Magia „Tary”, czyli spotkanie z Magdą Tarasiuk i jej pierwszą książką
Dzień, pomimo swojej nijakości, zapowiadał się ciekawie. Wiedziałam, że Magda ma jakiś plan. Tajny plan. Nawiasem mówiąc, nie lubię niespodzianek, ale znając Magdę wiedziałam, że niezależnie, co wymyśli, musi się dobrze skończyć. Musi, bo taki ma scenariusz - nie do odrzucenia. Ale… po drodze do szczęśliwego finału może być różnie. I tak właśnie się zaczęło. Weszłam nieco spóźniona. To znaczy nie na spotkanie, ale później niż wcześniej ustaliłyśmy. Magda jeszcze nie wie, że ja zawsze się spóźniam. Zawsze i wszędzie. – „Maguś, przepraszam, wszystko dobrze?” – pytam zaniepokojona. – „Nie, nic nie jest dobrze.” – Magda wyraźnie roztrzęsiona ledwo opanowuje emocje. Ktoś wyłamał się ze scenariusza. Kinga, z którą wszystko omawiałyśmy, nasza siostra od wszelkich dziwnych opowieści, rozchorowała się i nic z ustaleń nie zostało przygotowane. Ot, samo życie. Przytulam ją najczulej, czując, że niewiele mogę już zrobić. – „Zobacz, przyszło tak dużo gości, jesteś ty i nic innego się nie liczy.” Ogarniam wzrokiem salę. Nie jest tak źle, stoliki może nie w odpowiednim szyku, ale całkiem jak należy, z kolorowymi serwetami szczerzą się wesoło kompletem filiżanek w towarzystwie dymiących dzbanków. Na talerzykach czekają kruche ciasteczka. Tłok, ludzie znani i nieznani zagospodarowali sobie miejsca i odnoszę wrażenie, że czują się tu jak w domu. Znajoma magia Mikroklimatu. Ekspresowo witam się z każdym z osobna. Och, powinnam przyjść jednak wcześniej, by mieć czas na zapoznanie. Rodzina, znajomi i przyjaciele Tary – zaczarowane figury, biorące udział w jej magicznym świecie. Rafał Czachorowski (wydawca RTC, redaktor i poeta), prowadzący spotkanie, ogłasza rozpoczęcie.
- Jak doszło do wydania "Tary"? - Tu Magda, ku mojemu zaskoczeniu (lub wcale nie), zaczyna opowiadać o trudnościach, o sporach z wydawcą o każdy szczegół. Nawet kilkakrotnie użyła określenia kłótnia. Boszzz. Przeszedł mnie dreszcz. Znam te kłótnie, przeżyłam raz taką, ledwo. Otóż Magda kłóci się, że tak powiem „niemo”, czyli bez słowa. Zwyczajnie milknie, co powoduje przerażony natłok myśli u rozmówcy. Lawinę słów wyjaśniających, tłumaczących. Palce skrobią po klawiaturze, rozmowy zawieszają się na kilka godzin, aż wreszcie następuje przełamanie. - „Wiesz, bo ja nie nadaję się na autorkę. Zwyczajnie. Nie będę więcej pisać i już.” – kończy definitywnie owe spory. Kończy, bo przecież i tak wiadomo, że pisać będzie. Będzie, bo taką ma naturę – pisarską. Bogdan Zdanowicz, słynny bezet z „zieleniaka”, czyli portalu literackiego poezja.org, musiał swoje przejść, by wydać w końcu tę małą, uroczą książeczkę z opowiadaniami. Opowiadaniami, które same się czytały. Czytały tak, że zawsze czekało się na kolejne i kolejne i kolejne.
