OCZEKIWANIE

nie leć za wysoko
tam chmury
targają obłoki
nie leć za nisko
tam ludzie
skrzydła wyrywają
bezskrzydłym aniołom

(dedykacja dla Iw Stokrockiej, podziękowania dla Dusi Stańczak)

szum tła
1 września 2013 o 19:31

Witaj Krzysztofie. Logika podpowiada ze trudno wyrwać skrzydła "bezskrzydlatym aniołom"....Ja jej wierzę. Pozdrawiam.

zgłoś

Nieokiełznany Milowy Las
2 września 2013 o 12:09

Logicznie rzecz biorąc - nie istnieje twórczość, ponieważ nie da się jej w logiczny sposób uporządkować - bezskrzydłe anioły powiadasz - hmmm musiałaś (eś) zrobić wiele logicznego zła skoro tak pytasz tu ... Również pozdrawiam ...

zgłoś

Nieokiełznany Milowy Las
19 września 2013 o 12:53

hmmm ciągnie mnie twój komentarz i jednocześnie przy nim upadam - padme nie wiem, coś dręczy mnie w twoich słowach, ale tak czy tak dzięki ;)

zgłoś

doremi
1 września 2013 o 23:10

ładnie :)

zgłoś

Nieokiełznany Milowy Las
2 września 2013 o 12:10

dziękuje starałem się, choć może za sabo ;)

zgłoś

Nieokiełznany Milowy Las
2 września 2013 o 12:10

słabo :)

zgłoś

guccilittlepiggy
2 września 2013 o 12:31

aniołów przynajmniej nie bolało. ja nie miałem tyle szczęścia.

zgłoś

Nieokiełznany Milowy Las
2 września 2013 o 12:35

masz pewność? hmmm to widocznie jesteś diabłem ... Dziękuję za -1 ;)

zgłoś

ALEKSANDRA
19 września 2013 o 23:48

w mieście Łodzi się powodzi ...w kwestii duchowej - oczywiście :)

zgłoś

Nieokiełznany Milowy Las
20 września 2013 o 00:14

tu się inaczej żyje niż np w Gdańsku ;)

zgłoś

copelza
23 września 2013 o 20:09

Andrzej Waligórski Przeciętniak Wyszedł przed domek przeciętniak O dość przeciętnej postaci, I wzrok mu ze szczęścia zmętniał Bo ujrzał wokół swych braci, Co także wyszli przed domki, A ich przeciętne dzieciaki Puszczały sobie bąki, Kolejki i różne tam takie... Przeciętnak, kiedy tak stali, Pomyślał: - Jest jakaś potęga W tych, co się nabrać nie dali Na sięganie, gdzie wzrok nie sięga, Na łamanie czego rozum nie złamie, Na mierzenie sił na zamiary, Na bryły z posad ruszenie I zawracanie gitary! Bo gdybyśmy poszli na to I gdybyśmy więcej umieli To wtedy - zima czy lato - Wybitni być byśmy musieli, A przy tej wybitności Czasu się nie ma w ogóle Więc kiedyż przyjmować gości, W ogródku posadzić cebulę, Wpaść na rozmowę do Gieńka, Podlać prymulki i palmy... Głowa czasami aż pęka, A ty bądź ciągle genialny! Wciąż myślisz, nie możesz zasnąć, Palce obgryzasz nocą... Wybitność - jak słoń na własność, Cenne to, ale po co? I myśląc tak, wsparł się o płotek, A w domu gaworzył osesek, A obok bawił się kotek, A pod drzewkiem wysikał się piesek, A żona lepiła pierogi, A pijaka wsadzono do suki, A wujaszek wymoczył nogi, A w TV był recital Łazuki, A w promieniu kilku kilometrów Trwał ten stan, pogodnie - jednolity, Z deficytem wybitnych facetów.... Ale co tam! Mamy gorsze deficyty!

zgłoś

Nieokiełznany Milowy Las
23 września 2013 o 21:01

deficyt cukru w cukrze?

zgłoś

Nieokiełznany Milowy Las
27 grudnia 2014 o 14:56

w sumie po czasie myślę, że te twoje słowa to urawniłowka, wszak rozumiem z nich, że lepiej być przeciętniakiem w towarzystwie niż samotnym orłem z koroną sunącym nad wierchem ... a reszta - po co to? to takie też z jednej strony organizacyjne, z drugiej zaś jakże czysto polskie, wsadzić dwóch polaków do gorącego garnka to pomyślą, że sauna i flaszki zaczną szukać, wsadzić jednego to z nudów jakoś ucieknie - taki polski syndrom gotowanego kraba

zgłoś

Kontakt z redakcją



Zgłoś nadużycie


Opcja dostępna tylko dla użytkowników zalogowanych. Zarejestruj się