|
| |
|
WSZYSTKIE PRACE
Poezja (801) Proza (73) Dziennik (269) Fotografia (24)
Pocztówka poetycka (3) Handmade (24) O autorze Znajomi (94) | |
Zmiana sposobu prezentacji
Przewodniczący Zhang Lijen odłożył pióro i podniósł wzrok na asystenta.
Skulona w niskim pokłonie postać cierpliwie czekała na znak Zhanga.
- czy grupa interwencyjna już wróciła?
Asystent Shang Tsy dygnął pochylając się jeszcze o kilka centymetrów.
- tak towarzyszu sekretarzu. Kapitan Czong czeka w korytarzu.
- prosić! I dajcie znać w Komitecie że zebranie grupy roboczej o 16.00 w pokoju operacyjnym.
Asystent wyprostował się, odwrócił na pięcie i bezszelestnie wyszedł. Zhang opuścił wzrok i chwilę studiował schnący tusz na karcie .Od śmierci żony, sztuka kaligrafii wypełniała większość wolnego czasu Lijena. Dziś jednak twarzy nie rozjaśniał grymas zadowolenia. Zimne ledowe światło podkreślało oznaki zmęczenia, nadając fizjonomii wyraz pośmiertnej maski. Podszedł do biurka i ciężko opadł na fotel.
W drzwiach stał kapitan Li Czong. Wierny gwardzista i szef ochrony bunkra Ministerstwa Spraw Wewnętrznych.
- towarzyszu przewodniczący, rozkaz wykonany. Ekipa naukowców w tej chwili zabezpiecza obiekt.
- dziękuję towarzyszu Li. Partia dziękuje wam za poświęcenie. Czy były straty?
- niestety. Trzech gwardzistów i lekarz... zostali tam na zawsze.
- a co z wami? Zhang wskazał na głębokie krwawe bruzdy na policzkach kapitana.
- wszystko w porządku towarzyszu przewodniczący. To nic takiego. Nasz lekarz.. musieliśmy go... rozumiecie.
--- cały tekst ---
"satyra na jurnego chłopa" - wydanie drugie poprawione
był wśród rodzaju męskiego łowca
co miał w podbojach niewiast gotowca
mruczał prychał wyprężał grzbiet
i tak po trupach do celu szedł
wystarczał moment jedno miauknięcie
by cieszyć się ponadprzeciętnym wzięciem
w dziele tym szybko mijały lata
wdowa rozwódka dama dzierlatka
setki tysiące niewieścich wian
bo taki na padół miał kocur plan
wszystko jak leci najlepiej hurtem
złowić- obiecać- ciepnąć za burtę
i tak rozkosznie mu płynął czas
veni vidi vici wlazł wylazł wlazł
lecz jak w przyrodzie nadchodzi jesień
choć sława za łowcą ciągle się niesie
chód mniej sprężysty głos traci rezon
mniej go słuchają a jak już -nie wierzą
szczególnie jedna bardzo pod pazur
co mogła skłonić go do mariażu
gdy po sprawdzonych wcześniej zalotach
ta nie spojrzała nawet na kota
chodził więc za nią wodził oczyma
a że sukcesu ni ma i ni ma
gwałtem chciał skończyć co tak mu nie szło
całkiem niedawno- bodaj w noc zeszłą
zakradł się do niej szaleństwem steran
dziś wyleniały u drzwi weteran
stoi w drzwiach patrzy… oczom nie wierzy
wybranka w łożu półnaga leży
jak posąg Wenus w frywolnym geście
patrzy na niego –no jesteś wreszcie!
a że był…stał tam – nadchodzi finał
może to kiedyś pokażą w kinach
jak (...)
