Zmiana sposobu prezentacji
Ona:
Czasem działasz tak od dupy strony
w stosunku do mnie, w stosunku ze mną
kochasz, lubisz, szanujesz
jebiesz, ulepszasz, perfekcjonujesz...
językiem pieszcząc umysł i skórę
jak diament wśród spamu
dekorator wnętrz
On:
Czymś tak niejasnym jest dla Ciebie
męskie pożądanie
że widzisz tylko wzburzone fale
oceniasz ich wysokość
nie znając roli księżyca
A ja bardziej niż pieprzyć, chciałbym cię...
(...)
--- full text ---
Zdefiniowany umysł widzi wszystko raz
a potem już w sobie
to co odnalazł i sam siebie
w kolejnych poszukiwaniach
czy to tylko poruszający się film?
tak jak płomień tańczący w przestrzeni
który zarzuca długie cienie
na nieruchomą chwilę
aby spojrzeć drugi raz, musimy być pewni
tak pewni własnej trwałości, że aż skłonni porzucić siebie
porzucać bezustannie w poszukiwaniu innej skali, innego spojrzenia
kalibrować świat w jego kolejnych odsłonach
w drgnieniach umysłu, których blask odsłania
najmniejsze różnice perspektyw
należy podkreślić - czas jest sam w sobie
z dala od przeszłości, z dala od przyszłości
z dala od naszych miast skulonych nisko pod gwiazdami
ale tutaj i teraz - jakby zmierzch zastał nas młodych
zawsze młodych, nieustannie przemierzających młodość
w naszej wewnętrznej teraźniejszości
(...)
--- full text ---
Trudno uwierzyć, że istniały czasy
kiedy nie było Boga
strumienie płynęły na oślep
a owce beczały z zadziwiającym
brakiem konsekwencji
odkąd Jahwe zaczął mówić sam do siebie
śpiący pod gruszą pasterze mogli zatkać uszy
włożyć w oczodoły muszle ślimaka
imitację otwartych oczu
tak osiągali wieczność
nie tak jak Hammurabi, który o kilka kroków
wyprzedził Szulgiego z Ur
w wyścigu przez złudną pustynię
Cezar który podbił Galię
ale przegrał z pijanym balwierzem
ważną partię trik-traka
po co mi wiedzieć dlaczego
nic nie jest cudem albo wszystko
nadzieja jest w nas
tylko jeśli nie ma Boga
(...)
--- full text ---
Po przeczytaniu nudnej encykliki i tryptyka
szukam Boga pomiędzy wierszami
tryptam po niosących się katedrach
katedralnych nocach po sakralnym winie
które odebrało pamięć
przed niepokalanym poczęciem
być może Nie Ma Którego Nie Ma
stawia życie na szali
ważąc nas z tymi, którzy wykorzystali
jego ślepy dar
chciałbym zobaczyć papieża
jak wiarołomny i szczęśliwy
idzie na imprezę z dupami
i wyje do księżyca
przywraca wiarę w życie
nie w służalczość życia dla nieba
nie w szczęście, nie w wiarę taką
jakbyśmy byli pewni
(...)
--- full text ---
widziałem ten port w marzeniach
oświetlony słońcem
które płynęło przez skórę
i schodziło niżej jak cień
światło księżyca w wydrążonej trzcinie
albo mrok tężejący do najmniejszych granulek
ziarnistego dotyku
przez chwilę byłem oknem
w ogromnym porcie
gdzie zawijają kobiety i cumują
jak luksusowe jachty
budowałem ten port
z liści rozkołysanych palm
zanim świt zburzył moją wewnętrzną ciemność
światło z wysokiego nieba
zdmuchnęło przystań i statki
być może miłość jest tańcem deszczu
kultem Cargo
a ja murzynem na skraju plaży
który dopełnia rytuału
(...)
--- full text ---
Grałem z Szatanem
w papier, nożyczki i kamień
żeby zwyciężyć, musiałem
przegrać chociaż raz
bezskutecznie
tramwaj, którym jechaliśmy zabił kobietę
miała na imię Reo Sztrachelia!
spaliśmy w niebieskiej pościeli
utkanej z szaty czarodzieja
jak ja ją kochałem, to niemożliwe
nie umiem kochać!
niemożliwe że kochałem
niemożliwe, że potrąci ją tramwaj
Reo, przecież jesteś aktorką, umiesz udawać
i świetnie uprawiasz hippikę!
już teraz brakuje mi ciebie
czy naprawdę zginiesz?
A może zginie twoja postać w filmie?
Ona już wiedziała
(...)
--- full text ---
(niecenzuralne)
Tamtej nocy wygrałem w kasynie 40 tysięcy
przyjaciel zjawił się jako eskorta
2 godziny staliśmy przy wpłatomacie
poszedł w swoją stronę, ja do znajomego chińczyka
gdzie zjarałem dużego kloca
chciałem popsikać się perfumami
ale to była pianka do golenia
więc pożyczył mi koszulkę
na imprezie szemrane towarzystwo
wygadałem się przy browarze: „słuchajcie
wygrałem mnóstwo pieniędzy!”
zupełnie jakbym mówił, że niosłem krzesło
na szczyt góry Karmel
otoczony tłumem astronomów z Mezopotamii
chudych jak kości w bibułce skóry
złapali mnie w ciemnej alejce
przyłożyli po mordzie i w brzuch
„powiedz prawdę chuju, to była ściema dla dup”
(...)
--- full text ---
To nigdy nie będzie wiersz
opis stanu ducha jak wnętrza łazienki
i uczuć statycznie rozmieszczonych w przestrzeni
uczuć jak inkrustowane złotem rekwizyty
których blask naśladuje przeżywanie
słów, które przypominają coś
co lepiej wychodzi zaniechane
symboli
bardziej wieloznacznych
niż pustka
albo nieskończona ciemnia
gdzie przed napisaniem pierwszego słowa
nieprzerwanie wywołujemy siebie
wiersz musi być poszukiwaniem wiersza
jak drogi do niemożliwości i do znaczenia
poza kluczem, poza pokojem, gdzie geometria ścian
jest ściśle określona
