laura bran
WSZYSTKIE PRACE Poezja (61) Proza (6) Pocztówka poetycka (5)
O autorze Znajomi (25)

18 kwietnia 2012

proza

laura bran
laura bran

Magia „Tary”, czyli spotkanie z Magdą Tarasiuk i jej pierwszą książką

Dzień, pomimo swojej nijakości, zapowiadał się ciekawie. Wiedziałam, że Magda ma jakiś plan. Tajny plan. Nawiasem mówiąc, nie lubię niespodzianek, ale znając Magdę wiedziałam, że niezależnie, co wymyśli, musi się dobrze skończyć. Musi, bo taki ma scenariusz - nie do odrzucenia. Ale… po drodze do szczęśliwego finału może być różnie. I tak właśnie się zaczęło. Weszłam nieco spóźniona. To znaczy nie na spotkanie, ale później niż wcześniej ustaliłyśmy. Magda jeszcze nie wie, że ja zawsze się spóźniam. Zawsze i wszędzie. – „Maguś, przepraszam, wszystko dobrze?” – pytam zaniepokojona. – „Nie, nic nie jest dobrze.” – Magda wyraźnie roztrzęsiona ledwo opanowuje emocje.  Ktoś wyłamał się ze scenariusza. Kinga, z którą wszystko omawiałyśmy, nasza siostra od wszelkich dziwnych opowieści, rozchorowała się i nic z ustaleń nie zostało przygotowane. Ot, samo życie. Przytulam ją najczulej, czując, że niewiele mogę już zrobić. – „Zobacz, przyszło tak dużo gości, jesteś ty i nic innego się nie liczy.” Ogarniam wzrokiem salę. Nie jest tak źle, stoliki może nie w odpowiednim szyku, ale całkiem jak należy, z kolorowymi serwetami szczerzą się wesoło kompletem filiżanek w towarzystwie dymiących dzbanków. Na talerzykach czekają kruche ciasteczka. Tłok, ludzie znani i nieznani zagospodarowali sobie miejsca i odnoszę wrażenie, że czują się tu jak w domu. Znajoma magia Mikroklimatu. Ekspresowo witam się z każdym z osobna. Och, powinnam przyjść jednak wcześniej, by mieć czas na zapoznanie. Rodzina, znajomi i przyjaciele Tary  – zaczarowane figury, biorące udział w jej magicznym świecie.  Rafał Czachorowski  (wydawca RTC, redaktor i poeta), prowadzący spotkanie, ogłasza rozpoczęcie.

- Jak doszło do wydania "Tary"? - Tu Magda, ku mojemu zaskoczeniu (lub wcale nie), zaczyna opowiadać o trudnościach, o sporach z wydawcą o każdy szczegół. Nawet kilkakrotnie użyła określenia kłótnia. Boszzz.  Przeszedł mnie dreszcz. Znam te kłótnie, przeżyłam raz taką, ledwo. Otóż Magda kłóci się, że tak powiem „niemo”, czyli bez słowa. Zwyczajnie milknie, co powoduje przerażony natłok myśli u rozmówcy. Lawinę słów wyjaśniających, tłumaczących. Palce skrobią po klawiaturze, rozmowy zawieszają się na kilka godzin, aż wreszcie następuje przełamanie. - „Wiesz, bo ja nie nadaję się na autorkę. Zwyczajnie. Nie będę więcej pisać i już.” – kończy definitywnie owe spory. Kończy, bo przecież i tak wiadomo, że pisać będzie. Będzie, bo taką ma naturę – pisarską. Bogdan Zdanowicz, słynny bezet z „zieleniaka”, czyli portalu literackiego poezja.org, musiał swoje przejść, by wydać w końcu tę małą, uroczą książeczkę z opowiadaniami. Opowiadaniami, które same się czytały. Czytały tak, że zawsze czekało się na kolejne i kolejne i kolejne.