--- cały tekst ---
na dalekim wschodzie w zapadłej guberni
mieszkał sobie wasia- kowalstwem dłoń czernił
i kiedyś swój gniew wyraził podniesionym głosem
za co od sąsiada w plecy dostał kosę
by zamilkł za wyszynkiem w dosyć płytkim grobie
i to mógł być koniec…
… lecz teraz- posłowie
na wiosnę psów zgraja wykopała wasię
sprawdzając czy na przednówku na nim wyżyć da się
rozwlekła po wiosce tu rękę tam nogę
zawalając tułowiem główną w siole drogę
co zwróciło uwagę najwyższego biura
i ta wysłała milicję patrząc co też wskóra
przy niewielkim wsparciu lokalnej ludności
zebrano wasieńkę do ostatniej kości
przewieziono do kostnicy gdzie zespół lekarzy
zmniejszyć statyki zgonów z miejsca się poważył
i wasię po zszyciu przywrócił do świata
a choć rehabilitacja potrwa długie lata
wieść o zmartwychwstaniu już szerokim echem
rozniosła się po świecie wraz z pierwszym oddechem
konsylium lekarskie dostało nagrody
milicjanci odjechali nowym samochodem
mieszkańców nagrodzono wodociągiem i chwałą
czy jeszcze o kimś wspomnieć zapomniałem?
acha! no przecież!
- psom podziękowano
Przyznając deputat z rzeźni co któreś tam rano
eleganckie budy i nowe obroże
a i wykryto sąsiada co go dziabnął nożem
przyjechał do niego gubernator generał (...)
--- cały tekst ---
w dawnych podwojach przy wodopojach siedziały młode oposy
pyski spuszczały na puste stoły myśli targały im włosy
nic się nie działo w oposów życiu przy wodopoju cisza
nastrój gęstniał i gęstniał na plazmę i tak im nad głową wisiał
aż przyszedł dzień kiedyś zwyczajny czwartek a może to była środa
oposy siedziały jak to oposy lecz ktoś do nich szedł po schodach
zaraz i miarka nudy wezbrana wyciekła zwierzom spod nosów
i gdyby nie cud co się wtedy wydarzył nie byłoby już oposów
drzwi się rozwarły na całą oścież a w nich stanął na wysokości
święty mikołaj lekko wstawiony i się uśmiecha do gości
drogie oposy!- witajcie wszystkie małe duże i średnie
jak wam tu zaraz dam coś w prezencie to jeszcze oko wam zblednie
to mówiąc wyjął zza pleców skrzynkę i dużą paczkę fistaszków
i odtąd opos stał się opojem nie rozstawając się z flaszką
nie wiem czy prawda to czy też bujda co też ci ludzie wymyślą
lecz napisałem liścik na biegun i czekam
może coś przyślą?
*tekst zawdzięcza swój krótki ziemski żywot duetowi inspirującemu Aśćki i deRudej:)
Istnieje obecnie przekonanie, że wszystko co ślina przyniesie, należy bezwarunkowo wyartykułować. Ta pewność zastąpiła pielęgnowaną w narodzie cnotę skromności, dającą szansę edukującej się młodzieży, ogarnąć większość spuścizny narodowej. Spowszedniało uprawianie słowa pisanego, malarstwa, muzyki. Kto żyw odnajduje w sobie smykałkę do tej czy innej dziedziny sztuki. A nawet do wszystkich na raz. Przekonałem się o tym boleśnie tej jesiennej soboty.
Od rana dało się słyszeć niepokojące odgłosy z kanalizacji. Jak grzmoty przed właściwym oberwaniem chmury sieć rur niosła zapowiedź katastrofy. Na wszelki wypadek uzbrojony w zestaw wiadro-mop, starałem się stać na posterunku w przedpokoju, drzwi do łazienki pozostawiając otwarte.
Koło południa nastąpiła dłuższa cisza. Niestety wziąłem ją za dobrą monetę i zszedłem ze swojego stanowiska. Ogłuszający huk, przerwał czynności przygotowawcze właściwe dla sobotniego obiadu.
Zanim dobiegłem do toalety, wybiegł mi na spotkanie potężny fetor. Intensywność zapachu kazała mi wrócić z powrotem do kuchni. Chwila tam spędzona dała mi wyobrażenie o skali problemu z jakim przyjdzie mi się mierzyć. Zapchany zlew postanowiłem uprzątnąć po rozpoznaniu sytuacji w łazience.
Gres przyjmie wszystko. Pięciocentymetrowa warstwa brązowej mazi po spłynięciu z podwieszanego sufitu przylgnęła do podłoża. Gdyby nie fakt że znałem to miejsce (...)
