|
| |
|
WSZYSTKIE PRACE
Poezja (37) Proza (4) Dziennik (5) Fotografia (1) Grafika (54) Książki (1)
Pocztówka poetycka (2) Handmade (4) O autorze Znajomi (62) | |
Zmiana sposobu prezentacji
Dzień pierwszy/część pierwsza/
Nocą wyciągam pchełki z oczu.
Przez te Szachrajki nie mogę być Gerdą.
Rankiem dwie krople Waleriany stają się kroplówką.
Frenia tabletką truje Cyklofa.
Ubiera seksapil Monroe pożyczony z „Pół żartem, pół serio” i Chanel numer pięć
Z hiszpańską muchą frunę do Mistrza.
Z winy wysokiego poddasza obie padamy w progu.
…
Krytycyzm Mistrza orzeka, że w jasnych rajstopkach wyglądam jak kurwa w śpioszkach.
Pieni się. Idzie w kierunku pianina z własnoręcznie zrobionymi pieniędzmi w dłoniach. Od tygodni wynagradza sam siebie. Zarzuca szlafrok na głowę, biało czarne fałszuje w uszach.
- Ubierz jutro kabaretki - to zagram kankana – prosi.
- Kabaretkami to nawet dziwki się brzydzą. - Szpilki od koleżanki pożyczę.
- Szpilki bez kabaretek do kankana! Do „Szpilek” się nadaje – mruczy.
Wpada na pomysł, żeby Bieńczyka na głos czytać. Trafia na ucztę Babette. Kiszki koncertują. Język pląsa. W przełyku gwiżdże. Wścieka się, bo w lodówce światło, ale też połówka . Wyciąga „wszystko” pozorując śniadanie, dziwiąc się, że się alkohol uchował. Nie opuszcza go wrażenie, że ostatnio ktoś podrzuca flaszki, albo diabeł wczoraj butelkę przykrył ogonem, gdy jej potrzebował
– Kolacja będzie księżycowa – mówi (...)
--- cały tekst ---
Pimpirymcia Pudernica
W świńskim siodle i racicach
bez laptopa, kart tarota
egotyczna jak kocica
żyła mrówka pudernica.
Drobne ciało aż drętwiało,
kiedy kredką firmy”Pokaż”,
malowała szwy w galotach
i pazury dwa ostrzyła,
bo zdrapania knura żyła.
Kiedyś zaszli do księgarni,
bo im Lola złotousta
poleciła księgi ustaw.
Chcieli lepiej się ustawić,
rysem wiedzy myśl naprawić.
Ona powiedziała - co tam,
schodząc z siodła w papilotach.
Czytać dobrze nie umiała,
więc z wysiłku tak zsiniała,
że jej knur z Racic Przednich,
co już w kącie śledził Greya,
rzucił się jak hiena tłusta
na metodę usta usta.
Mrówką jeno biedną była,
więc się w ślinie podtopiła,
a papilot został.
I tak topiąc się bez krzyku,
wnet trafiła do przełyku.
Potem do żołądka knura,
tam cholesterolu góra,
porośnięta kanapkami,
dżemem, tłuszczem, kasztanami.
W dole rwąca nurtem rzeka,
Fisher King już na coś czekał.
Zsumowanie wszystkich sumów,
z wąsem Dali, wsparciem tłumu.
I narcyza miał też w klapie,
w nosie fochy, szpadel w łapie.
Znał się ciut na polityce,
trendach w modzie i muzyce.
Miał (...)
--- cały tekst ---
Kiedy stary Bielecki - ojciec Mirry zjechał do miasteczka ze świata barczysty i jak Cyklop jednooki, ludzie szeptali po kątach. To, że jego najlepszym przyjacielem był koń nie mieściło im się w głowie, bo tu do czworonogów stosunek był inny. Koń to koń. Zwierzę pociągowe, ale żeby zaraz przyjaciel i żeby dawać mu wódę do popitki?
Co „ przyzwoitsi” utyskiwali, gdy wchodził z nim do baru „Muszelka” i wlewał piwo w pysk, podczas gdy koń mlaskał.
Odmieniec był magistrem farmacji z zamiłowania artystą malarzem z wyboru zaś furmanem. Nosił dziwne stroje i nie dawał się nikomu, bo nie na darmo był Odmieńcem. Mówiono, że kocha tylko swego konia dla którego jeżdżąc od domu do domu i rozwożąc węgiel - chleb suchy zbierał. Był jak kloszard, nawet gdyby nie żył jak kloszard. Umysł miał wolny i jedno oko bystre, bo drugie przestrzelone w dzieciństwie przypominało wyblakłą meduzę. Zeszpecił go brat, w czasie gdy matka piersią karmiła. Młody był, głupi, nastraszyć chciał tylko. Huknęło. Pocisk przeszedł przez oko malca i uchem wylazł wprost w serce karmicielki. Po wypadku przygarnęła go ciotka stara panna i rygorystka. Po matce została fotografia w sepii i nabój na pamiątkę tragedii.
W miasteczku średnio lubili Odmieńca. Plotkowali, że przyjechał nie wiadomo skąd, że kogoś szuka, że niebieski ptak z niego, bo węgiel rozwozi, a ma dobry (...)
--- cały tekst ---
Gdy zasypiam we śnie często jestem dziewczynką zamykaną w komórce ku uciesze Sisters z podwórka. Robi się ciemno, a ze szpar w podłodze schowka na węgiel wychodzą mgliste stwory. Boję się, że wejdą we mnie. Ze snów kolor wydrapią. Na razie okrążają, jak w zabawie tyle, że nie jest mi wesoło.
- Kółko graniaste, cztero kanciaste!
Zza drzwi dobiegają głosy bliźniaczek z gatunku tych, co wyrywają skrzydełka motylom, a ślimakom zabierają domki.
–Wypuście mnie, nic nie zrobiłam!
– Twój ociec je hitlerowskimi sztućcami, a przez matkę nasz wujek się pochlastał. Odpokutować musisz pluskwo, bo na śmierć się pociął.
Tak twierdzi jedna z tych, które zamknęły mnie w tym składzie na węgiel. Nic nie widzę, ale zdaje mi się, że słyszę szepty duchów. Nie szepty. Oddechy. Tuż przy uchu. Krzyczę aż gardło zdzieram.
- Zamknij ryj – żądają siostry – Jak będziesz tak darła mordę czarną wołgę sprowadzisz. Grabarze w garniturach spuszą ci krew i po tobie. Z Amelią się już rozprawili, choć ludzie pierniczą, że dała drapaka z ukochanym.
- Widziałam w ubiegłą niedzielę, jak całowała się w wozie cyrkowym – mówię.
- Gówno widziałaś, bo już w sobotę spuścili jej krew , a ciało pogrzebali w parku pod wieżą ciśnień. Wisielców też tam chowają, bo poświęcona ziemia cmentarza nie dla nich. W (...)
--- cały tekst ---