Dalsza część wieczoru przebiega miarowo. Magda wciąż jeszcze wytrącona z równowagi zachowuje nadzwyczajny spokój. Mówi drżącym głosem, ale mówi. Jak dobrze, że mówi . Zaczęła od wierszy, bo pomimo swojego narracyjnego charakteru kocha jednak wiersze. Tak bardzo jak imię Marek – imię swojego męża oraz rozśpiewanego Marka Grechuty.  Gdy na nią patrzę, czuję niezmiennie zapach mandarynek i pomarańczy. Potem oczekiwane opowiadania. Zabawne, mądre, absolutnie subiektywne opowieści o Warszawie, o dzieciństwie, przygodach z młodości. Chwytające za serce opowieści dojrzałej kobiety posiadającej w sobie ten pierwiastek ciekawości wobec ludzi niezwykłych. A może tę niezwykłość w nich dostrzegając - tworzy? Kto wie, prawda przeplata się z fikcją. Jedna z zagadek zostaje rozwikłana. Adoptowany, dorosły syn z opowiadania „Groszek” okazuje się prawdą. A właściwie to odwrotnie - przeuroczy chłopak adoptował sobie dorosłą, choć nieco zwariowaną matkę, pomimo, że rodzoną posiada, a nawet kocha, co wydaje się oczywiste w przypadku wymyślonego chłopca z opowiadań Magdy. Chmm, albo jakoś podobnie.  Marcin Gałkowski, bo tak się w rzeczywistości nazywa, wraz z Piotrem Marciniakiem na zakończenie dadzą koncert gitarowy. Ten wątek profilaktycznie ucinam, bo mógłby nie mieć końca.

W pewnym momencie na sali padają skrzyżowane pytania. Poczułam się wywołana do tablicy, choć przecież jestem tylko widzem. Widzem dosłownym. Skupiam się na robieniu zdjęć i słucham trzy po trzy, bo i tak znam większość historii. Straciłam wątek. Panujący nad całością Rafał Czachorowski spokojnie przechodzi nad zamieszaniem, jak gdyby nigdy nic, i pyta o tajemniczą postać HAYQ, mającą udział w stworzeniu książki. Na temat HAYQ sama nadstawiam uszu. Postać uparcie utrzymująca swój status incognito, mistrz krótkiej formy, także haiku. Małomówny rozmówca. To on skłonił Magdę do pisania, to znaczy pokazał jej, jak zamienić słowne opowieści w tekst. Przekonał, że nie mogą sobie tak biegać z ucha do ucha samopas, że czas im wydorośleć i one chcą być zapisane, by nieść się do ludzi znacznie szerzej. Miał rację. Są czytane, są pochłaniane. Bezpretensjonalne, zwyczajne i cudowne. Przygotował Magdzie także oprawę graficzną książki, czyli był z „Tarą” od samego początku aż do końca. Szkoda, że go tu dziś z nami nie ma. A może jednak jest gdzieś w tle?

Opowieści gonią opowieści. Czas leci, już minęły dwie godziny, podobno trzy a spotkanie wre. To nic. Prowadzący, trzymając w ręku plik tajemniczych kartek, otwarcie zapowiedział, że wieczór ten potrwa trzy dni. Nie bardzo wiem, o co chodzi, bo znów straciłam wątek, ale w takim gronie wszystko jest do przyjęcia i wszystko przecież możliwe. Przerwa na papierosa. Ja też wyjdę rozprostować kości i zaraz wracam do relacji.


Po przerwie zaczęła się część dedykacyjna. Pamiętam Magdę, gdy nie pisała jeszcze wierszy. Jej towarzyska obecność na „zieleniaku” spowodowała, że uwierzyła w siebie i wielu innych też, również w siebie. Piękne są te wzajemne relacje, w których potrafimy dzielić się tym, co dobre. Doradzać, zachęcać, motywować.  Postawa Magdy zdaje się potwierdzać zdanie, że świat jest taki, jakim go sami tworzymy.  Przyciąga prawdziwe indywidualności. Przywołane z pamięci otrzymują wiersze napisane specjalnie dla nich, ręcznie, na wydrukowanych na tę okoliczność kartkach z „Tarą”. Ania Ostrowska, Jola Zarębska (Anna Para) , Krzysio Kurc (we własnej osobie), Rafał Grabiec (Pan Biały), Marek Sztarbowski (Boskie Kalosze albo Wstrentny – w zależności od humoru). Siedzę, a raczej chodzę tu i tam coraz bardziej niespokojna. A więc zapomniała starego Beatusa, którego kiedyś przygarnęła.  Bo przecież wiadomo, że Magda wszystkich przygarnia, koty nudzące się niezmiernie, a szczególnie początkujących poetów. Wobec nich posiada prawdziwie macierzyńską cierpliwość. Stare wypłowiałe kocisko przeszło jednak do lamusa, bowiem wygląda na to, że wieczór powoli zbliża się ku końcowi. I oto Magda zwraca się do mnie w kilku ciepłych słowach, już nawet nie wiem, co mówiła, ale ważne, że pamiętała. Otrzymuję wiersz o wywoływaniu z cukiernicy śpiącego w niej ślimaka. Mojego ślimaczka. Wywołuje się go pukaniem srebrnej łyżeczki o wieczko. Litery rozsypują mi się w oczach. Maguś, wiesz, że nie słodzę. On może jeszcze spać w tej cukierniczce. - „Trzeba słodzić” - zdaje się mówić Magda – „w cukierniczce może czasem drzemać cały świat”.

