Marek Gajowniczek, 9 november 2014
Wśród uśmiechów i ukłonów
powstał nowy mur z balonów.
Bez wieżyczek i żołnierzy,
rozgranicza jak należy.
Mur tu był i jest i budziet,
a balony to są ludzie,
którzy wierzą w koszopały,
że zniknęły już podziały.
Niewidoczna jest granica,
a polega na różnicach
tak głębokich, jak się da.
Muru nie ma - podział trwa.
Mur z balonów nie przeminie.
W każdej nieomal dziedzinie
wielka przepaść się otwiera,
chociaż ktoś ten mur rozbierał.
Nikt nie mówi, że Polacy,
których objął zakaz pracy,
widmo biedy zamiast równań.
Droga długa jest i trudna.
Widzi pokolenie starsze
balony, parademarsze
i ze smutkiem głową kiwa.
Po co było się porywać?
Mur z balonów i jest zgoda,
ale ręki nikt nie poda,
bo różnymi obejściami
uzgadniają coś nad nami.
Czas ucieka. Lata lecą.
Baloniki w oczy świecą.
Świętowanie. Piwko. Fest.
Muru nie ma, ale jest!
I nie wierzmy w żadne cuda.
Przeskoczyć się go nie uda,
bo ci, którzy mur burzyli -
skuteczniejszy postawili!
Marek Gajowniczek, 9 november 2014
Ziemska władza, proszę pana,
nie jest raz na zawsze dana
i kiedyś się musi zmienić.
Tego właśnie chcą rządzeni.
Żadna partia, grono, grupa
nie może ludzi ogłupiać
ordynacją i serwerem.
Kiedyś wynik będzie zerem.
I wyższa matematyka
też czasami się potyka
o brak ludzkiej wyobraźni.
Pewny siebie, też się zbłaźni.
Gdy do tego dodać jeszcze
los, przypadki, wzięcie w kleszcze,
podsłuch, taśmy i podglądy -
najmocniejsze padną rządy.
Ziemska władza, proszę pana,
nie jest raz na zawsze dana
i kiedyś się musi zmienić.
Tego właśnie chcą rządzeni.
Marek Gajowniczek, 8 november 2014
A w górach już halny
i trudno wytrzymać
i nastrój fatalny.
To jeszcze nie zima,
a już się zbliżają
przymrozki i chłody.
Ludzie narzekają,
bo mają powody.
Wiatr dudni do okien
i skrzypią nam krokwie.
Świat patrzy złym okiem,
a w mediach okropnie
kłócą się o Madryt,
absencję i diety.
Każdy szuka zadry.
Znajduje, niestety.
A w górach już halny
i większe spożycie.
Pieśni tryumfalnych
mniej teraz słyszycie,
a ludziom już z głowy
wywiało nadzieję.
Po Górach Stołowych
wciąż wieje i wieje.
Marek Gajowniczek, 8 november 2014
Arogancja władców całej władzy szkodzi.
Szydełeczko z czasem z woreczka wychodzi,
a to się przydarza, gdy już jest za dobrze.
Wtedy tryumfalizm przeradza się w pogrzeb.
Kto chciał być w Alhambrze, a już był w Grenadzie
i głosem zbyt pewnym, swoim - " Spieprzaj dziadzie!"
przeganiał uwagi i trudne pytania,
ten nagle rozumie jak pycha jest tania.
To zwie się charyzmą. To ma się, lub nie ma.
Gdy światła nie znosisz, to nie wychodź z cienia.
Spokojnie doczekaj sprzyjającej pory.
Tak bardzo rządzącym brakuje pokory.
Marek Gajowniczek, 8 november 2014
Klasa polityczna
samych zeszłorocznych.
Prywatno-publiczna.
Spęd postaci mrocznych.
Klasa powtórkowa.
Oślich ławek nie ma.
Zaćma umysłowa.
Przed tablicą scena.
Nałogi. Rozpusta.
Kłótnie. Deprawacja.
Lot gołębi z ustaw.
Napis "Demokracja".
Klasówka z sondażem.
Jutro test tu będzie.
Wóda w kałamarze!
Skreślaj! Błąd na błędzie!
Trzech jest zawieszonych.
Promocje rozdane.
Kłócą się ich żony,
a to orły same.
W szkole ciemna masa.
Afera. Rozróba.
Taka jest ta klasa
jak jej kindersztuba.
Marek Gajowniczek, 7 november 2014
To była miłość jakiej dzisiaj już nie spotkasz.
To była miłość romantyczna, czuła, słodka.
Taka - na zawsze i na każde zawołanie.
To była miłość przepełniona pożądaniem.
To była miłość, jak kociaczek mały - ślepa
i się trzymała bardzo mocno, jak rzep rzepa.
To była miłość z przyzwoleniem, nie na przekór.
To była miłość dwudziestego wieku.
To była miłość otulona marzeniami.
To była miłość, jakiej chcą dziś zakochani.
To była miłość. O takiej się bajki plecie.
A może jeszcze jest gdzieś taka na tym świecie?
To była miłość, która tajemnic nie miała,
stale w nas rosła i bez reszty pochłaniała,
a się zaczęła jak miłosny elementarz.
To wiersz dla ciebie. Może jeszcze mnie pamiętasz?
Marek Gajowniczek, 7 november 2014
To nie są czasy dla pieśniarzy i poetów,
bo zamiast śpiewać ludziom częściej chce się wyć.
Politycznego dosyć mają kabaretu.
