|
| |
|
WSZYSTKIE PRACE
Poezja (426) Proza (10) Dziennik (159) Grafika (3)
Pocztówka poetycka (17) O autorze Znajomi (84) | |
Zmiana sposobu prezentacji
Niech kolejna zima znów nas ze sobą spotka
obejmiesz mnie, pójdziemy dokądś, żeby ukryć
czułość po byłych tęsknotach.
nie trudź się
dla mnie nie warto
pstrykam palcami
z czarodziejskich sztuczek
tę lubię najbardziej
jest nieodwracalna
Nikogo nie będzie, chociaż wszystko już gotowe. Stół nakryty, pachnie jedzeniem. Starym światem. Kwiaty w wazonie nie zwiędły, ale pokrył je zmierzch. w cieniu liści drzemią figurki aniołów. Na fotelu przeciąga się pies i to jedyny ruch czasu jaki można tu dostrzec. Gdyby mógł, wyłby teraz, ale jest tylko w mojej wyobraźni. Nie chcę by ujadał z tęsknoty. Tak szybko nie minie żal. Powtarza się, chcę coś zatrzymać, albo oddać. Żałuję. Wtedy jeszcze jest za późno.
Kiedy mówię, że boję się, nazywasz ten lęk moim imieniem.
A ja, pragnę cię jednakowo - jak wtedy, kiedy jeszcze czułam się blisko,
i teraz, kiedy już wiem, że to ja muszę odejść.
Nie potrzeba wielkich słów
Maniery westchnień,
Nie umiem nie martwić się co zrobisz
Albo zapomnieć, że wiem, jak to skończyć.
Jeszcze nas przegonią żywioły
Zepchną
Z żalem się godzę, nie z tobą.
Łatwiej poruszać się w słowach.
Z otwartych okien przetrwają opowieści, aż staną się bajką.
Świat w którym jestem postacią, nie dobiera ról do historii.
Czy jestem tu tylko dla powodu? Nie wydajesz się być dobrym.
A jednak coś nas skupia na patrzeniu w opadające krople,
które zatrzymują światło i dzielą się intymnością.
Ćma złożyła skrzydła. Nic nie wzruszy ćmy, jeśli księżyc nie zapatrzy się w jej stronę, nie ociepli.
W jej chwili kłócimy się o sens. Chociaż sensu nie ma upieranie się przy nieważkości,
kiedy łapiesz mnie wpół i nie mogę odlecieć w żaden stan zakochania.
Jeszcze mi powiesz, że to tylko twoja miłość i nie mogę się do niej przywiązać.
A te wszystkie supełki? Nie da się tego rozwiązać.
Utrwalisz ten ruch trzymając w ramionach kogo masz na wyciągnięcie ręki.
Tak, by nikt nie zrozumiał puenty.
wiem, że tęsknisz
i że to inny rodzaj tęsknoty jak w wierszach.
założyła czerwoną sukienkę, na skórę jeszcze wilgotną,
kiedy broniłeś jej ramion przed ukryciem, sprowadziła was w objęcia,
i byliście jak sen, który się ziszcza kochankom z daleka.
kiedy czułość nie odstępuje wspomnień, lepiej zostać.
tu wszystko się jeszcze powtarza, każde słowo brzmi
z ust, których nie całując pamiętasz.
spróbuj się przespać, niekiedy sen pozwala się spotkać.
pomyliłam dni, z godzin wybrałam tylko minuty, zupełnie zapomniałam o sekundach
miesiące, lata - nie pamiętam by istniało coś ponad chwilę.
z jej upływem rozpoznaję funkcje ciała, nie licząc że coś minie, skoro siedzi we mnie
od dawna. kiedyś mogłam użyczać woli przetrwania, co kierowało
mnie w bitwę - bo chyba nie oręż - chociaż ślepo wierzyłam każdemu kto mówił że kocha.
słowa są kłamstwem.
upływają, bo nie sposób zmieścić zdań w dwóch garściach.
nawet z krzywego lustra można wydobyć cień, cień światła, z którym nic się nie stanie i nadal
będzie jaśnieć. ciemność, już w ogóle przepełnia lustra, wylewa na każdą stronę. tu i tam,
jest tyle ile widać i ile można zrozumieć. nie mogę znieść stworzenia. skąd się wzięłam
i czyj przebłysk świadomości wyostrzył moją duszę, że nabrała barw i pewności co do stworzenia,
stworzenia ciała. całą resztą nie chwalę się zbytnio. cała reszta przypomina się bez opamiętania
kiedy chcę wyjść z lustra.
więc rozdrabniaj nas na chwile. zresztą, robisz to, kiedy wszystko inne muszę przesypiać.
na końcu każdej sztuki następuje moment ciszy.
ten, w którym czekamy na oklaski. chwila, w której
większość schodzi ze sceny, dla nas jest ciągłym
trwaniem w roli. tak spełniamy twoją opowieść,
bo nasza jest nie do spełnienia. trwa, lecz kiedy nie
przetrwa, tylko tu będziemy.
wracać albo próbować zapomnieć.
mamy jedynie bagaż podręczny.
w nim kilka wierszy, czułostek. nic wielkiego.
zbieram się na odwagę otworzyć, ale co z tego,
kiedy ty mokniesz, stojąc za drzwiami
w zupełnie innym mieście.
w końcu zejdziemy ze sceny, z pewnością,
że zbliżył nas tylko koniec.
właśnie przeżywam osobiste misterium kiedy wchodzi kobieta
z dziwnie prześwitującą ręką, dopiero kiedy upada
widzę, że to chusta przepełniona oddechem.