Wieczór autorski wieńczy czytanie chyba najzabawniejszego opowiadania: „Legendy róg Baśniowej”- po hiszpańsku. To nic, że nikt z nas nie zna hiszpańskiego, tak samo, jak nie ma znaczenia, że takiego rogu ulic w Warszawie trudno się doszukać. W tłumaczeniu i wykonaniu Marka Walczaka, przyjaciela domu Magdy, brzmi melodyjnie i z wigorem, czyli prawdziwie po hiszpańsku. Po polsku z podziałem ról na dwa głosy: Jolanty Zarębskiej i Inesy Kruszki , które od początku użyczały nam ich z wdziękiem. Słynne już dialogi z charakterystycznym „o, Królowo” wywołują spazmy śmiechu. Goście ryczą, każdy śmieje się mimowolnie. Paweł pochichując w sobie, Ania bez opamiętania zaraźliwie uroczo, Krzysiek udaje, że wcale się nie śmieje, choć mam wrażenie, że zaraz pęknie. Wiedziałam, że spotkanie z Magdą musi dobrze się skończyć. Zawsze tak jest.

Niezwykłe spotkanie, pełne pozytywnej energii. Dobrze było poznać nowe twarze znane tylko z ników, spotkać się znów w fajnym gronie. Przybyli nie tylko autorzy publikujący na orgu, ale też na Trumlu: Małgosia, Wiesiek z Dorotą, Milena, tajemnicza Dal, Ania z Jarkiem, enigmatyczny Paweł P. – kolejne indywidualne wszechświaty. Są też tacy, którzy utrzymują swoją anonimowość, Bachencja, Marzena, a także tajemniczy, których nikt nie zna. Szczupłą postacią w czerni okazuje się być Piotr Boruta, aktor. Pewnie dlatego tak umiejętnie wpasował się w tę bajkę. Obok niego w szarym sweterku przysypia kolega, krytyk teatralny, którego tożsamości tak uparcie poszukiwałam na facebooku. Przyszła też Beata Białek, nasza kobieta - anioł. Marianna z Alicją, siedzące obok wnuczki na parapecie, chrupały cichutko kruche ciasteczka, po czym ulotniły się po angielsku.

Wszyscy goście otrzymali na pożegnanie zakładkę z „Tarą”. Na niej tracące szczegóły kadry z zaproszenia. Metaforyka - proza, czy grafika, wszystko może być poezją.


Po spotkaniu dowiaduję się, o co chodziło z tymi pytaniami. - Na kartkach był zapisany  przez Magdę scenariusz spotkania, na 10 stronach A4! Plan faktycznie szczegółowy i nad wyraz ambitny. Magda pełna wiary, że to, co zapisane musi się spełnić, a Rafał - mistrz improwizacji, a jednocześnie rzeczowy realista. To dlatego te kartki tak fruwały, robiły zmyłki i uniki - przecież weszły w skład kolejnych ożywionych zapisków Magdy Tary Tarasiuk. Tara, tara, tara. - Było magicznie, dokładnie tak, jak miało być, tylko wcześniej jeszcze nikt o tym nie wiedział.