Dalsza część wieczoru przebiega miarowo. Magda wciąż jeszcze wytrącona z równowagi zachowuje nadzwyczajny spokój. Mówi drżącym głosem, ale mówi. Jak dobrze, że mówi . Zaczęła od wierszy, bo pomimo swojego narracyjnego charakteru kocha jednak wiersze. Tak bardzo jak imię Marek – imię swojego męża oraz rozśpiewanego Marka Grechuty. Gdy na nią patrzę, czuję niezmiennie zapach mandarynek i pomarańczy. Potem oczekiwane opowiadania. Zabawne, mądre, absolutnie subiektywne opowieści o Warszawie, o dzieciństwie, przygodach z młodości. Chwytające za serce opowieści dojrzałej kobiety posiadającej w sobie ten pierwiastek ciekawości wobec ludzi niezwykłych. A może tę niezwykłość w nich dostrzegając - tworzy? Kto wie, prawda przeplata się z fikcją. Jedna z zagadek zostaje rozwikłana. Adoptowany, dorosły syn z opowiadania „Groszek” okazuje się prawdą. A właściwie to odwrotnie - przeuroczy chłopak adoptował sobie dorosłą, choć nieco zwariowaną matkę, pomimo, że rodzoną posiada, a nawet kocha, co wydaje się oczywiste w przypadku wymyślonego chłopca z opowiadań Magdy. Chmm, albo jakoś podobnie. Marcin Gałkowski, bo tak się w rzeczywistości nazywa, wraz z Piotrem Marciniakiem na zakończenie dadzą koncert gitarowy. Ten wątek profilaktycznie ucinam, bo mógłby nie mieć końca.
W pewnym momencie na sali padają skrzyżowane pytania. Poczułam się wywołana do tablicy, choć przecież jestem tylko widzem. Widzem dosłownym. Skupiam się na robieniu zdjęć i słucham trzy po trzy, bo i tak znam większość historii. Straciłam wątek. Panujący nad całością Rafał Czachorowski spokojnie przechodzi nad zamieszaniem, jak gdyby nigdy nic, i pyta o tajemniczą postać HAYQ, mającą udział w stworzeniu książki. Na temat HAYQ sama nadstawiam uszu. Postać uparcie utrzymująca swój status incognito, mistrz krótkiej formy, także haiku. Małomówny rozmówca. To on skłonił Magdę do pisania, to znaczy pokazał jej, jak zamienić słowne opowieści w tekst. Przekonał, że nie mogą sobie tak biegać z ucha do ucha samopas, że czas im wydorośleć i one chcą być zapisane, by nieść się do ludzi znacznie szerzej. Miał rację. Są czytane, są pochłaniane. Bezpretensjonalne, zwyczajne i cudowne. Przygotował Magdzie także oprawę graficzną książki, czyli był z „Tarą” od samego początku aż do końca. Szkoda, że go tu dziś z nami nie ma. A może jednak jest gdzieś w tle?
Opowieści gonią opowieści. Czas leci, już minęły dwie godziny, podobno trzy a spotkanie wre. To nic. Prowadzący, trzymając w ręku plik tajemniczych kartek, otwarcie zapowiedział, że wieczór ten potrwa trzy dni. Nie bardzo wiem, o co chodzi, bo znów straciłam wątek, ale w takim gronie wszystko jest do przyjęcia i wszystko przecież możliwe. Przerwa na papierosa. Ja też wyjdę rozprostować kości i zaraz wracam do relacji.
Po przerwie zaczęła się część dedykacyjna. Pamiętam Magdę, gdy nie pisała jeszcze wierszy. Jej towarzyska obecność na „zieleniaku” spowodowała, że uwierzyła w siebie i wielu innych też, również w siebie. Piękne są te wzajemne relacje, w których potrafimy dzielić się tym, co dobre. Doradzać, zachęcać, motywować. Postawa Magdy zdaje się potwierdzać zdanie, że świat jest taki, jakim go sami tworzymy. Przyciąga prawdziwe indywidualności. Przywołane z pamięci otrzymują wiersze napisane specjalnie dla nich, ręcznie, na wydrukowanych na tę okoliczność kartkach z „Tarą”. Ania Ostrowska, Jola Zarębska (Anna Para) , Krzysio Kurc (we własnej osobie), Rafał Grabiec (Pan Biały), Marek Sztarbowski (Boskie Kalosze albo Wstrentny – w zależności od humoru). Siedzę, a raczej chodzę tu i tam coraz bardziej niespokojna. A więc zapomniała starego Beatusa, którego kiedyś przygarnęła. Bo przecież wiadomo, że Magda wszystkich przygarnia, koty nudzące się niezmiernie, a szczególnie początkujących poetów. Wobec nich posiada prawdziwie macierzyńską cierpliwość. Stare wypłowiałe kocisko przeszło jednak do lamusa, bowiem wygląda na to, że wieczór powoli zbliża się ku końcowi. I oto Magda zwraca się do mnie w kilku ciepłych słowach, już nawet nie wiem, co mówiła, ale ważne, że pamiętała. Otrzymuję wiersz o wywoływaniu z cukiernicy śpiącego w niej ślimaka. Mojego ślimaczka. Wywołuje się go pukaniem srebrnej łyżeczki o wieczko. Litery rozsypują mi się w oczach. Maguś, wiesz, że nie słodzę. On może jeszcze spać w tej cukierniczce. - „Trzeba słodzić” - zdaje się mówić Magda – „w cukierniczce może czasem drzemać cały świat”.
