Zmiana sposobu prezentacji

15 lutego 2016

proza

Ampathy
Ampathy

Przygoda Mella

- Hremphrh - wycharczał Hrem, wypluwając przeżutą kość.
- Drakharakerk – przyznał Drak, wskazując na niewielką liczbę pozostałych szczątków. Ptak Senki, którym właśnie się posilali, był drobny, a jego mięso chude. Nie wystarczy na zaspokojenie ich głodu.
- Gangarnakha ga! - zganił ich Gan. Nie lubił jak narzekali. W zasadzie w ogóle ich nie lubił. Mieli brzydkie mordy i cuchnęli.
Hrem to trzy otwory gębowe, jedno wielkie oko z tyłu głowy, jedna ręka długości reszty ciała oraz kolczasty ogon. Drak miał długie, spiczaste uszy wielkości dłoni, pięć małych oczek, skórę w kolorze bagna i wielką paszczę zajmującą połowę jego tułowia. Gan szczycił się swoimi łuskami i rudym owłosieniem oraz eleganckim garbem. Miał również jedną parę odnóży więcej od swoich towarzyszy. Dzięki temu szybciej biegał i pierwszy dopadał ofiarę podczas polowania. Był z oczywistych powodów ich samozwańczym przywódcą.   
- Draknnak – powiedział Drak, po czym pozbył się nadmiaru śliny z gęby. Gan czasami za bardzo się rządził. I strasznie śmierdział.
Hrem nie mógł patrzeć na Draka i Gana podczas jedzenia, więc zamiast bezsensownie sprzeczać się, co było ich zwyczajem, rozglądał się po jaskini, w której mieszkali. Miała ona wyjątkowo regularne kształty jak na wytwór tego wymiaru. W zasadzie wyglądała z zewnątrz jak pudełko, a wewnątrz rozwarstwiała się w górę i w dół, (...)

--- cały tekst ---

8 lutego 2016

poezja

Ampathy
Ampathy

***

Rozjeżdżamy się w przeciwne strony
niby to w pociągach, na sztywnych kanapach
tworząc wymówki, zawierając inne przyjaźnie
pisząc inne słowniki, języki już nie zrozumiałe
Śmiejemy się z kultowych dowcipów,
malując twarze znajomą mimiką, lecz
maski kruszą się i odpada stara farba
 
a tak zupełnie serio 
wszystko dzieje się teraz, przed naszymi 
nosami i oczami, rejestrujemy, lecz nie
przetwarzamy podanych informacji
chociażby na cyfrowej tacy facebooka
a w kontaktach interpersonalnych 
utrzymujemy iluzję stałości czasu
i przestrzeni, wierząc, że będziemy
spotykać się raz na jakiś czas
nad szklaneczką drinka w jakimś barze
chociaż jedna Niemcy, druga i trzecia Zabrze
być może Szkocja dla tej ostatniej
 
Co po nas zostanie za kilka lat?
Kikuty pięknej niegdyś przyjaźni
(...)

--- cały tekst ---

30 maja 2014

poezja

Ampathy
Ampathy

Bez dotyku

Tkam słowa szeptem, gdy boję się reakcji
Emocjonalnej na twarzy do zapamiętania
Na ułamek chwili wyjęty z tarczy czasu
Wiem, jak czują się ludzie mający odwagę
Stanąć w centrum wartkiego potoku zdarzeń
Opuścić choć na moment strefę komfortu
 
Chłonę wszystkie nowe wrażenia umysłem
Aby wkrótce posortować je na półkach
Dobrze czy Zupełnie Źle, więc Do Poprawienia 
Zanotuję w myślach wnioski z interakcji 
Ręce, usta, oczy będą już reagować śmiało
W odpowiednich punktach czasu i przestrzeni
 
Właściciele Słów nauczyli mnie więcej
Niż mogłam o życiu wśród ludzi-zagadek
Dowiedzieć się z niełatwego doświadczania
Wiem, co czuję, z wieloletnich interpretacji liter 
Mrugających na ekranie w ciasnych wersach
 
Utrwalone w fikcji osoby pozbawione ciał
Oraz wizerunki znanych / nie poznanych 
Darzę najbliższym miłości uczuciem
(...)

--- cały tekst ---

26 października 2013

poezja

Ampathy
Ampathy

Tabula rasa

Namalowałabym cię palcami
Gdyby tylko miały odpowiednie barwy
Uśmiechem rozświetliłabym twarz
 
Niestety palce są szare
A opuszki czarne.
Ciepło uleciało z nich 
Jak latawiec ku niebu
 
Zapukał ktoś 
do zamkniętych powiek.
Odpowiedziały łzami
 
Namalowałabym cię duszą, 
Lecz po co marnować kartkę
Skoro i tak pozostanie pusta

Namalowałabym ustami oczy twoje
Lecz brakuje mi już oddechu

26 października 2013

poezja

Ampathy
Ampathy

Jestem Atlasem

Jestem Atlasem.
Na wątłych barkach rumienią się pręgi, 
wyżłobione cierpieniem.
Po złotych plecach spływają zacieki -
pamiątki po oczekiwaniach i obietnicach.
Dłonie straciły kształt kończyn, 
mających utrzymywać równowagę świata.
Trzymam je wyciągnięte wysoko, wysoko;
ja - zwycięzca chwalący się swoim przekleństwem.
 