Warszawa, klubokawiarnia Mikroklimat, 14 kwietnia 2012

Magdala
18 kwietnia 2012 o 20:30

jeśli pozwolisz, napiszę na samym końcu, Ślimaczku z parapetu :)))) buziaki, a tymczasem - dziękuję serdecznie za tak ciepłe wspomnienie. :* buziaki, Lauro!

zgłoś

laura bran
18 kwietnia 2012 o 21:03

ślimaczek jest uroczy:)) może go wkleisz? buziaki, Maguś :)

zgłoś

Magdala
19 kwietnia 2012 o 08:08

właśnie miałam to zrobić, tylko siedzę tu i nie mogę się oderwać :))) PRZEZ CIEBIE!!!!! :P

zgłoś

Wieśniak M
18 kwietnia 2012 o 20:33

no proszę jest i trochę kulis:)). Ciekawa relacja Lauro:))

zgłoś

Magdala
19 kwietnia 2012 o 08:06

ojjjj, kulisy były super!

zgłoś

Istar
18 kwietnia 2012 o 20:34

bardzo ciekawa :) serdeczności dla Obu Pań :*

zgłoś

Magdala
19 kwietnia 2012 o 08:06

szkoda, że Cię nie było, M. :))

zgłoś

Istar
19 kwietnia 2012 o 08:10

bardzo żałuję, ale do zobaczenia w maju :) :*

zgłoś

laura bran
18 kwietnia 2012 o 20:41

bardzo przepraszam za wygląd tekstu. edycja, to walka z wiatrakami...

zgłoś

Magdala
19 kwietnia 2012 o 08:07

widzisz? jak teraz pięknie jest! dziękuję, że poprawiłaś edycję. czyta się znakomicie. Dalka jakby była, bo było tylko troszeczkę, ja - nareszcie jakbym była w pełni przytomna, bo różnie to było. ściskam serdecznie za tę ciepłą, emocjonalną relację - :* :

zgłoś

Bogna Kurpiel
18 kwietnia 2012 o 22:56

Super, przynajmniej to co mnie ominęło Ty mi przybliżyłaś Lauro tak skutecznie, że już nie czuje niedosytu części głównej:))) Ściskam serdecznie obie Panie:))))

zgłoś

Magdala
19 kwietnia 2012 o 08:10

oj Dalko, wywaliło mój koment - pewnie dlatego, że panoszę się w wątku Laury! ściskam Cię i zaraz wysyłam fotki, bo obiecałam już w sobotę :((

zgłoś

Magdala
19 kwietnia 2012 o 07:12

widzisz? jak teraz pięknie jest! dziękuję, że poprawiłaś edycję. czyta się znakomicie. Dalka jakby była, bo było tylko troszeczkę, ja - nareszcie jakbym była w pełni przytomna, bo różnie to było. ściskam serdecznie za tę ciepłą, emocjonalną relację - :* :*

zgłoś

Nevly
19 kwietnia 2012 o 07:21

dobrego :)

zgłoś

Magdala
19 kwietnia 2012 o 08:05

:)) dzięki! a mówiłam: przyjedź?! :)))))

zgłoś

An - Anna Awsiukiewicz
19 kwietnia 2012 o 07:37

Fajnie że ocalasz od zapomnienia.

zgłoś

Magdala
19 kwietnia 2012 o 08:11

i na dodatek jak pięknie!!!! :))))

zgłoś

milena
19 kwietnia 2012 o 07:44

pozdrawiam wszystkich :)) podpinam się z moim zauroczeniem - wierszyk powstał po spotkaniu...;

zgłoś

Magdala
19 kwietnia 2012 o 08:05

Miluś, dzięki za Was Oboje i za wspaniały wiersz, który już mam w folderze: "Tara" - spotkanie :)))) ściskam Cię najczulej.

zgłoś

laura bran
19 kwietnia 2012 o 11:24

idę.. idę zobaczyć :))

zgłoś

Drwal
19 kwietnia 2012 o 08:29

Głupio było by zachwycać się spotkaniem na którym nie byłem i ogromnie żałuję. ( przepraszam Magdalo?) Pozwólcie zatem Panie, że kilka słów na temat relacji... Relacji? Właściwie to nie relacja - sprawozdanie zawarte w pięknym lirycznym, klimatycznym, opowiadaniu. Czytałem jak opowieść o czymś czarownym. Klimat myślę został nadany na spotkaniu, który Lauro słowami kondensujesz pięknie. Na czytelnika spływa poprzez humor, zwadę i niemal dialog, świadomość uczestniczenia w poezji , wierszach, prozie nawet po hiszpańsku. Dziękuję nie byłem a mogę tam być co chwilę.

