|
| |
|
WSZYSTKIE PRACE
Poezja (426) Proza (10) Dziennik (159) Grafika (3)
Pocztówka poetycka (17) O autorze Znajomi (84) | |
Zmiana sposobu prezentacji
wszystko ma swój obrót spraw
nieważkość i rozsądek
niemądrze było pomyśleć
że miłość jest ponad czasem
ulokowałam nas wśród drzew. jest tam dobrze. drzewa bowiem
udają obojętne, nie powiedzą: a co wy tu, kto wam dał
miejsce, kto zawołał, że smród niesie się w całe pobliże.
drzewa oddychają. a człowiek oddychać nie może. z
ciska pięści na - i nic nie mogę zrobić z życiem przybłędą.
niektórzy mają fotografie. najczęściej domy,
w otwartych oknach ludzie. o, jest ławka przed i ogród.
pies uwiązany do nogi, jakby nie wiedział, że może oddalić
się i wrócić.
teraz, kiedy wszystkiego mają po trochu,
kiedy ludzie dzielą się z nimi albo przeganiają
- nie nazywają tego złym czy innym życiem.
kiedy proponuję, pomódlmy się przed posiłkiem
- zawsze z nimi jadam tę zupę,
nikomu nie przyjdzie do głowy oznajmić: nie znam żadnej.
nie wiem co powiedzieć. zawsze na koniec - dziękuję.
a to słowo, jest tak lekkie, że odchodzi wszędzie.
nawet do tych, co się nami brzydzą.
wsiądę na rower i załatwię to w końcu. nie traktuj mnie jak wroga. teraz musisz odpocząć, kto wie czy nie zasnąć na dłużej. już mi nie potrzeba twoich głasków i dopowiedzeń. widzisz? jestem ubrana. skompletowałam dokumenty. nie boję się zostawić cię samej w domu. doskonale orientujesz się co, gdzie i jak należy zachować się po omacku. rozumiem, boisz się ciemności, dlatego mówię odpocznij.
świetnie. rowerzysta to utrapienie dla pieszych i zmotoryzowanych. trabią i klną. chodnik dla ludzi, ulica dla aut, krawężnik dla mnie. nie znam się na sztuce cyrkowej, dlatego wpycham się pomiędzy i brnę w historię. ta opowieść nie będzie miała końca. ale utnę ją w pewnym momencie. dla dobra obojga.
instytucja państwowa. kolejka do kasy, chociaż do otwarcia została godzina. najbardziej potrzebujący są pierwsi. zioną i chłoną wczorajsze pogorszenie pogody. ich duch ulatuje nad nimi i chmurzy się nawet tu, w środku. zostawiam rower przed wejściem. dzięki Bogu jest starszy ode mnie, nikt na niego nie poleci. trzy schodki, przerwa, potem pięć. i pierwsze zderzenie. pan w granatowym kombinezonie i rękawicach posypuje plamy moczu chlorem.
dla niecierpliwych nie ma tu miejsca. potrzeby należy załatwić w domu. toaleta nieczynna. są mili i cisi. poznaję matki, ostatnie w kolejce. pierwsi panowie na kacu. środek w rezerwie dla słabszych, żeby z jednej i drugiej strony mieć podparcie. wchodzi (...)
--- cały tekst ---
ciągle o niej piszę bo urodziłem się żeby umrzeć. mam twarz dziecka z bujnym zarostem i wyglądam komicznie na tle miasta w którym żyję. nie lubię bram, u schyłku lat 80 miały znaczenie, teraz ich ościerz kryje się pod kombinacją cyferek, a nie kryje nikogo. kiedy myślę - i to już jest koniec - najbardziej czuję w ustach smak czerwonej oranżady. jeszcze mocniej pragnienie z jakim toczyłem pojedynek przed sklepikiem nie mając grosza przy tyłku. w bucie dwa złote na bochenek, matka uwierzyła w spójność ducha i wyobrażenia o mnie.
walka przerodziła się w namiętność. kobieta o imieniu pragnienie pieściła moje wnętrze. czułem jak zaciska mi gardło krzyk, który nie wydostanie się na zewnatrz siłą natury. przecież nie będę stał pod sklepem i darł się - dajcie mi oranżady! jako dziecko nie liczyłem na taką puentę na jaką liczę teraz będąc dorosłym facetem z pragnieniem. wtedy kupiłem tę cholerną oranżadę, za resztę dwie bułki. niestety nie doceniono, że w ogóle przyniosłem coś do domu. uważam, że jako od dziecka wymagano ode mnie zbyt wiele.
ostatnia kąpiel przypomina pływanie w rzece. wiem, że nie umiem. nigdy nie osiedliłbym się nawet przy basenie przeciwpożarowym. nigdy też nie wstawiłbym do łazienki wanny. tylko prysznic. wodę akceptuję do kostek. wyżej się topię. ale teraz leżę w wannie. pokonuję swój najgłebszy lęk. i pomyśleć. człowiek stworzony przez (...)