Wieczór autorski wieńczy czytanie chyba najzabawniejszego opowiadania: „Legendy róg Baśniowej”- po hiszpańsku. To nic, że nikt z nas nie zna hiszpańskiego, tak samo, jak nie ma znaczenia, że takiego rogu ulic w Warszawie trudno się doszukać. W tłumaczeniu i wykonaniu Marka Walczaka, przyjaciela domu Magdy, brzmi melodyjnie i z wigorem, czyli prawdziwie po hiszpańsku. Po polsku z podziałem ról na dwa głosy: Jolanty Zarębskiej i Inesy Kruszki , które od początku użyczały nam ich z wdziękiem. Słynne już dialogi z charakterystycznym „o, Królowo” wywołują spazmy śmiechu. Goście ryczą, każdy śmieje się mimowolnie. Paweł pochichując w sobie, Ania bez opamiętania zaraźliwie uroczo, Krzysiek udaje, że wcale się nie śmieje, choć mam wrażenie, że zaraz pęknie. Wiedziałam, że spotkanie z Magdą musi dobrze się skończyć. Zawsze tak jest.
Niezwykłe spotkanie, pełne pozytywnej energii. Dobrze było poznać nowe twarze znane tylko z ników, spotkać się znów w fajnym gronie. Przybyli nie tylko autorzy publikujący na orgu, ale też na Trumlu: Małgosia, Wiesiek z Dorotą, Milena, tajemnicza Dal, Ania z Jarkiem, enigmatyczny Paweł P. – kolejne indywidualne wszechświaty. Są też tacy, którzy utrzymują swoją anonimowość, Bachencja, Marzena, a także tajemniczy, których nikt nie zna. Szczupłą postacią w czerni okazuje się być Piotr Boruta, aktor. Pewnie dlatego tak umiejętnie wpasował się w tę bajkę. Obok niego w szarym sweterku przysypia kolega, krytyk teatralny, którego tożsamości tak uparcie poszukiwałam na facebooku. Przyszła też Beata Białek, nasza kobieta - anioł. Marianna z Alicją, siedzące obok wnuczki na parapecie, chrupały cichutko kruche ciasteczka, po czym ulotniły się po angielsku.
Wszyscy goście otrzymali na pożegnanie zakładkę z „Tarą”. Na niej tracące szczegóły kadry z zaproszenia. Metaforyka - proza, czy grafika, wszystko może być poezją.
Po spotkaniu dowiaduję się, o co chodziło z tymi pytaniami. - Na kartkach był zapisany przez Magdę scenariusz spotkania, na 10 stronach A4! Plan faktycznie szczegółowy i nad wyraz ambitny. Magda pełna wiary, że to, co zapisane musi się spełnić, a Rafał - mistrz improwizacji, a jednocześnie rzeczowy realista. To dlatego te kartki tak fruwały, robiły zmyłki i uniki - przecież weszły w skład kolejnych ożywionych zapisków Magdy Tary Tarasiuk. Tara, tara, tara. - Było magicznie, dokładnie tak, jak miało być, tylko wcześniej jeszcze nikt o tym nie wiedział.