zgłoś

Magdala
19 kwietnia 2012 o 09:15

powinnam już coś napisać, ale jeszcze poczekam chwilę :)))))) dzięki, Drwalu za obecność nieobecną. :*

zgłoś

ALEKSANDRA
19 kwietnia 2012 o 11:15

Wspaniałe opowiadanie, ciepłe i klimatyczne, przeniosłam się choć na chwilkę i zobaczyłam wspaniały obraz. Pozdrawiam

zgłoś

laura bran
19 kwietnia 2012 o 11:19

UWAGA: mam sposób na edycję::::: trzeba wkleić z pliku txt, nie z Worda :)

zgłoś

laura bran
19 kwietnia 2012 o 11:21

bardzo się cieszę, jeśli przybliżyłam nieobecnym klimat spotkania. wydaje mi się nawet, że wiernie go odtworzyłam :D przynajmniej w moim odczuciu :)

zgłoś

Magdala
20 kwietnia 2012 o 07:07

ja też się cieszę, zrobiłaś to naprawdę świetnie! buziaki, Laurko poranne piątkowe!

zgłoś

filo
19 kwietnia 2012 o 11:44

:) gratulacje i dla Laury i dla Magdy, a B.Z. z tej strony nie znałam :)))

zgłoś

laura bran
19 kwietnia 2012 o 11:58

dzięki :) to znaczy z jakiej?

zgłoś

Magdala
19 kwietnia 2012 o 19:20

bezet jest najdzielniejszym człowiekiem, jeśli poradził sobie z taką jędzą jak Magda Tara :)))))) to warszawska bazyliszka! pozdrawiam serdecznie :))

zgłoś

Krzysztof Konrad Kurc
19 kwietnia 2012 o 18:04

Ciastka dały się chrupać w miarę po cichu. Scenariusz to ciekawa rzecz ale improwizacja jest jeszcze ciekawsza. Czekamy na następny tom i spotkanie z Autorką którą ciepło pozdrawiamy.

zgłoś

Magdala
19 kwietnia 2012 o 19:21

ależ ta improwizacja wynikała ze SCENARIUSZA :PPPPP (nie, nie... udaję tylko, Krzyś!) dziękuję za wsparcie. i obecność. a właściwie w odwrotnej kolejności :)))

zgłoś

Magdala
19 kwietnia 2012 o 19:24

Laurko! podklej link do tej relacji na Zieleniak! bardzo Cię proszę :*

zgłoś

laura bran
19 kwietnia 2012 o 21:56

LINK do relacji Joli Zarębskiej: http://www.poezja.org/wiersz,70,133531.html

zgłoś

laura bran
19 kwietnia 2012 o 21:57

Tam jest relacja profesjonalnie napisana, polecam :))

zgłoś

Magdala
19 kwietnia 2012 o 22:03

Lauro, ale ja proszę, ŻEBYŚ SWOJE TAM PODKLEIŁA!!!! napisałaś piękną relację, niech czytają!!!! buziaki!

zgłoś

laura bran
19 kwietnia 2012 o 22:10

daj linka zwrotnego na Trumla. tak nie lepiej?

zgłoś

laura bran
19 kwietnia 2012 o 22:12

a poza tym, wiesz, tam grasuje bez, znowu komuś podpadnę. daj odetchnąć ... ;)

zgłoś

Magdala
19 kwietnia 2012 o 22:19

:))))) to nad wyraz spokojny, dobry i szlachetny człowiek. sprawia pozory smoka wawelskiego pożerającego dziewice. NIC NAM NIE GROZI zatem :)))) dobra! odpocznij! jakiś szewczyk dratewka i tak zaniesie wieści! :)))))))) dobranoc, Laurko! najserdeczniejsze dzięki za info o edycji na prozie!