--- cały tekst ---
don chu an
z prowincji czen ujrzał piękność na drodze i
zwrócił się do niej
- wiem
spojrzał głęboko w oczy
-czuję
no to chyba spasuję znasz tę historię choć jest z pępka świata
-ależ wracaj opowiedz jestem ciekawa
don chu an rozgrzany jak lawa
z wierzchu jedynie kamienna maska
-to jak on wtedy mlaskał?
do diaska! daj dokończyć wreszcie!
-ok
więc rzecze rzeczony don- mnie i tę damę
zanieście pod dom!
zaprasza ją do lektyki gestem dłoni
lektyka przewiewna od słońca ochroni
trupioblade lico
kołyszą się chińską ulicą w mieście syczuan
dobrze leżąc w dłoniach pani i don chu an
pani się rumieni za szczelnym wachlarzem
sinieją za wikt i opierunek zmachani tragarze
a don chwyta znienacka za pipę
ujmując piękną nieznajomą łzawym chińskim hitem
na instrumenty szarpane
- to niesłychane!
ależ słychane w prowincji czen!
żegna się słońce nieco krwawo z dniem
kanarki ożywiły się w złotej klatce
pani ukryta za wachlarzem drży
don chu an pyta czy
zechce spróbować ciasteczka i wyciąga ze skrzyni
dwa duże z marmoladą i sześć z owocami morza
w standardzie- mini
nalewa herbaty i czyta ze zwoju wiersz
„ rzeka wzdłuż i wszerz
niebo w dół i w (...)
--- cały tekst ---
któż tu choć raz nie miałby w uszach
historii kleopatry i marka antoniusza?
no może gdzieś w azji im się nie obiło
dlatego powtórzę jak to z nimi było
byli sobie brat i siostra wysoko rodzeni
mieli do podziału trochę kiepskiej ziemi
a że niezbyt wiele to wiadomym było
że dla dwojga i tak by jej raczej nie starczyło
brat miał niezłe plecy i poparcie kleru
zaraz więc się dorwał do wspólnego steru
i pewnie siwe włosy tam by go zastały
gdyby nie szczegół niezupełnie mały
rzym-co nad światem rozpuścił sztandary
do najdalszych zakątków słał gladius po dary
a że do granic daleko rzymską ruszył głową
do perfekcji doprowadzając wojnę domową
I z jej to przyczyny w egipskie piekiełko
wylądował pompejusz z nieco chorą ręką
nie mogło więc być o mężnej obronie mowy
gdy siepacz ptolemeusza pozbawił go głowy
co temu ostatniemu nie wyjdzie na zdrowie
gdy juliusz cezar o krzywdzie się dowie
lecz gdyby tej głowy braciszek nie ruszał
nie byłoby kleopatry a z nią antoniusza....
akt 1
cezar co z galijskie powrócił przygody
wygrzewał w egipcie kości zwiane chłodem
oddając zaś władzę w kleopatry ręce
otrzymał w zamian cezariona w podzięce
antoniusz zaś stojąc u (...)
--- cały tekst ---
(tak trochę dla Ananke)
niewiele osób zna historię owego romansu
imperator otworzył drzwi i wysiadał z dyliżansu
wielu zdziwiło się wielkością tej postaci
gdy zszedł na ziemię i woźnicy szedł zapłacić
gapiów zebrany tłum już zaczął wiwatować
na rękach setki warg dopóki ich nie schował
i nagle co za los płeć piękna w ciele wenus
spod długich czarnych rzęs wdzięczy się - właśnie jemu
bohater pręży lok i rzuca "merde!" niedbale
szukając face two face z niewieścim generałem
lecz w niej słowiańska krew na pięcie się obraca
by rozwiać się we mgle choć krzyczał za nią- wracaj!
trwało to może dzień dwa miasta padły łupem
gwardia przyrzekła że powroci choćby z trupem
i oto przyszła noc co po tym dniu nadeszła
piękność spętana śpi w objęciach jego krzesła
u stóp europy pół i jeszcze większe plany
szepce do uszka wiersz a w głosie ciut zaspanym
słychać uczucia żar na korsykańską modłę
Je t'aime Ma chèrie mam cię bo muszę chcę i mogłem
słowa szeptane tak unoszą suknię damy
i nastąpuje to czego się spodziewamy
piękność podnosi wzrok i już bez żadnej tremy
- na konia! w try miga!- bo spóźnisz się do Jeny!