--- cały tekst ---
zawsze wiedziałam, że bajka musi mieć dobre zakończenie.
książka tajemnicę a wiersz puentę. wnuki przyniosły ze szkoły
ideologię, nie pachnie świerkiem. karp nagle stał się świętym,
prezenty już nie bibeloty - bez iskry, bo wiadomo jakie.
na targu wybieram kilka gałązek. wieczór. nie widać złoczyńcy,
jak przemycam do domu. rozkładam wdzięcznie, w anielski włos
wplatam dzikie jarzęby. pod łóżkiem kilka par bamboszy.
w rok nie wychodzę pary, a już pewnie czeka następna.
uśmiecham się do nich jak żywych. samotność świąt
nie nudzi na starość. i tylko te kapcie co je dorzucą do życzeń,
obłożone w kolorowy papier z kokardą. po nich i po mnie zostaną.
jak nowe.
żal. nie ma żalu. wspomnienia.
nie pochylaj się nade mną, tylko dlatego że klęczę
jest niezręcznie. nie ma podjazdu dla wózków. a przecież, zintegrowane nauczanie dla niepełnosprawnych. pani w okienku twierdzi, że autor miał na myśli zupełnie inną niepełnosprawność. bardziej umysłową, bo to szkoła dla dorosłych analfabetów. i śmieje się w duchu, że taka mądra po podstawówce.
świat wygląda inaczej z perspektywy okna. jeszcze inaczej Tylko z perspektywy okna. pory roku to jedyne co się zmienia. nauczył się drzew na pamięć. nikt nie wierzy kiedy mówi, że każdej jesieni gubią tyle samo liści, i nikt nie słucha gdy czyta baśnie, bo przecież po tylu latach mógłby już znać je na pamięć. nie odróżnią braci Grim od Andersena. a on tak. dlaczego nie pójdzie dalej? w Twaina albo któregoś z wieszczy. jego alfabet nie wyróżnia wielkich liter. gdyby ktoś posłuchał jak czyta i zapisał każde słowo, ułożyłby bajki, o których nikt nie słyszał. ale nikt też nie bawi się z Piotrem w szkołę. od czasu do czasu wpadnie środowiskowa sprawdzić czy nie ma odleżyn. ona to zna ciekawe historie, ale tylko te na faktach. dużo w nich o śmierci, a powinna wiedzieć, że śmierć przy Piotrze przesiaduje od rana do nocy i nie bardzo chce o niej słuchać. rozumie, że ludzie mają gorzej i ja mu wierzę. po oczach mu wierzę. bo chociaż trochę o nim zmyśliłam, teraz jest tak bardzo prawdziwe, że każdym następnym razem powstrzymam się od robienia awantury pani z okienka, żeby nie stać się (...)
--- cały tekst ---
- dokąd idziesz, mamo
zakłada płaszcz i dwa lewe buty z różnych kolekcji. stale wyjmuje je z szafki i miesza, mam wrażenie, że szuka nowych kolorów. a może już coś wie o nich, tylko nie potrafi znaleźć wyjścia.
przyglądam się usypiając czujność. sprawia wrażenie jakby wiedziala dokąd pójdzie. spogląda w lustro, zawiesza uśmiech jak spóźnione w życiu korale. nigdy nie lubiła ozdabiać szyji, zawsze wolała zakryć całe ciało. nie zestarzała się w typowy dla wieku sposób. nawet dłonie - które już od dawna nie służą - zachowały młodzieńczy wygląd.
w zestawieniu z kobietą w lustrze nie czuje się dobrze. zasłania twarz i wtedy - wybudzam się z wyobraźni o niej. podchodzę, pomagam zdjąć płaszcz. z butami jest problem. nie chce się ich pozbyć. pozwalam jej wejść
w nich na łóżko. niewiele już wie, skąd więc w pamięci właśnie ono. zawsze trafia i przykładając głowę do poduszki, ciało do materaca, natychmiast usypia. może tak próbuje odejść. za każdym razem gdy to robi, uśmiecha się delikatnym uniesieniem kącików ust. trzymam ją wtedy za ręke. ale wyrywa się nie tłumacząc gestu, który zawsze powoduje we mnie smutek. wtedy pojawia się łza. rośnie jak jęczmień na oku. pocieram ją obraczką ojca. łza przepływa na jej dłoń. strząsa ją, by za chwilę wydobyć swoją, z najgłebszego miejsca. zakamarku pamięci. to nie cud, że wtedy właśnie dotyka (...)
--- cały tekst ---
- Piotrek! Masz Zespół Downa?
- Nie!
- Nie masz? Jak to?
- Bo jak się ma to się ciągle leży w łóżku!
- A ja mam?
- Tak! Ty masz!
Rozmowa Piotra z Romkiem Zańko i prawie każdym człowiekiem.
