Zmiana sposobu prezentacji
[prątkujemy z premedytacją...]
prątkujemy z premedytacją.
nieśmiało spijam ciepło
z brzegu porcelany,
czerwony gwizdek próżno
wędruje z ust do ust.
ostatecznie ląduje
zaledwie na czubku języka -
Mycobacterium saliva
nie grozi poczęciem miłości.
resztki ciepła ukryte
w poliestrze mojej kurtki
po chwili oddajesz z nawiązką.
wtulam się w ubranie
by czuć więcej niż trochę.
czasem nierozważnie
ocieramy patos o ironię,
sens o pół słowa -
Mycobacterium dotyku
jak żywe kultury preludium.
jesteśmy w zapachu
mydła pod obrączką,
(...)
--- cały tekst ---
śniłem że trzymałaś go za rękę
śniłem, że trzymałaś go za rękę. delikatnie,
niby przypadkiem, musnąłem wewnętrzną część
twojego uda. nie poczułaś. a może nie chciałaś poczuć…
ja owszem. jednak siedziałem zdecydowanie za daleko.
w powietrzu unosił się testosteron.
jego nadmiar wnikał w tylne siedzenie
samochodu. usychałem powoli, gdy ty wilgotniałaś
przy jego boku. zapach twoich ud na mej dłoni, wietrzał
pod warstwą bezradności. próbowałem uciec w cień waszych spojrzeń, niespokojne myśli schować pod lewarkiem biegów,
lub chociaż wtopić się w ciąg wsteczny ulicznych latarni -
na próżno.
kierowca przyśpieszył. ze strachem spostrzegłem,
że nie ma odwrotu. zrobicie to tu i teraz, na tylnej kanapie.
gdy zamknę oczy będzie jeszcze gorzej, bo zrobicie to w mojej
głowie, sercu, w nerwach i krtani. wybuchnę, eksploduję razem z wami, a właściwie to moje serce eksploduje. tak. wybuchnie na waszych oczach i już nigdy nie zagramy w nasze grzechów odpuszczenie…
samochód zgasł wraz z pierwszym dźwiękiem telefonu.
(nie ty dzwoniłaś tego poranka).
szybuję pod oka tęczówką lotem cichym i spokojnym.
lądując na policzku, wzrokiem tonę w szklistej czaszy
nieboskłonu. przysiągłbym, że stąd widać twoją duszę.
włosów nie dotykam, bo nie lubisz. w ekstazie wyrwę
resztki swoich, lub podrę bluzkę co dzieli nas od
spełnienia.
schodzę niżej ruchem jednostajnym.
spływam kaskadą twych piersi po bezkres brzuchostanu.
pod bluzką, w maleńkiej studzience, czuję kroplę potu.
powietrze gęstnieje. dotykasz piersi, by ogrzać swe dłonie
zanim pochwycisz moje.
przysiadam na wzgórku. przez chwilę szukam wymówki,
akceptacji dla niespełnienia, punktu zwrotnego w wirze
zdarzeń, lecz hormony mocno iskrzą w gorejącym kroczu.
zsuwam się niżej. czuję punkt rosy poniżej linii bioder.
głowa miękko ląduje na twoim łonie. brzeg spódnicy
opuszczam o dwa cale w dół. głodne usta znajdują skrawek
ciepłej skóry. wgryzam w ciebie całą rozkosz świata. krzykiem
wracasz mnie z czeluści pożądania. teraz pieszczę delikatniej…
odchodzimy od zmysłów, to znów wracamy, krok do przodu,
dwa kroki w tył. na przemian: scalamy włókna nerwów z chłodem
(...)
--- cały tekst ---
ojciec wychodził zawsze ostatni. to zostało mu do dzisiaj,
lecz wtedy jeszcze szedł wyprostowany, krokiem pewnym i miarowym. idźcie już, idźcie – poganiał mnie i mamę – ja zostawię uchylone okno, dziś wieczorem, może odwiedzi nas gwiazdka.
z dołu jakoś nigdy nie zauważałem, lub nie chciałem zauważyć, szczelnie domkniętych okien. tato doganiał nas zwykle przed mostem, teraz już szliśmy razem, tak bardzo lubiłem nasze wigilijne eskapady.
u babci zapachy jadła i choinki plątały zmysły domownikom.
a było nas zawsze sporo. nie pamiętam dwunastu potraw.
