Zmiana sposobu prezentacji

W DRODZE DO EMAUS /ojcu/

nie odchodź proszę, a jeśli - to tam gdzie szczęśliwiej.
może do  obietnic światów równoległych,
gdzie strachy  snujące się drogą mleczną
w kulę światła wnikają  toczoną przez cienie
podróżnych  wędrujących od  zarania w wieczność.
 
z kapelusza dzieciństwa Miś Gąbka wystaje.
serce przytwierdziłeś zardzewiałym nitem,
żeby mógł widzieć, gdy odpadło oko
ponad czubek nosa i chwiejną wysokość.
ponad śmierć zza pięt rodzącą zagadki,
tropiącą ukrytych i w snach przyczajonych,
w pulsie lat czy godzin tak złudnie bezpiecznych,
 gdzie mudry palcami tworzą ze zgięć plany,
 w codziennym rutuale misji niedorzecznych.   
 
dasz kostusze rękę, podstawi ci nogę,
warkocz chwycisz , pędzlem wnet stanie się w dłoni.
wymalujesz  z wiatrem drogę swej miłości,
wielki wóz uniosą skrzydła karych koni.
miniesz  zmory  świecące oczami w ciemnościach,
 w  obrazy z  trzech wymiarów  zanurzysz się czule,    
 rzucając spojrzenie  ku drzwiom do  wolności
 skrótem przejdziesz do  Emaus,  omijając bóle.

Kretowiska

"„Być niewzruszonym mimo narastających oszczerstw i dokuczliwych krzywd
 - to można nazwać stanem oświecenia.” Konfucjusz
 
obraźliwe słowa  moszczą się podskórnie
niektóre stają w gardle,
ani chleb ich nie przepchnie, 
ani woda nie przepłucze.
ileż  filmów mogłaby złowić sieć siatkówki,
gdyby pod powiekami nie przepływały obrazki  z różnych wojen
albo migawki cierpienia i śmierci nam podobnych,
wyniesionych w górę dymem krematoryjnym
i  uwięzionych  prochami w spopielałej ziemi,
która  nie przestała rodzić kwiatów.
 
gdybym  była  oświecona jak natura   
pewnie uwierzyłabym, że nieprzyjaciół
 nie stworzyła wilczyca, .
a  ból przemija nawet, gdy narasta.
nie kradłabym światła przez dziury wywiercone w ścianie.  
 
wciąż nie wiem czy dobre relacje,
 to sztuka omijania kretowisk?
skoro  tak  trudno przejść bez obrażeń,
z podniesioną głową.

Zaklinaczka słów

Gabrieli
gdy wiatr jak Vivaldi 
gra jej na najwrażliwszych strunach
przez cztery pory roku,
drzewa chylą korony, na których dojrzewają wiersze.
kiedy spadają,
„miłośniczka chwastów i bezdomnych zwierząt”
łapie je w siatkę na motyle.
 
inne zapożycza od wędrownych ptaków.
szuka w zbożu, perzu, kurzu, pod mopem,  
w drewnianych bibelotach, rechocie piwnicznej żaby.
nie ma we wsi dziury, z której nie wyciągnęłaby poezji.
„ o losie sercem pełnym kamieni z wiarą chwieją niczym dym nad ścierniskiem”
pobłogosław Gabrielę utkaną ze światła i prawdy.  
 
pnę się po drabinie jej słów
a  idący we mnie wciąż „pogrzeb z ceremoniałem zamkniętego wieka”
zwalnia i przystaje   
dziś jest kwietnotrawnie i drzewolubnie.
ziemia parując wypluwa zachwyt na powierzchnię.
kobiety pięknieją „jak w filmach Almodovara”
 
(...)