Jestem Atlasem.
Moim uzależnieniem jest wiedza i porządek rzeczy.
Klęczę u stóp chaosu i krzyczę w pustkę:
Irytacja! Hipokryzja! Obrzydzenie!
Mam sińce nawet na powiekach,
które trzymam rozwarte jak okno na Tartar
i coraz bardziej ślepnę.
 
Jestem Atlasem.
W żyłach płynie siła weterana wielu wojen
stoczonych z umysłem pokreślonym epitetami
spijanymi z ust matki wszystkich cnót.
 
(...)

--- cały tekst ---

4 marca 2012

poezja

Ampathy
Ampathy

Hybris.

Spokój.
Możesz się z nim napić wódki,
Porozmawiać podczas snu.
Nie odbierze ci szczęścia,
Ograniczy jedynie
dostęp do przyjemności.

Szaleńcem nie jest ten,
kto pragnie niemożliwego.
Postradać zmysły można wtedy,
Gdy opuszkami palców
Uda się sięgnąć krawędzi nieba.
Jakże wolnym musi czuć się ktoś,
Który nigdy nie zaznał życia.

Droga donikąd zawsze ma
określony swój kierunek.
Jak więc nazwać nicość,
jeśli początek jest za daleko
A koniec zbyt blisko?

Dzień dobry, hybris.
Chyba jeszcze się nie znamy.

9 stycznia 2011

poezja

Ampathy
Ampathy

Powiedz mi jak mnie kochasz

Miłości, kusząca dyktatorko!
Wyznaj mi szczerze,
Czemu trzymasz w ręku broń
Gotowa pociągnąć za spust?

Uśmiechasz się jak kupidyn,
wypuszczasz z objęć krwawą strzałę.

Euforia chciwie lgnie do bólu.
Uśmiech kąciki dźwiga ust,
Chociaż pragnę krzyczeć,
Z rozpaczy załamując ręce.

Przyciągam Cię do siebie,
Czując nóż wbijany w serce
jak w roztopione masło.

Słowa duszą mnie za gardło,
Trzymają mocno.
Nie próbuję walczyć.
Wiem, że nie puszczą.

Nie pytam więc, czy kochasz,
(...)

--- cały tekst ---

7 stycznia 2011

poezja

Ampathy
Ampathy

Złośliwy moment

Trudno powstrzymać moment 
Kiedy wybija się ponad inne 
A krzyk łokciami torując drogę 
Wydostaje się na zewnątrz 

Nawet kiedy słowa 
Jak grzech zakazane 
Nie sposób okiełznać zdania 
Protestu przełknąć goryczy 

Czas bijący coraz ciszej 
Zawisa w próżni chwil 
By wpłynąć niepostrzeżenie 
Na wzburzone jezioro konsekwencji

6 stycznia 2011

proza

Ampathy
Ampathy

Wizyta u psychologa

Do pokoju wchodzi młoda kobieta. Krok pewny, lecz spojrzenie melancholijne. Oczy ma pociemniałe od wewnętrznego smutku, choć wygląda na zdrową. Siada na krześle naprzeciwko biurka i patrzy mi prosto w oczy.
- Czuł się pan kiedyś jak wycieraczka ? - Zaczyna spokojnym głosem. Zbija mnie tym z pantałyku. To zawsze ja zadaję pytanie pierwszy, a moi pacjencji zwykle są nieśmiali, roztargnieni, zamknięci w sobie. Szybko doprowadzam się do porządku.
- Jak wycieraczka? To znaczy jak? 
- Jakby pan był tylko słabym kawałkiem materiału, po którym każdy depcze.
- Często się tak czujesz?
- Od czasu do czasu. A pan czuł się tak kiedykolwiek?
- Tak, zdarzało się. Jak byłem mały i nie umiałem grać w piłkę.
Młoda kobieta powoli uśmiecha się. Jest to jednak uśmiech gorzki, który kryje w sobie autoironię.
- Ja się tak czuję zawsze, gdy coś mi nie wyjdzie. A zdarza się to bardzo często. Inni tylko czekają na moje potknięcie, by zdeptać mnie jak wycieraczkę.
- Dlaczego tak sądzisz?
- Nigdy nie pochwalą za dobrze wykonaną pracę, dostrzegają tylko moje porażki. Jakbym w ogóle nie istniała. Jakby moja aura była przeźroczysta, a w chwilach porażki stawała się włączoną syreną na radiowozie krzyczącą: "Hej, tu jestem! Właśnie zrobiłam coś źle!". Wtedy wszyscy mnie zauważają i (...)

--- cały tekst ---

6 stycznia 2011

poezja

Ampathy
Ampathy

Sztuka jej gry

Gdy czujne płomienie świeczek 
Zdemaskują każdy kąt sali 
Wypełnionej złudzeniami ciał 
Ubierze maskę i będzie grać 
Jak w spalonym teatrze 
Zastąpionym plastikową makietą 

Ich szkarłatne cienie 
Tańczące na linii rzęs 
Odbiją się w pustce oczu 
Chciwie chłonąc jej talent 

Wraz z końcem ostatniego aktu 
Opadnie kurtyna iluzji 
By wreszcie jej uświadomić 
Że nigdy nie była dobrą aktorką

Kontakt z redakcją



Zgłoś nadużycie


Opcja dostępna tylko dla użytkowników zalogowanych. Zarejestruj się