś na ksztat trzeciego oka
od kiedy noszę smutek jak sól pod powiekami
coś ściska ramiona by nie wyrosły skrzydła
w głowie Camille Claudel stoi po kostki w wodzie i ekskrementach
choć stworzona z gliny i miłości o twarzy Adjani
błogosławiona szaleństwem pomiędzy szalonymi
czasem rośnie mi coś na kształt trzeciego oka
bo parą ślepaków nie prześwietlę ścian
nie przeniknę muru
nie uzdrowię własnej gwiazdy
chorej od pyłu na zgniliznę płuc
Claudel wychodząc z głowy
pomaga mi wylać z siebie płyn hamulcowy
przywdziać buty Ikara
twierdzi że gorzkie gody umarły dawno na suchoty
albo i od cholery
że idzie wiosna
czeszę więc skołtunione włosy od wciąż naiwnych myśli
i czekam
może wciąż na Rodina
Topiąc samotność w dwuznaczości/piosenka/
Kiedy przybywasz do mnie czasem to smutek z nudów już nie ziewa.
Ból też nie stuka w krzyż obcasem, liśćmi znów płoną martwe drzewa.
Sól wypływając spod powłoki w Erosa sprytnym ukochaniu,
oczyszcza wzrok, skórę kości, topiąc samotność w dwuznaczności.
Zawsze gdy sen obdziela tobą, to potem szadź otula sobą.
Po co nazywać po imieniu, co między nami się zdarzyło,
gdy w niżowyżach tkwiąc barycznych czułam, że huśta nowa miłość
Ja nieposłuszna żona Lota – ciemny labirynt słonych zdarzeń
cielę mordując za pokorę, trzymałam nos w pakiecie marzeń.
Kiedy ostatni raz wypatrzę, te oczy, co na mrozie śniłam,
staną zegary, tarcza czasu dalej nie będzie nas broniła,
w dół rzeki popłyniemy jaśni, na przestrzał sztucznym świata cieniom
aż Morze Martwe nas przygarnie, na wieczny rozbrat z dziką ziemią.
II wersja piosenki
Kiedy przybywasz do mnie czasem, to smutek z nudów już nie ziewa.
Ból też nie stuka w krzyż obcasem, liśćmi znów płoną martwe drzewa,
sól wypływając spod powłoki - w Erosa sprytnym ukochaniu,
(...)
--- cały tekst ---
Zofia lat dziewięćdziesiąt cztery
zwykle w południe wchodzi w ucho wnuczce
dzięki linii telefonicznej przypominającej elektrokardiogram
wyrastają jej skrzydła
w ich cieniu nie widać chorób
i kruka
który tylko nocami krąży
stukając dziobem w żyrandol
niczym w wieko trumny
gdy miasteczko gaśnie jak świeczka
ptak trzepocze jakby chciał porwać ją z pokoju
i wlecieć w ziemię
Zofia boi się że gdy umrze
będzie śnić cudze sny
w których nie ma wnuczki
OPOWIEŚĆ WIGILIJNA /babci i mamie/
grudniowy poranek pachniał suszonymi grzybami
aż chciało się przysiąść
potrzymać za ręce
posłuchać jak barszcz bulgocze nad kagankiem
gdyby nie krzyki ptaka pikującego chmury
zawisły nad nimi
ukrytymi w pulsującej dzielnicy miasta
oddzielonej cienką linią
od martwoty zoranej wojną
do bieli czaszek
Warszawa 45 dzieliła się opłatkiem
gdy na Marszałkowskiej pijani Rosjanie złamali ich karabinem
łzy zmyły krew z twarzy partnera
którego obraz nosiła potem
zamknięty w żalu
powiadano że mogiła małżonka stała się jej łożem
że przyrosła krzyżem do kopca z kamieni i majaków
a w łonie kwiliło
jakby z wnętrza grobu wypływał płacz dziecka
(...)
--- cały tekst ---
Cmoknijcie mnie /prostest song/
Koterie wielkiej polityki -
ścierwosalonowycieruchy.
Europosłowie – pajacyki,
stołkiem skażone pasibrzuchy.
Telewizyjnych pierdów siewcy
w szambie po szyję umoczeni
i celebryci i ich piewcy
własną głupotą namaszczeni.
Ci co mordy mają w kubeł
i ludożercy z korporacji.
Dziwki na rurze w popkulturze
i zmory nowej demokracji.
Panegiryści bezkrytyczni
i skrytobójcy rentogrupy.
Ludziki chłonne papkozupy…
Cmoknijcie mnie w kawał dupy
I wy Romea z Koziej Wólki,
co nigdy Julii nie poznacie.
Dziwkomodliszki młodociane,
co na frajerów swych czekacie.
brudne łachudry, wszawe parchy
(...)
--- cały tekst ---
„z iloma spałam zamiast ciebie
rozpięta w pożądaniu słów między wykrzyknikami”
tyle wiosen przeleciało obok snów
jałowych jak ziemia spłukana łzami kobiet
które skrzydła zamieniły na kołyski
a ja wolna od płaczu dzieci
dla ciebie wciąż nieprzezroczysta
wydrapuję resztki z kalendarza
nie zdołaliśmy poznać topografii ciał
pragnących złożyć się w płomień
nie posmakowaliśmy siebie koniuszkami języków
choć tamtego popołudnia byłeś tak blisko
że widziałam nas zrośniętych ramionami
w bezdrożach papilarnych
cudze imiona nie zostały twoim
a perły tamtych chwil
schowane w zmarszczkach życiorysu
rozsypały się w pył
*IT
mogłaby sprzedawać ciało w miejscach
w których szelest pieniędzy
słyszalny bardziej niż krzyk umęczonych kobiet
lecz upomniały się o nią zaułki ulic
gdzie kabaretki puszczały oczka do kierowców
pod warstwą pudru chowała nastolatkę
po którą ojczym sięgał jak po flaszkę
aż matka wygnała z domu
nie pomogły modły do miłosiernego
ani klienci bez twarzy i życiorysów
wrosła w rewir znakiem drogowym
a tkankę toczył rak
gdy zamykali piersi w twardych dłoniach
jakimż więc cudem pokochała chromego chłopaka
szepczącego to co wszyscy
że tylko z jego językiem splotła własny
jesienią uciekli z miasta
do rudery z płyt paździerzowych i desek
nad brzeg jeziora Mamry
naśladując naturę wody wyrzucali z siebie kamienie i żwir
(...)
--- cały tekst ---
wchodząc gościnnie we wspomnienia zsuwam buty
woń jabłek pieczonych przez prababcię w kaflowym piecu
flirtuje z zapachem macy
czas na twarzy staruszki wyrzeźbił ścieżki donikąd
bezimienne uliczki po których rzadko przechadzał się uśmiech
mówiła że mąż zdradzając oszczędzał
łóżka obcych kobiet były jej kołem ratunkowym
nosiła w sobie łazarza który pisał wiersze
a potem umył ręce w jej łzach
synowie zaginęli w 44
oczekiwała ich powrotu
z woreczkiem nieważnych pieniędzy w bieliźniarce
przemawiała do cudem ocalałych fotografii
pod sercem chowała spłowiałe portrety wiecznych nastolatków
Edziu Tadziu Tadziu Edziu tykał zegar
w kuchni terkotało radio
a na haku wisiała maszynka do mięsa
w której mieliła słowa
umierając zapomniała o wszystkich
ciekawa tylko co dalej „W Jezioranach”