młoda królewna kończąc naste lata
nie miała rodzeństwa ni siostry
ni brata
lecz los łaskawca uśmiechnął się do niej
prezentując śliczną buzię zgrabny tyłek
i dłonie
tak cudne że anieli łapiąc się za głowę
takich nie widzieli a i reszta odbierała
mowę
i tę cud dziewczynę w jeden dzień pochmurny
uprowadził w brudnym worze degenerat
durny
w tym worze taszczył nieszczęsną po norach
podejrzanych spelunkach no...sodomach-
gomorach
racząc się królewną na wszystkie sposoby
co oczywiście nie pozostawało bez wpływu
na stan jej urody
a że to bajeczka królewicz być musi
wytropił zbira i we śnie
udusił
królewna jak zwykle rączki załamała
i poszła za wybawcą tak jak wtedy
stała
a morał tej historii czy puenta jak kto woli:
"gdy masz skarb to pilnuj
bo się zaraz ktoś
przypierdoli"
cesarz górnego i dolnego biegu szczura
widząc że sąsiedni włodarz ostrzy nań pazura
zwołał hufce z najdalszych zakątków kraju
by stawiły się zbrojne w co tam tylko mają
ledwie poszły wici zebrało się kwiecie
z mlekiem pod wąsem i sunięte w leciech
obok grubych wesołych stali chudzi smutni
cesarzowa wszystkim zagrała na lutni
heroldzi w trąby dmuchnęli bębny dały czadu
a już kapłani ofiarę na ołtarze kładą
zanosząc modłów błagalnych ile trzeba
by ruszyć do boju z pomocą rezeba
wróżba z lotu kaczek wypadła całkiem nieźle
cesarz podziękował pięknie ale zwięźle
a potem ruszyli w ordynku z ochotą
od granic przez kraj obcy ku fortecznym wrotom
tam rozbili namioty szykują tarany
lecz niespodziewanie rozwarły się bramy
i pada garnizon wrogi na kolana
co tak zaskoczyło i rozwścieczyło pana
że rzucił żołnierzy na bezbronne tłumy
za karę i tę viktorię bez chwały i dumy
i tak w pocie czoła urabiając łokcie
spętano jeńców i tak zniewolonym obcięto
paznokcie
a jeszcze zanim gniew odszedł i przecięto pęta
smagano ich piórem indyczym po piętach
i u bram miasta postawić kazano
stelę kamienną z opisem wyprawy
ale ich wyśmiano
w burzowy dzień sierpnia
nocą
wtargnęła teściowa
z humanitarną pomocą
rozstawiła dzieci po kątach
i zwierzęta
choć imion nie mogła spamiętać
na psa- urok na wnuczkę burek
wołając
już chciałem czmychnąć jak zając
niby do pracy na zmianę
kiedy spytała życzliwie
- a kiedy tu było sprzątane?
i dalej wydawać rozkazy
uprzątnąć zastawę i wazy!
sztućce wytrzeć do sucha!
podłogę umyć by na niej
nie śmiała przysiąść ni mucha!
okna umyć! a śmieci ...-
i dalej wywalać jak leci
ubrania z mojej szuflady
- posegregować!
i w szafie więcej ogłady!
co mówiac świecąc przykładem
dalej wprowadzać ład
na wnętrza komód i szafek
natenczas strach blady padł
wstydliwie jęknęły wieszaki
teściowa dla niepoznaki
gładzi regału front
- a wszystkie te duperszwance
radzę wam zabrać stąd
najlepiej od razu no już!
wszystkie te bibeloty
tylko zbierają kurz!
a przeciez to chyba wiecie
jak delikatne są dzieci
a potem biegnie do sieni
jak bila w kwiecistej czerwieni
z impetem pod ostrym kątem
gasząc światła bo przecież
oszczędzać się trzeba z prądem!
na koniec zasiadła w fotelu
uffff...
i nie wypuszczając steru
wskazuje (...)
--- cały tekst ---
