Zmiana sposobu prezentacji
- Hremphrh - wycharczał Hrem, wypluwając przeżutą kość.
- Drakharakerk – przyznał Drak, wskazując na niewielką liczbę pozostałych szczątków. Ptak Senki, którym właśnie się posilali, był drobny, a jego mięso chude. Nie wystarczy na zaspokojenie ich głodu.
- Gangarnakha ga! - zganił ich Gan. Nie lubił jak narzekali. W zasadzie w ogóle ich nie lubił. Mieli brzydkie mordy i cuchnęli.
Hrem to trzy otwory gębowe, jedno wielkie oko z tyłu głowy, jedna ręka długości reszty ciała oraz kolczasty ogon. Drak miał długie, spiczaste uszy wielkości dłoni, pięć małych oczek, skórę w kolorze bagna i wielką paszczę zajmującą połowę jego tułowia. Gan szczycił się swoimi łuskami i rudym owłosieniem oraz eleganckim garbem. Miał również jedną parę odnóży więcej od swoich towarzyszy. Dzięki temu szybciej biegał i pierwszy dopadał ofiarę podczas polowania. Był z oczywistych powodów ich samozwańczym przywódcą.
- Draknnak – powiedział Drak, po czym pozbył się nadmiaru śliny z gęby. Gan czasami za bardzo się rządził. I strasznie śmierdział.
Hrem nie mógł patrzeć na Draka i Gana podczas jedzenia, więc zamiast bezsensownie sprzeczać się, co było ich zwyczajem, rozglądał się po jaskini, w której mieszkali. Miała ona wyjątkowo regularne kształty jak na wytwór tego wymiaru. W zasadzie wyglądała z zewnątrz jak pudełko, a wewnątrz rozwarstwiała się w górę i w dół, (...)
--- cały tekst ---
Rozjeżdżamy się w przeciwne strony
niby to w pociągach, na sztywnych kanapach
tworząc wymówki, zawierając inne przyjaźnie
pisząc inne słowniki, języki już nie zrozumiałe
Śmiejemy się z kultowych dowcipów,
malując twarze znajomą mimiką, lecz
maski kruszą się i odpada stara farba
a tak zupełnie serio
wszystko dzieje się teraz, przed naszymi
nosami i oczami, rejestrujemy, lecz nie
przetwarzamy podanych informacji
chociażby na cyfrowej tacy facebooka
a w kontaktach interpersonalnych
utrzymujemy iluzję stałości czasu
i przestrzeni, wierząc, że będziemy
spotykać się raz na jakiś czas
nad szklaneczką drinka w jakimś barze
chociaż jedna Niemcy, druga i trzecia Zabrze
być może Szkocja dla tej ostatniej
Co po nas zostanie za kilka lat?
Kikuty pięknej niegdyś przyjaźni
(...)
--- cały tekst ---
Tkam słowa szeptem, gdy boję się reakcji
Emocjonalnej na twarzy do zapamiętania
Na ułamek chwili wyjęty z tarczy czasu
Wiem, jak czują się ludzie mający odwagę
Stanąć w centrum wartkiego potoku zdarzeń
Opuścić choć na moment strefę komfortu
Chłonę wszystkie nowe wrażenia umysłem
Aby wkrótce posortować je na półkach
Dobrze czy Zupełnie Źle, więc Do Poprawienia
Zanotuję w myślach wnioski z interakcji
Ręce, usta, oczy będą już reagować śmiało
W odpowiednich punktach czasu i przestrzeni
Właściciele Słów nauczyli mnie więcej
Niż mogłam o życiu wśród ludzi-zagadek
Dowiedzieć się z niełatwego doświadczania
Wiem, co czuję, z wieloletnich interpretacji liter
Mrugających na ekranie w ciasnych wersach
Utrwalone w fikcji osoby pozbawione ciał
Oraz wizerunki znanych / nie poznanych
Darzę najbliższym miłości uczuciem
(...)
--- cały tekst ---
Namalowałabym cię palcami
Gdyby tylko miały odpowiednie barwy
Uśmiechem rozświetliłabym twarz
Niestety palce są szare
A opuszki czarne.
Ciepło uleciało z nich
Jak latawiec ku niebu
Zapukał ktoś
do zamkniętych powiek.
Odpowiedziały łzami
Namalowałabym cię duszą,
Lecz po co marnować kartkę
Skoro i tak pozostanie pusta
Namalowałabym ustami oczy twoje
Lecz brakuje mi już oddechu
Jestem Atlasem.
Na wątłych barkach rumienią się pręgi,
wyżłobione cierpieniem.
Po złotych plecach spływają zacieki -
pamiątki po oczekiwaniach i obietnicach.
Dłonie straciły kształt kończyn,
mających utrzymywać równowagę świata.
