27 march 2017

prose

hossa
hossa

Trochę Pocosia- za piórkiem szpaka

Nagle zabrzmiało. Czeka nas wędrówka – powiedzieliśmy równocześnie, i na trzy Pocoś wskoczył do mojej torebki. Jedynego zresztą bagażu, jaki zabrałam ze sobą. Dobrze, że Pocosie bywają lekkie, kiedy nie bywają ciężkie, jak ciężkie Pocosie. I są małe, kiedy nie bywają wielkie. I są gładkie, kiedy nie bywają chropowate, bo mogłyby czasem poranić skórę, a co dopiero pończochy, które zwinęłam w kłębek i ułożyłam obok czerwonej szminki. Istnieją pewne rzeczy, z którymi trudno się rozstać. Nigdy nie wiadomo, kiedy mogą nam się przydać – wyszeptał Pocoś i zasnął. Nic dziwnego zresztą, to w końcu ja go niosłam i kołysałam w torebce przewieszonej przez ramię, a nie on mnie. Takiemu to dobrze. Za ostatnią jodłą zrobiło się ciemno, ale na chwilę, bo za moment przyjechał rozświetlony, jak bożonarodzeniowa choinka pociąg z wielgaśnym napisem na mordce:  Nikąd. Naprawdę miło, że nie jakaś Bezdenna Otchłań, chociaż i tak okropnie pospolita nazwa miejscowości – pomyślałam i wsiadłam.  Pociąg ruszył ospale, a Pocoś tłumaczył coś żywotnie po coś, lecz przez sen jakoś mało wyraźnie.

alt art
27 march 2017 at 11:25

też mi trudno się rozstać z pończochami i czerwoną szminką, więc rozumiem..

report

hossa
27 march 2017 at 20:37

yhm, tak myślałam alt, że zrozumiesz :) hej ho :)

report

jeśli tylko
27 march 2017 at 23:11

śpiący Pocoś? no, no..

report

hossa
28 march 2017 at 08:02

podobno czasem zasypiają, ale nikt tego nie wie na pewno, może tylko nam się tak wydaje? hej, jeśli :) Dzień dobry :)

report

Contact with us



Report this item


You have to be logged in to use this feature. please Register