Warszawa, klubokawiarnia Mikroklimat, 14 kwietnia 2012
jeśli pozwolisz, napiszę na samym końcu, Ślimaczku z parapetu :)))) buziaki, a tymczasem - dziękuję serdecznie za tak ciepłe wspomnienie. :* buziaki, Lauro!
zgłoś
ślimaczek jest uroczy:)) może go wkleisz? buziaki, Maguś :)
zgłoś
właśnie miałam to zrobić, tylko siedzę tu i nie mogę się oderwać :))) PRZEZ CIEBIE!!!!! :P
zgłoś
no proszę jest i trochę kulis:)). Ciekawa relacja Lauro:))
zgłoś
ojjjj, kulisy były super!
zgłoś
bardzo ciekawa :) serdeczności dla Obu Pań :*
zgłoś
szkoda, że Cię nie było, M. :))
zgłoś
bardzo żałuję, ale do zobaczenia w maju :) :*
zgłoś
bardzo przepraszam za wygląd tekstu. edycja, to walka z wiatrakami...
zgłoś
widzisz? jak teraz pięknie jest! dziękuję, że poprawiłaś edycję. czyta się znakomicie. Dalka jakby była, bo było tylko troszeczkę, ja - nareszcie jakbym była w pełni przytomna, bo różnie to było. ściskam serdecznie za tę ciepłą, emocjonalną relację - :* :
zgłoś
Super, przynajmniej to co mnie ominęło Ty mi przybliżyłaś Lauro tak skutecznie, że już nie czuje niedosytu części głównej:))) Ściskam serdecznie obie Panie:))))
zgłoś
oj Dalko, wywaliło mój koment - pewnie dlatego, że panoszę się w wątku Laury! ściskam Cię i zaraz wysyłam fotki, bo obiecałam już w sobotę :((
zgłoś
widzisz? jak teraz pięknie jest! dziękuję, że poprawiłaś edycję. czyta się znakomicie. Dalka jakby była, bo było tylko troszeczkę, ja - nareszcie jakbym była w pełni przytomna, bo różnie to było. ściskam serdecznie za tę ciepłą, emocjonalną relację - :* :*
zgłoś
dobrego :)
zgłoś
:)) dzięki! a mówiłam: przyjedź?! :)))))
zgłoś
Fajnie że ocalasz od zapomnienia.
zgłoś
i na dodatek jak pięknie!!!! :))))
zgłoś
pozdrawiam wszystkich :)) podpinam się z moim zauroczeniem - wierszyk powstał po spotkaniu...;
zgłoś
Miluś, dzięki za Was Oboje i za wspaniały wiersz, który już mam w folderze: "Tara" - spotkanie :)))) ściskam Cię najczulej.
zgłoś
idę.. idę zobaczyć :))
zgłoś
Głupio było by zachwycać się spotkaniem na którym nie byłem i ogromnie żałuję. ( przepraszam Magdalo?) Pozwólcie zatem Panie, że kilka słów na temat relacji... Relacji? Właściwie to nie relacja - sprawozdanie zawarte w pięknym lirycznym, klimatycznym, opowiadaniu. Czytałem jak opowieść o czymś czarownym. Klimat myślę został nadany na spotkaniu, który Lauro słowami kondensujesz pięknie. Na czytelnika spływa poprzez humor, zwadę i niemal dialog, świadomość uczestniczenia w poezji , wierszach, prozie nawet po hiszpańsku. Dziękuję nie byłem a mogę tam być co chwilę.
zgłoś
powinnam już coś napisać, ale jeszcze poczekam chwilę :)))))) dzięki, Drwalu za obecność nieobecną. :*
zgłoś
Wspaniałe opowiadanie, ciepłe i klimatyczne, przeniosłam się choć na chwilkę i zobaczyłam wspaniały obraz. Pozdrawiam
zgłoś
UWAGA: mam sposób na edycję::::: trzeba wkleić z pliku txt, nie z Worda :)
zgłoś
bardzo się cieszę, jeśli przybliżyłam nieobecnym klimat spotkania. wydaje mi się nawet, że wiernie go odtworzyłam :D przynajmniej w moim odczuciu :)
zgłoś
ja też się cieszę, zrobiłaś to naprawdę świetnie! buziaki, Laurko poranne piątkowe!