zgłoś

laura bran
19 kwietnia 2012 o 22:30

dobra, dobra. podpuszczasz mnie, a ja mam tylko jedno życie. w tym tygodniu straciłam już kilka ;)

zgłoś

Drwal
19 kwietnia 2012 o 22:38

patrzcie panie / jeśli się boicie / zuch się znalazł / na nos spuszczam przyłbicę / i zrobię to za Was

zgłoś

laura bran
19 kwietnia 2012 o 22:41

z przyłbicą trzeba uważać, żeby czasem przypadkiem nie przyciąć sobie jęzora ;))

zgłoś

Drwal
19 kwietnia 2012 o 22:48

czyżbyś Pani przypuszczała żem go wywalił w znanym grymasie.

zgłoś

Magdala
19 kwietnia 2012 o 22:59

A NIE MÓWIŁAM???? jest ZUCH!!! szewczyku Drwalewko! odpocznij teraz! jutro ruszymy do bolu na smoka wawelskiego :)))) dobranoc Wszystkim i Tobie również! :)) śnijcie legendy (róg baśniowej :D)

zgłoś

Magdala
19 kwietnia 2012 o 22:59

* do boju! oczywiście... :D

zgłoś

Ania Ostrowska
19 kwietnia 2012 o 20:35

Bardzo ciekawie, barwnie i żywo napisana relacja, wiernie oddaje przyjacielską atmosferę spotkania. Dwie refleksje na boku: pierwsza, natury ogólnej - że doświadczenie, kiedy ściska się na powitanie rękę osoby widzianej po raz pierwszy z uczuciem, że się tego kogoś blisko zna, bliżej niż w niewirtualnym życiu poznaje nieraz przez całe lata - jest nie do podrobienia, choćby dlatego warto i druga - bliższa tekstowi - że na miejscu Magdy widząc swój portret oczami Autorki byłabym wniebowzięta, ale i mocno zaniepokojona – taki pomnik za życia to ho! ho! piekielnie zobowiązujące. Pozdrawiam :)

zgłoś

laura bran
19 kwietnia 2012 o 22:02

jaki pomnik? Magda, jak żywa :))

zgłoś

Magdala
20 kwietnia 2012 o 07:11

Aniu, jestem wniebowzięta, jak mówisz i trochę się tego boje, ale chyba za wcześnie do Kanossy. I za daleko! :))))) buziak!

zgłoś

Ania Ostrowska
20 kwietnia 2012 o 17:26

Nieodgadnione, jakimi ścieżkami wędrują skojarzenia :( Z czego na litość boską w moim komentarzu wywnioskowałaś, że mogłabym sugerować potrzebę Kanossy?

zgłoś

Magdala
20 kwietnia 2012 o 22:12

Aniu, odczytałam (może błędnie), że obawiasz się o moją pokorę wobec pochwał. Muszę w istocie przyznać, że nie przywykłam do tylu i w takim natężeniu, ale jednocześnie wiem, iż wszyscy którzy mi dziękują, tak naprawdę okazują radość ze spotkania z literaturą, własnymi fantazjami i kolorowym światem sobie podobnych. Nikt mi pomników nie stawia, to pomnik naszej wspólnej wyobraźni i naszego wspólnego oglądu świata. Ja byłam tylko pretekstem, dlatego tym się cieszę i nie zamierzam pokutować za radość bywania z Wami. Tylko tyle, niczego złego nie miałam na myśli. Ściskam Cię serdecznie, a Beacie – dziękuję jak umiem najpiękniej za tę relację.

zgłoś

Ania Ostrowska
20 kwietnia 2012 o 22:58

Zdrowy dystans to podstawa. Zawsze obawiałam się Wielkich Słów. I obawiam się, że to się nie zmieni :)

zgłoś

Magdala
21 kwietnia 2012 o 17:00

zgadzam się z Tobą, Aniu.