zasłonili jej usta, którymi wydobywa żal za to,
że jeszcze nie czas, choć dziecko kwili, aż rozpiera ją ten płacz od wewnątrz
nie mogę tracić cierpliwości, właśnie operują, a do mojej koperty jeszcze nikt nie zajrzał
więc tylko bóg jeden wie.
bez wytchnienia wprowadzają kolejną.
niczym rycerze w zbrojach, lecz nie żeby ją chronić, a przed nią.
sadzają obok, bez względu na odległość której nie zachowują zdejmuję maskę
pyta czy się nie boję, odpowiadam, że w moim brzuchu stare pestki już uschły,
uśmiecha się, bo przecież wirus przenosi się drogą płciową.
przez remont głównego wejścia, inni muszą nas minąć. niektórzy już nie wrócą
nikogo nie dziwi kolejka, i tylko od czasu do czasu pielęgniarka warknie przez szybę,
- panowie do wyjścia, zostają tylko kobiety
jakby nie byli wspólni z ich dzieckiem
czekamy. każdy przy każdym,
są ważniejsze teraz lęki. guzy, martwe macice, jeszcze dwie piersi, które ukradkiem dotykam,
żeby zapamiętać coś dla ciebie
w trzeciej godzinie dowiaduję się, że łzy są za tych,
co nie zdążyli nawet zapłakać
W dwóch słowach niewiele można opowiedzieć. Wyznanie nie jest całą historią. Jest jej początkiem. Pierwszym znaczeniem, które odbieramy w zmysłach. Nawet smak się zmienia, chociaż myślisz, że znasz jego usta, bo tak często z nich czytałaś, kiedy kręciło ci się w głowie ze szczęścia.
Z młodością masz pewność, że miłość jest ci należna.
W wieku, w którym trudno się zakochać, wolimy poczekać, aż coś się okaże, albo wyda.
Niektórzy jednak muszą się zatrzymać. Gdyby to było wygodne czekanie, pewnie na tym kończyłaby się historia: On ciągle coś powtarza, ale donikąd zmierza. Ona, siedzi przed domem na schodach, jak kiedy była młoda i płakała, że nic jej już w miłości nie czeka. Odszedł i nie zamierzał się oglądać. I kiedy ktoś pyta, to u niej zawsze jest po.
Na spotkaniach towarzyskich to ona dogasza ogniska i ostatniego papierosa. Dokańcza wino, ale nie jest pijana, więc może to sobie pomyśleć: od niekochania nie ma ucieczki. Nie ma wyjścia. Rok zmienia się w przyszłość. I gdy ktoś pyta, to ciągle wspomina, że jest już po. Kiedy ich upewnia, milkną.
Ona Zapomina.
I kiedy znów słyszy wyznanie w dwóch słowach, bardzo chce by to była cała historia. Ale... wyznanie nie jest całą opowieścią, jest tylko początkiem. Można wyznać, bo słowa lekko się piszą, ale całą resztę trzeba zbudować w przestworzach. No chyba, że dzieli nas kosmos. Wtedy (...)
--- cały tekst ---
Wszyscy o których teraz myślę odeszli.
Tworzyli niepowtarzalny klimat tego dnia, a ja, nie potrafię odtworzyć go bez nich.
Zastanawiam się czy i kiedy obejdzie się bez wspomnień, a rzeczywistość stanie się ważniejsza od przeszłości.
Dawno też przebrzmiała przyszłość, więc o niej nawet pisać nie mogę. Przynajmniej teraz.
Życie ma swój włącznik. Zapalasz światło, ale wychodząc zawsze masz w głowie żeby je zgasić. Bo i po co, komu ma świecić w miejscu gdzie już pusto, cicho. Już po nas.
Potrzebuję zostawić światło po sobie i chcę pojawiać się tam gdzie ono jest. Z nadzieją, że pozostawiono je nie przez zapomnienie. Dla mnie, dla Ciebie. Dla Kogoś.
Mam kilka zasuszonych liści. Są naprawdę piękne. Wspominam o nich, bo wcale nie muszę czuć innej magii. Zrobię z tych liści stroik i będzie dobrze.
Nie lubię marnować wspomnień.
Z bliska wszystko nie wygląda najlepiej, ale z daleka czuję się o wiele lepiej. Ważna i kochana.
Tyle cierpienia, tyle zwlekania z miłością, milczenia, strachu i udawania. Nie wiadomo po co.
Kochaj. I powiedz to, powiedz.
Potykam się o takie drobiazgi, zupełnie bez znaczenia dla kogoś, kto idzie przede mną. Nie marzę, to znaczy myślę, jakby to było, gdyby było inaczej. Tylko, że trudno przymierzyć sukienkę, której nie mam. Wisi na wieszaku, za szybą, na manekinie, który nawet nie zdaje sobie sprawy, jak pięknie wygląda. Chociaż martwo.
Nie bywam. Mam swoje bezpieczne miejsce, które mi się nie należy. Nic szczególnego w nim nie ma. Nawet dusza tam nie zagląda, już dawno ulotniła się do nieba. Czasem opada z mgłą, by znów się pozbierać i zapłakać. Nad drzewami. Nade mną.
I kiedy już myślisz, że wszystko skończone, albo, że wiatr się uspokoił, przestało padać, nagle, na drugim końcu pętli zawiązuje się cień. Przybliża, obezwładnia światło, w sposób, o którym mówią noc. Ale to nie sen. Tak się żyje w strachu, w zmartwieniach. Chociaż wiesz, że właśnie teraz powinieneś najbardziej docenić życie. Ono Ci umyka.
Więc jak to jest.
Gdyby ktoś z Was, natknął się na nas w swoim czase, może będzie chciał się pochylić.
Dziękuję.
https://pomagam.pl/zmdlupkg