zgłoś
:) gratulacje i dla Laury i dla Magdy, a B.Z. z tej strony nie znałam :)))
zgłoś
dzięki :) to znaczy z jakiej?
zgłoś
bezet jest najdzielniejszym człowiekiem, jeśli poradził sobie z taką jędzą jak Magda Tara :)))))) to warszawska bazyliszka! pozdrawiam serdecznie :))
zgłoś
Ciastka dały się chrupać w miarę po cichu. Scenariusz to ciekawa rzecz ale improwizacja jest jeszcze ciekawsza. Czekamy na następny tom i spotkanie z Autorką którą ciepło pozdrawiamy.
zgłoś
ależ ta improwizacja wynikała ze SCENARIUSZA :PPPPP (nie, nie... udaję tylko, Krzyś!) dziękuję za wsparcie. i obecność. a właściwie w odwrotnej kolejności :)))
zgłoś
Laurko! podklej link do tej relacji na Zieleniak! bardzo Cię proszę :*
zgłoś
LINK do relacji Joli Zarębskiej: http://www.poezja.org/wiersz,70,133531.html
zgłoś
Tam jest relacja profesjonalnie napisana, polecam :))
zgłoś
Lauro, ale ja proszę, ŻEBYŚ SWOJE TAM PODKLEIŁA!!!! napisałaś piękną relację, niech czytają!!!! buziaki!
zgłoś
daj linka zwrotnego na Trumla. tak nie lepiej?
zgłoś
a poza tym, wiesz, tam grasuje bez, znowu komuś podpadnę. daj odetchnąć ... ;)
zgłoś
:))))) to nad wyraz spokojny, dobry i szlachetny człowiek. sprawia pozory smoka wawelskiego pożerającego dziewice. NIC NAM NIE GROZI zatem :)))) dobra! odpocznij! jakiś szewczyk dratewka i tak zaniesie wieści! :)))))))) dobranoc, Laurko! najserdeczniejsze dzięki za info o edycji na prozie!
zgłoś
dobra, dobra. podpuszczasz mnie, a ja mam tylko jedno życie. w tym tygodniu straciłam już kilka ;)
zgłoś
patrzcie panie / jeśli się boicie / zuch się znalazł / na nos spuszczam przyłbicę / i zrobię to za Was
zgłoś
z przyłbicą trzeba uważać, żeby czasem przypadkiem nie przyciąć sobie jęzora ;))
zgłoś
czyżbyś Pani przypuszczała żem go wywalił w znanym grymasie.
zgłoś
A NIE MÓWIŁAM???? jest ZUCH!!! szewczyku Drwalewko! odpocznij teraz! jutro ruszymy do bolu na smoka wawelskiego :)))) dobranoc Wszystkim i Tobie również! :)) śnijcie legendy (róg baśniowej :D)
zgłoś
* do boju! oczywiście... :D
zgłoś
Bardzo ciekawie, barwnie i żywo napisana relacja, wiernie oddaje przyjacielską atmosferę spotkania. Dwie refleksje na boku: pierwsza, natury ogólnej - że doświadczenie, kiedy ściska się na powitanie rękę osoby widzianej po raz pierwszy z uczuciem, że się tego kogoś blisko zna, bliżej niż w niewirtualnym życiu poznaje nieraz przez całe lata - jest nie do podrobienia, choćby dlatego warto i druga - bliższa tekstowi - że na miejscu Magdy widząc swój portret oczami Autorki byłabym wniebowzięta, ale i mocno zaniepokojona – taki pomnik za życia to ho! ho! piekielnie zobowiązujące. Pozdrawiam :)
zgłoś
jaki pomnik? Magda, jak żywa :))
zgłoś
Aniu, jestem wniebowzięta, jak mówisz i trochę się tego boje, ale chyba za wcześnie do Kanossy. I za daleko! :))))) buziak!
