Przemysław Bartosik
WSZYSTKIE PRACE Poezja (10)
O autorze

Zmiana sposobu prezentacji

I play smile!

Z puszki zwanej biurkiem
wychylam rąbek nosa,
czuję dźwięki kwiatów,
słyszę zapach śmiechu..

jak mogłeś?!- pyta kasa,
zgłupiałeś?!-kąsa Enter,
pinezki świeca kłami,
dziurkacze stoją w szyku

spłoszony swym zuchwalstwem
znów wije się w pokłonach,
smaruję wokół miodem,
chwalę mierny wybór

drukarka puszcza oczko,
skaner pała dumą,
telefon trzeszczy mile,
fax mruczy z zachwytem

nieśmiale sie odwracam
i z trwogą patrzę w szybę,
wymuszam słaby uśmiech,
(...)

--- cały tekst ---

Zachód

Anorektyczne sny
gasną niczym zapałki.
Zbudzone słońce
iskrzy się w odwrocie.

Ty zszedłeś szukac swoich,
którym dałeś tchnienie...
Rozglądasz się bezradnie,
łapiąc tylko cienie.
Jak można było patrzeć,
i naiwnie wierzyć?
Kogo teraz sądzić?
Komu winy mierzyc?
Nie dojdziesz teraz ładu
kto z kim, jak i po co?
Kto w dzień wykradał gwiazdy
a blask spieniężał nocą.
Zlepiona w jedną masę
toczy się szkarada.
Obraca w pył co może,
do głębin pustki spada.

Zbudzone słońce pędzi
(...)

--- cały tekst ---

Moje miasto

A w nocy nad mym miastem bieleją cienie,
kurczą się marzenia, czas przyśpiesza chciwie.
Złowrogi szept wypełnia atomy,
z zazdrością tłumiąc dawne echo dźwięków.
Drzewo- szkieletem, szkielet- popiołem,
nicości składa pokłon,
smagany przeznaczeniem.
Pośrodku tego świata, nieco bardziej w lewo,
umiera właśnie szansa,
człowieczeństwem zwana.
Zaciera się granica, robaki robią swoje.
Złe cienie się pochylą, jak zwyczaj nakazuje,
tęskną łzę uronią, wypiją po pogrzebie.
A potem cisza.
Cisza i nic więcej.
Ciężka i brudna.
A nocą nad mym miastem...
...zawsze bywa cicho.

16 października 2010

poezja

Przemysław Bartosik
Przemysław Bartosik

Kanibalizm

Zmiętolony w garści wyrzucasz w popioły,
zbędny balast człowieczeństwa by iść do przodu
pomarszczoną drogą.
Przeklinasz boga, choć sam dobrze wiesz,
że w tej wypalonej pustce, sam sobie jesteś
bogiem.
Uciekasz wzrokiem od blasku uczuć,
zapadasz w noc,
zimna i głuchą...
To niegościnne miejsce cie nie chce,
jesteś tu obcy, nie pasujesz.
Zatracasz się w ciszy.
Zjadasz sam siebie.

Felek

nakryta płachtą,
płoszy się,
pokusa trzeźwości,
co rozsądkiem się zwie 
za szybko układać
do snu
chcecie
komórek trzeźwych
sens.
w zapomnienia otchłań,
bez żalu wrzucacie
biel lodowca myśli,
codzienności cierń 
ratuj
ratuj
...to za trzy pięćdziesiąt!

w dół

spadochronem spadam
nitek chwytając się zapasów
otwieram się przed Tobą
pozornie
oto ja
cały ja
wyobrażenia przegryzają
fundamentów filary 
popijam wino, śmieje się
sam sobie w twarz

Wieczorem

Narkotycznie obolały stąpam cicho
po klepisku wydeptanych ścieżek,
wzdycham cicho, by nie zbudzić mrzonek,
co słodko drzemią za parawanem.
Stąpam na paluszkach strachu,
zapadając się w zielone truchło, mrrraaaam...
zatapiam się

Świetliki

I nagle urywam w połowie,
kaskadę zdań bezbarwnych,
i nagle robi się jaśniej,
wszystko wiruje dookoła...
Swietliki tańczą nad głową
rysując złote zarysy
idealnych kształtów
zamkniętych w boskiej źrenicy

I oto nagle się zdarza
moich snów przepowiednia.
Oto ogniste niebo
Tak wyraźne jak nigdy,
wypluwa bez końca
proroctwa szczescia
i pewniki uniesień.
Nieśmiało sięgam i 
zrywam owoce
stuletnich modlitw
w komnacie wyrzeczeń.

Świetliki milcząco
wciąż wirują nad głową,
(...)

--- cały tekst ---

Czarny Kapturek

W nieśpiesznych swych objęciach
tuli chwile istnienia
co się wydają wiecznością
śmiertelnym spojrzeniom.
Z cienia się wyłania
pod płaszczem utkanym
z żalu setek istot
i szlochu zbłąkanych.
Cichutko, bez pośpiechu
zamyka rozdziały,
muśnięciem sinych palców
oblicza studzi zapał,
ucisza tętno powiek
i tłumi echo dźwieków.
odporna na modlitwy,
na prośby znieczulona,
dalej będzie czekać
przy Twoim parapecie...

Kilogramy



Czekasz w martwej ciszy
na tę bezradności falę
która Cię zmyje do reszty
z górnych półek marzeń

Czekasz i wiesz, że oto znowu
pchać znojnie będzie trzeba
głaz górnolotnych złudzeń
nad firmamenty nieba

I czy warto, powiedz
w tej nieludzkiej próbie
Syzyfa znosić męki,
wytartą kręcić śrubę?

Czy nie lepiej utonąć
w złudnym spełnieniu
smarując chleb rutyną
pełzając w uniesieniu?

Czekając w tym marazmie
(...)

--- cały tekst ---

Kontakt z redakcją



Zgłoś nadużycie


Opcja dostępna tylko dla użytkowników zalogowanych. Zarejestruj się