--- full text ---

wiosną rośnie mi coś na ksztat trzeciego oka

od kiedy noszę smutek jak sól pod  powiekami   
 coś ściska  ramiona by nie wyrosły skrzydła
w głowie Camille Claudel stoi po kostki w wodzie i ekskrementach
choć stworzona z gliny i miłości o twarzy Adjani
błogosławiona szaleństwem pomiędzy szalonymi
 
czasem rośnie mi coś na kształt trzeciego oka
bo parą ślepaków nie prześwietlę ścian  
nie przeniknę muru  
nie uzdrowię własnej gwiazdy
chorej od pyłu na zgniliznę płuc
 
Claudel wychodząc z głowy  
pomaga mi wylać z siebie płyn hamulcowy
przywdziać buty Ikara
twierdzi że gorzkie gody umarły dawno na suchoty
albo i od cholery
że idzie wiosna
 
czeszę więc skołtunione włosy od wciąż naiwnych myśli
i  czekam
może wciąż na Rodina

Topiąc samotność w dwuznaczości/piosenka/

Kiedy  przybywasz do mnie czasem to smutek  z nudów już nie ziewa.
Ból też nie stuka w krzyż obcasem,  liśćmi znów płoną martwe drzewa.
Sól wypływając spod powłoki  w  Erosa sprytnym ukochaniu, 
oczyszcza wzrok, skórę kości, topiąc  samotność w  dwuznaczności.
 
Zawsze gdy sen obdziela tobą, to potem szadź otula sobą.
 
Po co nazywać  po imieniu,  co między nami się zdarzyło,
gdy w niżowyżach tkwiąc barycznych czułam, że huśta  nowa miłość
Ja nieposłuszna żona Lota – ciemny labirynt słonych zdarzeń 
cielę mordując  za pokorę,  trzymałam nos w pakiecie marzeń. 
 
Kiedy ostatni raz wypatrzę,  te oczy, co na mrozie śniłam,
staną zegary,  tarcza czasu dalej  nie będzie nas  broniła, 
w dół rzeki popłyniemy jaśni, na przestrzał sztucznym świata cieniom 
aż Morze Martwe nas przygarnie, na wieczny rozbrat  z dziką ziemią.
 
 
 
II wersja piosenki
Kiedy  przybywasz do mnie czasem, to smutek z nudów już nie ziewa.
Ból też nie stuka w krzyż obcasem, liśćmi znów płoną martwe drzewa,
sól wypływając spod powłoki - w  Erosa sprytnym ukochaniu,
(...)

--- full text ---

w cieniu kruka

Zofia lat dziewięćdziesiąt cztery
zwykle w południe wchodzi w ucho wnuczce
dzięki linii telefonicznej przypominającej elektrokardiogram
wyrastają jej skrzydła
w ich cieniu nie widać chorób
i kruka
który tylko nocami krąży
stukając dziobem w żyrandol
niczym w wieko trumny
 
gdy miasteczko gaśnie jak świeczka
ptak trzepocze jakby chciał porwać ją z pokoju
i wlecieć w ziemię
 
Zofia boi się że gdy umrze
będzie śnić cudze sny
w których nie ma wnuczki

OPOWIEŚĆ WIGILIJNA /babci i mamie/

grudniowy poranek pachniał suszonymi grzybami
aż chciało się przysiąść
potrzymać za ręce
posłuchać jak barszcz bulgocze nad kagankiem
gdyby nie krzyki ptaka pikującego chmury 
 
zawisły nad nimi
ukrytymi w pulsującej dzielnicy miasta
oddzielonej cienką linią
od martwoty zoranej  wojną
do bieli czaszek
 
Warszawa 45 dzieliła się opłatkiem
gdy na Marszałkowskiej pijani Rosjanie złamali ich karabinem
łzy zmyły krew z twarzy partnera
którego obraz nosiła potem
zamknięty w żalu
 
powiadano że mogiła małżonka stała się jej łożem
że przyrosła krzyżem do  kopca z kamieni i majaków
a w łonie kwiliło
jakby z wnętrza grobu wypływał płacz dziecka
 
(...)