zgłoś
Nieodgadnione, jakimi ścieżkami wędrują skojarzenia :( Z czego na litość boską w moim komentarzu wywnioskowałaś, że mogłabym sugerować potrzebę Kanossy?
zgłoś
Aniu, odczytałam (może błędnie), że obawiasz się o moją pokorę wobec pochwał. Muszę w istocie przyznać, że nie przywykłam do tylu i w takim natężeniu, ale jednocześnie wiem, iż wszyscy którzy mi dziękują, tak naprawdę okazują radość ze spotkania z literaturą, własnymi fantazjami i kolorowym światem sobie podobnych. Nikt mi pomników nie stawia, to pomnik naszej wspólnej wyobraźni i naszego wspólnego oglądu świata. Ja byłam tylko pretekstem, dlatego tym się cieszę i nie zamierzam pokutować za radość bywania z Wami. Tylko tyle, niczego złego nie miałam na myśli. Ściskam Cię serdecznie, a Beacie – dziękuję jak umiem najpiękniej za tę relację.
zgłoś
Zdrowy dystans to podstawa. Zawsze obawiałam się Wielkich Słów. I obawiam się, że to się nie zmieni :)
zgłoś
zgadzam się z Tobą, Aniu.
zgłoś
i dlatego bardzo lubię przebywać z Wami na trumlu - choćby po to aby móc cieszyć się z waszych radości i tej szczerości splątanej ze spontanicznością - przeczytałem ze wzruszeniem i smutkiem że nie udało mi się dojechać-cieszę się że mogłem przeczytać opis spotkania i twoje odczucia - :)) to miłe że są tacy zwyczajni niezwyczajni ludzie i to właśnie lubię :))
zgłoś
zwyczajni nadzwyczajni - dobrze powiedziane :)
zgłoś
Lauro, napisałaś czarowną-carowną opowieść o niezwykłym miejscu i niezwykłych ludziach. to fantastyczne, że można się "zmaterializować" i dotknąć i poczuć wibracje. świetna relacja - właśnie wibruje, jeśli nawet ma usterki to giną w spontanie, radości ze spotkania, czyta się to sercem, uśmiechem i wzruszeniem. gratuluję relacji i pozdrawiam Wszystkich Uczestników - i właśnie tak! z wielkiej litery! :)) brawo!
zgłoś
witaj :) jak ma usterki, to powiedz, bo tekst tak ewoluuje, że nie nadążam :))
zgłoś
upubliczniłam album na facebooku. powinien być teraz widoczny dla wszystkich: http://www.facebook.com/media/set/?set=a.368111459894517.80782.100000869992913
zgłoś
Lauro!!!!!!! mówię, że JEŚLI ma. dla mnie NIE MA !!!!! TYLE MOJEGO GADANIA! serdecznie pozdrawiam i cieszę się z Wami! ":)
zgłoś
a, ok, do mnie ostatnio jak widać trzeba mówić dwa razy :)
zgłoś
lepiej dwa razy coby zrozumianym zostać! dzień dobry, Lauro! znowu żem tu i śmieję się! Tara utarła niezłe buraczki, a Ty to fajnie opisałaś! pozdrawiam!
zgłoś
Oj, żebyś wiedział! niezła impreza :D patrzę na fotografie - około setki i umieram ze śmiechu! a jeśli porównać to z tekstem - zabawa podwójna! dziękuję za dowartościowanie kulinarne :))))
zgłoś
Przeczytam, jak zwykle w tramwaju, teraz raczej Z-3, a na razie wyrażam zachwyt nad długością tekstu. Moja próba napisania relacji skończyła się na rozpoczętym traktacie filozoficznym, co do natury rzeczy. ;)) Miłego!
zgłoś
nie mierzyłam, ale rozumiem, że miło mnie to dowartościować ;))
zgłoś
i czekam oczywiście na Twoją relację. zaciekawiłaś :)
zgłoś
bardzo wciągająca relacja, momentami drobiazgowo oddająca dźwięki, zapachy i emocje... zdrowie obecnych ciałem i duchem :)) pozdrawiam serdecznie :))
zgłoś
Robercie Lisie, miło Cię gościć pod relacyjką :))
zgłoś
i ja, Lisie, :))) serdeczności.