Piotr Gęglawy, chudy kurdupel z wiecznie uśmiechniętą gębą - jak pisze o nim Romek. Pan Bóg dał mu lichy wygląd, wielkie serce, Zespół Downa, uśmiech i zadanie. Zadanie opowiedzenia, że jest inny świat. Świat gdzie nikt nie pyta: ile masz? Kim jesteś?. Świat gdzie „lubię cię” nie jest tylko kliknięciem. Świat gdzie każdy dzień jest świętem.
Weszłam w ten świat zupełnie nieubrana na panująca tam pogodę, w długim czarnym płaszczu – zgodnie z aurą za oknem – parasolem nabitym jak karabin maszynowy ciężkimi kroplami deszczu sprytnie okalającymi moje ramiona, tak że przemokłam do suchej nitki. Wlazłam w buciorach na płaskim na szczęście obcasie – dobrze nie stukać nie u siebie, nie zwracać uwagi, zresztą po co, w jego świecie jestem na swoim miejscu – jestem ludziem Agatą – czyli kobietą. Siedzę na jego podwórku od godziny. On maluje poręcze tak, by farbowały ręce kiedy zbiega do góry. Wszystko na odwrót, a jakby na swoim miejscu.
Historia pierwsza. Piotra.
Papież mieszkał w zamku i zwiedzał sobie muzeum i inne kraje i hotele.
Na dzień dziecka gdy był w hotelu postanowił (...)
--- cały tekst ---
Poznałyśmy się w pociągu, a tak prawdę mówiąc na trumlu. Nie przepadałyśmy za swoją twórczością, byłyśmy dla siebie znajome ale wiersze trafiały co któryś – bez większego zachwytu. Była osobowością ja zwyczajnie naddzielałam się na portalu. Możliwość spotkania dała nam Szel zwołując zjazd w cichym zakątku nad morzem. Umówiłyśmy się, że dosiądzie na stacji w połowie drogi. Cechą wyróżniającą ją z tłumu miał być pomarańczowy płaszczyk /jej ulubiony/ . I ja w takim byłam. Kiedy weszła do przedziału uśmiechnęła się znacząco - wtedy wiedziałam, że obejmę ją czulej jak innych. Młode to, roztrzepane – pomyślałam kiedy usiadła na przeciwko wyjmując czerwony lakier by dokończyć malowanie paznokci. Ledwo jej to szło bo pociąg kołysało na boki jak łódź podwodną. Makijaż zrobiła w poprzednim. O czym nie omieszkała powiedzieć, a było to dość zabawne. Jakbym widziała moją córkę, wszak Nesca jest tylko o rok od niej starsza.
Nesca ma swoja historię. Smutną historię. Jeszcze nie lubi o niej mówić ale już wiem, że kiedy się otworzy popłynie na fali uczuć jakie do siebie ożywi. Bycie łagodną i sprawiedliwą – od tego zacznie. Przyglądam się jak zaczyna walkę ze swoim największym wrogiem. Trzymam za nią kciuki i podziwiam odwagę z jaką przestępuje próg goszcząc się w lochu swojej ciemności. Nesca walczy. Kocham ją jak córkę ale mam świadomość, że gdybym (...)
--- cały tekst ---
W tym śnie kobieta, która na ciebie patrzy jest twoją córką. Właściwie to bez znaczenia, bo i tak się nie poznacie. Ona przyjdzie na świat sto lat później, w zupełnie innym domu niż ten, o którym oboje marzyliście. Jest znaną pisarką. Jej rodzice dziwą się, kiedy kolejne tomy opasłych powieści spływają na nich jak błogosławieństwo – dziwią, bo oboje zajęli w życiu wygodne miejsce podróżników. Nie rozumieją, skąd pasja córki do zmyślania światów, w których żyją ludzie niepodobni do nich. Ona też nie jest wyjątkowa. Niczym się nie wyróżnia. Ubiorem szczególnie. Zwracając na to uwagę, kręcą nosem, że taka niezadbana nigdy nie znajdzie męża. Nie doceniają jej możliwości, które nie wiążą się z wyglądem, a stanem ducha. Ten odziedziczyła po matce. Tej pierwszej, dla której nie mogła się urodzić – bo jeśli – nie byłaby w stanie naśladować jej bardziej, niż teraz, kiedy to, co pisze jest wyraźnie jej i nikt nie skojarzyłby tego z matką. Podobieństwo w autorstwie zdarza się często. Tu wyjątkowo doskwiera. Ale tylko świadomym czytelnikom, duchom z przeszłości. Tylko one wiedzą, że trzymają w dłoni ten sam egzemplarz książki, który matka nazwała kiedyś brudnopisem, a później zapomniała dopisać końca cudownej historii o miłości. Dlatego nie mogła urodzić się wtedy. Ojciec byłby może bardziej wyrozumiały, od czasu do czasu zdarzyło się, że w zetknięciu z literaturą nabierał (...)
--- cały tekst ---