--- full text ---

Cmoknijcie mnie /prostest song/

Koterie wielkiej polityki -
ścierwosalonowycieruchy. 
Europosłowie – pajacyki,
stołkiem skażone pasibrzuchy.
Telewizyjnych pierdów siewcy
w szambie po szyję umoczeni 
i celebryci i ich piewcy 
własną głupotą namaszczeni.
 
Ci co mordy mają w kubeł
i ludożercy z korporacji.
Dziwki na rurze w popkulturze
i zmory nowej demokracji.
Panegiryści bezkrytyczni
i skrytobójcy rentogrupy.
Ludziki chłonne papkozupy…
Cmoknijcie mnie  w kawał dupy
 
I wy Romea z Koziej Wólki,
co nigdy Julii nie poznacie.
Dziwkomodliszki młodociane,
co na frajerów swych czekacie.
brudne łachudry, wszawe parchy
(...)

--- full text ---

WARIACJA Z CIENIEM

„z iloma spałam zamiast ciebie
rozpięta w pożądaniu słów między wykrzyknikami”
 
tyle wiosen przeleciało obok snów
jałowych jak ziemia spłukana łzami kobiet
które skrzydła zamieniły na kołyski
a ja wolna od płaczu dzieci
dla ciebie wciąż nieprzezroczysta
wydrapuję resztki z kalendarza

nie zdołaliśmy poznać topografii ciał 
pragnących złożyć się w płomień
nie posmakowaliśmy siebie koniuszkami języków
choć tamtego popołudnia byłeś tak blisko
że widziałam nas zrośniętych ramionami  
 
w bezdrożach papilarnych
cudze imiona nie zostały twoim
a perły tamtych chwil
schowane w zmarszczkach życiorysu
rozsypały się w pył
*IT

Ulicznica

mogłaby sprzedawać ciało w miejscach
w których szelest pieniędzy
słyszalny bardziej niż krzyk umęczonych kobiet
lecz upomniały się o nią zaułki ulic
gdzie kabaretki puszczały oczka do kierowców

pod warstwą pudru chowała nastolatkę
po którą ojczym sięgał jak po flaszkę
aż matka wygnała z domu
nie pomogły modły do miłosiernego
ani klienci bez twarzy i życiorysów
wrosła w rewir znakiem drogowym
a tkankę toczył  rak
gdy zamykali piersi w twardych dłoniach
 
jakimż więc cudem pokochała chromego chłopaka
szepczącego to co wszyscy
że tylko z jego językiem splotła własny
 
jesienią uciekli z miasta
do rudery z płyt paździerzowych i desek
nad brzeg jeziora Mamry 
naśladując naturę wody wyrzucali z siebie kamienie i żwir
(...)

--- full text ---

KOMPOZYCJA Z NUTKĄ WSPOMNIEŃ

wchodząc gościnnie we wspomnienia zsuwam buty
woń jabłek pieczonych przez prababcię w kaflowym piecu
flirtuje z zapachem macy
czas na twarzy staruszki wyrzeźbił ścieżki donikąd
bezimienne uliczki po których rzadko przechadzał się uśmiech
 
mówiła że mąż zdradzając oszczędzał
łóżka obcych kobiet były jej kołem ratunkowym
nosiła w sobie łazarza który pisał wiersze
a potem umył ręce w jej łzach
 
synowie zaginęli w 44
oczekiwała ich powrotu
z woreczkiem nieważnych pieniędzy w bieliźniarce  
przemawiała do cudem ocalałych  fotografii
pod sercem chowała spłowiałe portrety wiecznych nastolatków
Edziu Tadziu Tadziu Edziu tykał zegar
w kuchni terkotało radio
a na haku wisiała maszynka do mięsa
w której mieliła słowa
 
umierając zapomniała o wszystkich
ciekawa tylko co dalej  „W Jezioranach”

Contact with us



Report this item


You have to be logged in to use this feature. please Register