dziś przypuszczam, że w rzeczywistości by ich znacznie mniej, chociaż…
rozmieniając je na drobne – jak zapewniała babcia -
może nawet więcej niż dwanaście .
przed kolacją, tradycyjnie łamaliśmy się opłatkiem
i składaliśmy świąteczne życzenia. dobre słowa
prostowały relacje dorosłych i uskrzydlały gówniarzy.
potem były śpiewy. wujek Janek po kilku głębszych porywał gitarę, pierwsze dźwięki świętych pieśni podkreślały magię cichej nocy. były też skromne prezenty – te od aniołków i gwiazdek wszelkiej maści. każdy z serca darował bliskim jakiś skromny upominek. nie wiedzieć czemu zawsze pytano najmłodszych, czy aby na pewno na nie zasłużyli.
równie tendencyjne odpowiadaliśmy.
wracaliśmy przepełnieni dobrym nastrojem.
pamiętam błysk śniegu poniżej latarni
i jego przyjemny zgrzyt pod podeszwą bucików.
do pokoju tato wchodził zawsze pierwszy.
dziś znacznie dłużej otrząsa problemy przed progiem.
(...)
--- cały tekst ---
Raduje się we mnie dusza,
zaś ciało mocno się wzdryga
(niejeden powie ohyda!)
gdy pies mnie liże po uszach.
Zwierzaka wcale nie zmuszam,
dla Rubla to nie fatyga -
ja drapię, on się nie miga,
językiem ducha porusza.
Mówcie więc ludzie co chcecie,
zaiste to bardzo miłe
gdy pies mnie liże w podniecie.
A wczoraj tak mi się śniło:
że tuż po wiernej kobiecie,
najbliższa sercu psia miłość.
nie ruszaj się – krzyczy -
oczyszczę ci pora!
widzę jak szarżuje
z wacikiem przez hol
nie trzeba kochanie -
cedzę przez zęby -
ze strachu przed tobą
już zamknął się por.
Mechanik z Naprawy
Wyjechał pewnego ranka z Naprawy
mechanik, co w nocy nażarł się trawy.
Po bibie leżąc przy wózku z hakiem
jadł trawę sądząc, że ta szpinakiem,
teraz mechanik wymaga naprawy.
Nie po drodze
Nieraz przejazdem zahaczał o Stolec,
W słowie ostry krytyk o nazwisku Kolec.
W drodze na Mazury musiał zrobić klocka,
Mrągowo daleko i dłuży się nocka.
Prędko ruszał dalej, by tu nie polec.
Ballada o Jaśku z Białego Kału
Przyszedł Jasiek na świat w Białym Kale,
Wstydząc się nazwy, pupę mył stale.
Jak na ironię losu przystało, choć zabrzmi to na banał,
szydzili z Jaśka gnojarze, gdy życie wpuściło go w kanał.
Dziś Jaśko w szkole zgłębia fraktale.
Dyszobaba
Zjadła kiedyś w pośpiechu, baba z Dyszobaby,
(...)
--- cały tekst ---
wróciłeś
tak długo czekałam
zimna kawa zdążyła wypłukać
żleby tęsknoty pod gęsią szyją
wybacz usta już nie-winne
i piersi wybacz
z czasem ostygłe do nagiej tęsknoty
zostań proszę
i choćby wzrokiem
zejdź niżej
idź wzdłuż hali podbrzusza -
zobacz
jeszcze sączy się tkliwość
w dolinie złudnej nadziei…
zaczekam na twój dotyk
spokojem z murowańca
boję się
(...)
--- cały tekst ---
stoi przy drodze dziwkomotywa
ciężka, ogromna i pot z niej spływa -
tłusta oliwa.
stoi i czeka, czasem się rucha
żar z rozgrzanego jej łona bucha
uff, jak gorąco.
i choćby stała cudzołożnica
karmiąc się ciałem,
pojąc do syta,
choćby ją zaprzągł sam Jezus Chrystus -
nie ruszy naprzód
bez maszynistów.
Dłoń
WIOSNA
z dłoniami w stronę
wiosennych serdeczności
rodzimy miłość
LATO
w babiego lata
pajęczą sieć mej dłoni
zaplatam jej twarz
JESIEŃ
jesienią w dłoniach
zmierzch kładąc w kołysance
ozłacamy się
ZIMA
w tobie nie marznę
(...)
--- cały tekst ---
