9 november 2012

prose

Nevly
Nevly

strugacz

sam na sam o grzesiu co przez wieś ni przypiął ni przyłatał worek piasku niósł jedynie ony i ony sam jeden a tam ciurkiem małe planety wolne jak ptaki niczym jak jego własny szybują sypią wskrzeszają iskry spod tych co to na grzędzie znoszą w sobotę na śniadanie o szóstej rano wszystko i nic a nawet wiecej a przecież pyszne takie
zmiana pozycji drogą do poczekalni w piekle słońca takie przeżycia ekstremalnie nieodwracalne zmiany w mózgu kiedy pinokia nie chcę a ty masz globus przecież piękna jakaś ty jest dziś namolnie smaczna a jaka sympatyczna kiedy się wypinasz w łyżeczke kocham to

daj mi spać cholera
nie kłam
zabieraj ten nos
bo jeszcze mnie przebijesz
na wylot

albo nie
kłam dalej

Damian Paradoks
11 may 2014 at 15:41

poetycznie śpiewnie mi się przeczytało. Chyba zapiszę się na Twoją prozę, Nevly :)

report

ApisTaur
11 may 2014 at 15:46

i szeptaj tu teraz / poezję mówioną / skoroś Ty poeta / ona / tylko żoną //;)

report

Emma B.
3 july 2014 at 20:58

ale koktajl literacki zaserwowałaś, najbardziej to pochyłym drukiem :)

report

Contact with us



Report this item


You have to be logged in to use this feature. please Register