zgłoś
Lauro, czytam tę relację po tygodniu od wydarzenia i trudno mi uwierzyć, że to już tydzień. uśmiechasz mnie tymi wspomnieniami, rozczulasz, bawisz i wzruszasz. patrząc na zdjęcia, które robiłaś i które stanowią oprawę wizualną do tekstu upewniasz mnie, że akcja przebiegała zgodnie z...hmmm... ze scenariuszem :))))) chciałam przy okazji serdecznie podziękować twórcy pocztówki "okolicznościowej" i ślicznej zakładki o "przesłaniu" dokładnie takim, jakie napisałaś wyżej: "Na niej tracące szczegóły kadry z zaproszenia. Metaforyka - proza, czy grafika, wszystko może być poezją." DZIĘKUJĘ ANONIMOWY GRAFIKU :)))). Laurko, zmiany wyszły na korzyść tekstowi, a on sam, jak powiedział niejeden czytelnik - pozwolił przenieść się w klimat "Mikroklimatu" - magicznego miejsca na Tarczyńskiej. :* :*
zgłoś
ci graficy... to może się znają? zmówili, czy jak?? ;))
zgłoś
a, i bardzo żałuję, że przeoczyłam w relacji przeuroczą Karolinę. pewnie też coś pokręciłam w międzyczasie, jak to ja...
zgłoś
:))))))) nieee, wiem o kim myślisz :))))))) niestety nie! ja po prostu mam szczęście do SKRYTYCH Grafików :))) można by rzec - o pewnych uwarunkowaniach :))) NIEBYWAŁEJ DYSKRECJI, życzliwości i miłości do "Tary". Nie mogą się oprzeć imperatywowi twórczemu! :)))))))))))
zgłoś
nie wiesz... - są tacy anonimowi, że już o nich zapomniałaś... no dobra ;))
zgłoś
pamiętam, pamiętam, a moja wdzięczność wyrywa się z gardła, ale przyrzekłam :))))) a jak jeszcze będę w potrzebie, to kto mnie narysuje????? buziaki, Graficy! :D
zgłoś
Laurko, jeśli potrafisz wkleić filmik z występem Gały Gałkowskiego... ??? wkleisz? będzie na okrasę całości :))) I NIE JEST TO ANONIM!!!! :))))))))
zgłoś
nie wiem, bo u mnie jest bez dźwięku. zobaczymy. i w sumie nie wiem, co wklejam, bo nie słyszę :)) a jak mnie podpuszczasz?? chęęę?
zgłoś
nie podpuszczam, Gała śpiewa Nalepię dla Matki swej. adoptowanej :)))))))) spróbuj! jak nie zagra, poproszę dzieciaki! :))))
zgłoś
oki :)
zgłoś
wygląda na to, że nie można załączyć pliku z dysku. można tylko podpiąć się pod film z youtuba. nie mam konta na youtube.
zgłoś
ja też nie mam, czyli klapa :)) dobra, popracuję z zięciem, ale to trochę potrwa. dziękuję za próby! buziaki serdeczne!
zgłoś
można założyć konto na youtubie, albo ogłosić, czy ktoś ma i wrzuci filmek.
zgłoś
jutro. pobudka 4.20 spadam, Laurko! dobranoc. dziękuję. :*
zgłoś
śpij dobrze, dobranoc :)
zgłoś
jak miło jest mi, że tu dotarłam :))) gratuluję tekstu Lauro - wspaniały i gratuluje Magdalo tak udanego spotkania i książki oczywiście też, jak dobrze słowa zobaczyć na papierze w rękach innych ludzi :)))
zgłoś
ale to już było... ;)) witam w drzwiach do przeszłości :)
zgłoś
ktoś kliknął plusa i przypomniał mi ten wieczór :) dawno to było, ale prawda ... miło sobie przypomnieć. Dzięki, Piękny Jeźdźcu Apokalipsy ;)
zgłoś