Cicho pytają samych siebie: - Jak mam żyć?
Za łyk dostatku, za wolności odrobinę,
za obietnicę szklanych domów, szczęścia mit,
muszą oswajać swe ramiona z karabinem
i przewidywać zagrożony bliskich byt.
To nie są czasy dla rozkosznych ekscentryków.
Dla wizjonerów, kreatorów nowych mód.
Ucichły wiersze, za to słychać wiele krzyku.
Zamiast rozmowy jest dziś groźby szorstki skrót.
Powiedzieć nawet wstyd.
Czym jest spokojny byt?
Rzeczywistości zgrzyt
zagłuszył hit,
a prawda poszła spać.
O jutro już, psia mać,
trzeba się bać!
To nie są czasy na marzenia i zamiary.
Na ciepły uścisk, dotyk dłoni, cichy dom.
Jak to się stało? Nie rozumiem. Nie do wiary.
Wszystko, co było, poszło dawno już na złom.
Za łyk dostatku, za wolności odrobinę,
za podniesione w górę palce, w dłoni krzyż,
trzeba oswajać swe ramiona z karabinem.
Chcesz protestować - na Berdyczów pisz!
To nie są czasy marzycieli, romantyków.
To niespokojnych spojrzeń pora w każdy wschód.
To jest nerwówka nieporadnych polityków.
To jest modlitwa, nadzieja na cud.
Powiedzieć nawet wstyd.
Czym jest spokojny byt?
Rzeczywistości zgrzyt
zagłuszył hit,
a prawda poszła spać.
O jutro już, psia mać,
trzeba się bać!
Marek Gajowniczek, 6 november 2014
Przeleciał dzień przy starym komputerze.
Był taki sam jak wszystkie inne dni.
Pokazał mi napaści i pacierze.
To, co się marzy. Co się ludziom śni.
Przeminął dzień. Był chyba wirtualny.
Już rzeczywistym nie potrafił być.
Odśpiewał wiele pieśni tryumfalnych,
lecz nie powiedział o tym nic - Jak żyć?
Przeleciał dzień zwykły listopadowy.
Postraszył zmianą politycznych scen
i wiele głupot naplótł mi do głowy,
myśląc już pewnie, że odbierze sen.
Przeminął dzień. Nie dał się zapamiętać.
Humorkiem swym widać nie trafił w gust.
Cenzura już odeszła uśmiechnięta
a z nią ten pan od zamykania ust.
Przeleciał dzień w ciężkim, medialnym boju.
Nie dał się przebić i trafić do ludzi.
Nocka przyniesie oddech mi spokoju,
a po niej rano nadzór się obudzi.
Marek Gajowniczek, 6 november 2014
Oj, chyba będę złym prorokiem.
Partia, na którą ciepłym okiem
spoglądam już od bardzo dawna
jest w mej dzielnicy nieporadna.
Gmina największa to Warszawy.
W niej wiele osób jest ciekawych.
Najbardziej jednak wyraziści
są tutaj dawni komuniści.
Władze obsiedli prawie wszystkie.
Patrzę na listę, a turystkę
ktoś tu wystawił przeciw nim.
Prorokiem chyba będę złym.
Właściwie poza parlamentem
partia bez steru jest okrętem.
Nie ma na masztach dobrych żagli
i rejs ten mogą porwać diabli.
Łajba ta zmierza w stronę cienia.
Nie zmieni się, jak się nie zmienia
i nawet w ten wyborczy czas
znów ustępuje, jak nie raz.
To chyba jest megalomania.
Gdzie są porywy? Gdzie kampania?
Gdzie są pieniądze i odnowa?
Cóż... to jest partia kanapowa.
Ciężko i tak poszkodowana.
Grochów - dzielnica niekochana.
Źle pewnie wyszły obliczenia,
więc jest, jak jest. Nic się nie zmienia.
Marek Gajowniczek, 6 november 2014
Od razu widać, że to dyplomata.
Ręka w kieszeni. Sylwetka garbata.
Kiwa się, skręca. Po chłopsku się wita.
Od razu widać – światowiec, elita.
Od razu widać, że to jest pan poseł,
choć policjantów nie przekonał głosem,
broniąc się kopał na sposób fatalny.
Od razu widać – poseł, nietykalny!
Od razu widać, że to ludzie z góry.
Białe koszule. Czarne garnitury
i jak spod igły wszyscy są ubrani.
Od razu widać, że będą wybrani.
Od razu widać – frekwencji nie będzie.
Pójdą rodziny tych, co na urzędzie.
Tych, co przy władzy i przy korycie.
Od razu widać, że się przeliczycie.
Od razu widać, że to demokracja.
W marszu – tylko radość! Nie manifestacja,
a w miejscu haseł – same kotyliony.
Od razu widać – Marsz zadowolonych!
Od razu widać – to kamieni kupa.
Gdyby ktoś za bardzo, stanowczo się uparł,
może tu dopisać jedno, lub dwa słowa.
Od razu widać – Odnowa! Od nowa?
Terms of use | Privacy policy | Contact
Copyright © 2010 truml.com, by using this service you accept terms of use.
8 april 2026
Jaga
8 april 2026
wiesiek
7 april 2026
wiesiek
6 april 2026
wiesiek
6 april 2026
eL. Marandhie
6 april 2026
eL. Marandhie
5 april 2026
wiesiek
1 april 2026
wiesiek
24 march 2026
marka
24 march 2026
marka