Trzymam je wyciągnięte wysoko, wysoko;
ja - zwycięzca chwalący się swoim przekleństwem.
Jestem Atlasem.
Moim uzależnieniem jest wiedza i porządek rzeczy.
Klęczę u stóp chaosu i krzyczę w pustkę:
Irytacja! Hipokryzja! Obrzydzenie!
Mam sińce nawet na powiekach,
które trzymam rozwarte jak okno na Tartar
i coraz bardziej ślepnę.
Jestem Atlasem.
W żyłach płynie siła weterana wielu wojen
stoczonych z umysłem pokreślonym epitetami
spijanymi z ust matki wszystkich cnót.
(...)
--- cały tekst ---
Spokój.
Możesz się z nim napić wódki,
Porozmawiać podczas snu.
Nie odbierze ci szczęścia,
Ograniczy jedynie
dostęp do przyjemności.
Szaleńcem nie jest ten,
kto pragnie niemożliwego.
Postradać zmysły można wtedy,
Gdy opuszkami palców
Uda się sięgnąć krawędzi nieba.
Jakże wolnym musi czuć się ktoś,
Który nigdy nie zaznał życia.
Droga donikąd zawsze ma
określony swój kierunek.
Jak więc nazwać nicość,
jeśli początek jest za daleko
A koniec zbyt blisko?
Dzień dobry, hybris.
Chyba jeszcze się nie znamy.
Miłości, kusząca dyktatorko!
Wyznaj mi szczerze,
Czemu trzymasz w ręku broń
Gotowa pociągnąć za spust?
Uśmiechasz się jak kupidyn,
wypuszczasz z objęć krwawą strzałę.
Euforia chciwie lgnie do bólu.
Uśmiech kąciki dźwiga ust,
Chociaż pragnę krzyczeć,
Z rozpaczy załamując ręce.
Przyciągam Cię do siebie,
Czując nóż wbijany w serce
jak w roztopione masło.
Słowa duszą mnie za gardło,
Trzymają mocno.
Nie próbuję walczyć.
Wiem, że nie puszczą.
Nie pytam więc, czy kochasz,
(...)
--- cały tekst ---
Trudno powstrzymać moment
Kiedy wybija się ponad inne
A krzyk łokciami torując drogę
Wydostaje się na zewnątrz
Nawet kiedy słowa
Jak grzech zakazane
Nie sposób okiełznać zdania
Protestu przełknąć goryczy
Czas bijący coraz ciszej
Zawisa w próżni chwil
By wpłynąć niepostrzeżenie
Na wzburzone jezioro konsekwencji
Do pokoju wchodzi młoda kobieta. Krok pewny, lecz spojrzenie melancholijne. Oczy ma pociemniałe od wewnętrznego smutku, choć wygląda na zdrową. Siada na krześle naprzeciwko biurka i patrzy mi prosto w oczy.
- Czuł się pan kiedyś jak wycieraczka ? - Zaczyna spokojnym głosem. Zbija mnie tym z pantałyku. To zawsze ja zadaję pytanie pierwszy, a moi pacjencji zwykle są nieśmiali, roztargnieni, zamknięci w sobie. Szybko doprowadzam się do porządku.
- Jak wycieraczka? To znaczy jak?
- Jakby pan był tylko słabym kawałkiem materiału, po którym każdy depcze.
- Często się tak czujesz?
- Od czasu do czasu. A pan czuł się tak kiedykolwiek?
- Tak, zdarzało się. Jak byłem mały i nie umiałem grać w piłkę.
Młoda kobieta powoli uśmiecha się. Jest to jednak uśmiech gorzki, który kryje w sobie autoironię.
- Ja się tak czuję zawsze, gdy coś mi nie wyjdzie. A zdarza się to bardzo często. Inni tylko czekają na moje potknięcie, by zdeptać mnie jak wycieraczkę.
- Dlaczego tak sądzisz?
- Nigdy nie pochwalą za dobrze wykonaną pracę, dostrzegają tylko moje porażki. Jakbym w ogóle nie istniała. Jakby moja aura była przeźroczysta, a w chwilach porażki stawała się włączoną syreną na radiowozie krzyczącą: "Hej, tu jestem! Właśnie zrobiłam coś źle!". Wtedy wszyscy mnie zauważają i (...)
--- cały tekst ---
Gdy czujne płomienie świeczek
Zdemaskują każdy kąt sali
Wypełnionej złudzeniami ciał
Ubierze maskę i będzie grać
Jak w spalonym teatrze
Zastąpionym plastikową makietą
Ich szkarłatne cienie
Tańczące na linii rzęs
Odbiją się w pustce oczu
Chciwie chłonąc jej talent
Wraz z końcem ostatniego aktu
Opadnie kurtyna iluzji
By wreszcie jej uświadomić
Że nigdy nie była dobrą aktorką