zgłoś

Darek i Mania
19 kwietnia 2012 o 22:12

i dlatego bardzo lubię przebywać z Wami na trumlu - choćby po to aby móc cieszyć się z waszych radości i tej szczerości splątanej ze spontanicznością - przeczytałem ze wzruszeniem i smutkiem że nie udało mi się dojechać-cieszę się że mogłem przeczytać opis spotkania i twoje odczucia - :)) to miłe że są tacy zwyczajni niezwyczajni ludzie i to właśnie lubię :))

zgłoś

laura bran
19 kwietnia 2012 o 22:13

zwyczajni nadzwyczajni - dobrze powiedziane :)

zgłoś

Spółka
19 kwietnia 2012 o 23:12

Lauro, napisałaś czarowną-carowną opowieść o niezwykłym miejscu i niezwykłych ludziach. to fantastyczne, że można się "zmaterializować" i dotknąć i poczuć wibracje. świetna relacja - właśnie wibruje, jeśli nawet ma usterki to giną w spontanie, radości ze spotkania, czyta się to sercem, uśmiechem i wzruszeniem. gratuluję relacji i pozdrawiam Wszystkich Uczestników - i właśnie tak! z wielkiej litery! :)) brawo!

zgłoś

laura bran
19 kwietnia 2012 o 23:17

witaj :) jak ma usterki, to powiedz, bo tekst tak ewoluuje, że nie nadążam :))

zgłoś

laura bran
19 kwietnia 2012 o 23:16

upubliczniłam album na facebooku. powinien być teraz widoczny dla wszystkich: http://www.facebook.com/media/set/?set=a.368111459894517.80782.100000869992913

zgłoś

Spółka
19 kwietnia 2012 o 23:20

Lauro!!!!!!! mówię, że JEŚLI ma. dla mnie NIE MA !!!!! TYLE MOJEGO GADANIA! serdecznie pozdrawiam i cieszę się z Wami! ":)

zgłoś

laura bran
19 kwietnia 2012 o 23:28

a, ok, do mnie ostatnio jak widać trzeba mówić dwa razy :)

zgłoś

Spółka
20 kwietnia 2012 o 06:34

lepiej dwa razy coby zrozumianym zostać! dzień dobry, Lauro! znowu żem tu i śmieję się! Tara utarła niezłe buraczki, a Ty to fajnie opisałaś! pozdrawiam!

zgłoś

Magdala
20 kwietnia 2012 o 13:46

Oj, żebyś wiedział! niezła impreza :D patrzę na fotografie - około setki i umieram ze śmiechu! a jeśli porównać to z tekstem - zabawa podwójna! dziękuję za dowartościowanie kulinarne :))))

zgłoś

lajana
20 kwietnia 2012 o 13:52

Przeczytam, jak zwykle w tramwaju, teraz raczej Z-3, a na razie wyrażam zachwyt nad długością tekstu. Moja próba napisania relacji skończyła się na rozpoczętym traktacie filozoficznym, co do natury rzeczy. ;)) Miłego!

zgłoś

laura bran
20 kwietnia 2012 o 15:42

nie mierzyłam, ale rozumiem, że miło mnie to dowartościować ;))

zgłoś

laura bran
20 kwietnia 2012 o 15:42

i czekam oczywiście na Twoją relację. zaciekawiłaś :)

zgłoś

q
20 kwietnia 2012 o 22:15

bardzo wciągająca relacja, momentami drobiazgowo oddająca dźwięki, zapachy i emocje... zdrowie obecnych ciałem i duchem :)) pozdrawiam serdecznie :))

zgłoś

laura bran
20 kwietnia 2012 o 22:32

Robercie Lisie, miło Cię gościć pod relacyjką :))

zgłoś

Magdala
23 kwietnia 2012 o 04:52

i ja, Lisie, :))) serdeczności.

zgłoś

Magdala
22 kwietnia 2012 o 21:17

Lauro, czytam tę relację po tygodniu od wydarzenia i trudno mi uwierzyć, że to już tydzień. uśmiechasz mnie tymi wspomnieniami, rozczulasz, bawisz i wzruszasz. patrząc na zdjęcia, które robiłaś i które stanowią oprawę wizualną do tekstu upewniasz mnie, że akcja przebiegała zgodnie z...hmmm... ze scenariuszem :))))) chciałam przy okazji serdecznie podziękować twórcy pocztówki "okolicznościowej" i ślicznej zakładki o "przesłaniu" dokładnie takim, jakie napisałaś wyżej: "Na niej tracące szczegóły kadry z zaproszenia. Metaforyka - proza, czy grafika, wszystko może być poezją." DZIĘKUJĘ ANONIMOWY GRAFIKU :)))). Laurko, zmiany wyszły na korzyść tekstowi, a on sam, jak powiedział niejeden czytelnik - pozwolił przenieść się w klimat "Mikroklimatu" - magicznego miejsca na Tarczyńskiej. :* :*

zgłoś

laura bran
22 kwietnia 2012 o 21:23

ci graficy... to może się znają? zmówili, czy jak?? ;))

zgłoś

laura bran
22 kwietnia 2012 o 21:27

a, i bardzo żałuję, że przeoczyłam w relacji przeuroczą Karolinę. pewnie też coś pokręciłam w międzyczasie, jak to ja...

zgłoś

Magdala
22 kwietnia 2012 o 21:29

:))))))) nieee, wiem o kim myślisz :))))))) niestety nie! ja po prostu mam szczęście do SKRYTYCH Grafików :))) można by rzec - o pewnych uwarunkowaniach :))) NIEBYWAŁEJ DYSKRECJI, życzliwości i miłości do "Tary". Nie mogą się oprzeć imperatywowi twórczemu! :)))))))))))

zgłoś

laura bran
22 kwietnia 2012 o 21:38

nie wiesz... - są tacy anonimowi, że już o nich zapomniałaś... no dobra ;))

zgłoś

Magdala
22 kwietnia 2012 o 21:51

pamiętam, pamiętam, a moja wdzięczność wyrywa się z gardła, ale przyrzekłam :))))) a jak jeszcze będę w potrzebie, to kto mnie narysuje????? buziaki, Graficy! :D

zgłoś

Magdala
22 kwietnia 2012 o 21:33

Laurko, jeśli potrafisz wkleić filmik z występem Gały Gałkowskiego... ??? wkleisz? będzie na okrasę całości :))) I NIE JEST TO ANONIM!!!! :))))))))

zgłoś

laura bran
22 kwietnia 2012 o 21:39

nie wiem, bo u mnie jest bez dźwięku. zobaczymy. i w sumie nie wiem, co wklejam, bo nie słyszę :)) a jak mnie podpuszczasz?? chęęę?

zgłoś

Magdala
22 kwietnia 2012 o 21:48

nie podpuszczam, Gała śpiewa Nalepię dla Matki swej. adoptowanej :)))))))) spróbuj! jak nie zagra, poproszę dzieciaki! :))))

zgłoś

laura bran
22 kwietnia 2012 o 21:54

oki :)

zgłoś

laura bran
22 kwietnia 2012 o 22:00

wygląda na to, że nie można załączyć pliku z dysku. można tylko podpiąć się pod film z youtuba. nie mam konta na youtube.

zgłoś

Magdala
22 kwietnia 2012 o 22:02

ja też nie mam, czyli klapa :)) dobra, popracuję z zięciem, ale to trochę potrwa. dziękuję za próby! buziaki serdeczne!

zgłoś

laura bran
22 kwietnia 2012 o 22:21

można założyć konto na youtubie, albo ogłosić, czy ktoś ma i wrzuci filmek.

zgłoś

Magdala
22 kwietnia 2012 o 22:22

jutro. pobudka 4.20 spadam, Laurko! dobranoc. dziękuję. :*

zgłoś

laura bran
22 kwietnia 2012 o 22:27

śpij dobrze, dobranoc :)

zgłoś

deRuda
3 czerwca 2012 o 06:28

jak miło jest mi, że tu dotarłam :))) gratuluję tekstu Lauro - wspaniały i gratuluje Magdalo tak udanego spotkania i książki oczywiście też, jak dobrze słowa zobaczyć na papierze w rękach innych ludzi :)))

zgłoś

laura bran
9 czerwca 2012 o 09:43

ale to już było... ;)) witam w drzwiach do przeszłości :)

zgłoś

laura bran
1 sierpnia 2014 o 15:06

ktoś kliknął plusa i przypomniał mi ten wieczór :) dawno to było, ale prawda ... miło sobie przypomnieć. Dzięki, Piękny Jeźdźcu Apokalipsy ;)

zgłoś

Kontakt z redakcją



Zgłoś nadużycie


Opcja dostępna tylko dla użytkowników zalogowanych. Zarejestruj się