Zmiana sposobu prezentacji
jakże mnie to wszystko nudzi,/ nudzi przebywanie wśród ludzi,/ nudzą zwątpienia i żale,/ pisanie wierszy ku swojej chwale,/ nudzi mnie piekło, które sobie sam gotuje/ człowiek i prawo uzurpuje/ do bycia tym na szczycie drzewa/ a tam już jest ptak co śpiewa,/ że głupi ten a durny człek,/ który się własnego rozumu zrzekł/ i ducha pogonił w czorty matry/ sam zostając w emocji matni/ i takie to moje wierszowanie/ ile mi z nudów siły na nie stanie
atomy wzrastają w epicentrum mnie pod zamkniętą powieką
blask oślepia źrenice, ożywia bezbarwne kwiaty,
które wreszcie mogą wzrastać.
W wyciągniętych płatkach rosa zapisuje każdy oddech wszechświata,
nadając kształt fraktalom.
Ich głośny śpiew unieważnia wszystkie tajemnice,
stając się przejrzystością dla prawdy.
To ja wzrastam ku życiu
zacierając ślady tysięcy lat w odkryciu jednego słowa.
I staję się olbrzymem w osnowie stworzenia
w pokarmie żywiołu
w śpiewie wszechświata
aż wzbiera we mnie bezgraniczna radość
czas się zespiralił aż do skołtunienia
ciśnięty zlepek pajęczyny albo motek wełny wypazurkowany przez małego kota. ta forma nie ma najmniejszego znaczenia, jak widzisz czy widzisz, czy w ogóle starsz się sobie ją wyobrazić. to tylko trochę bardziej gęsta energia. nic więcej, niczym więcej nigdy nie było i nigdy nie będzie i nie ma znaczenia czy wierzysz w nigdy. czy wierzysz we wszystko. czy wyśmiewasz słowo serce czy drwisz z koloru róż. nie ma znaczenia ile razy wysmiejesz wytarte slogany bo te nowe też nie mają znaczenia. smak mojego chleba jest innym smakiem niż twój chleb choć to samo słowo, choć te same ręce go robiły i wymieszały te same składniki, to ja mam inny smak. ty masz inny smak i mój chleb jest tylko dla mnie zrozumiałym słowem w najdrobniejszych i najdelikatniejszych niuansach smaku i znaczenia. bo to nie o to chodzi czy ten cheb będzie zwykłym chlebem czy chlebem z ozdobami, prędzej czy później oba spleśnieją odłożone na bok. bo to o to chodzi dlaczego odkłada się coś na bok, kto mówi żeby na bok odłożyć i jak zrobić aby być sobą. nie ma czasu. kończy się czas.
niebo się zespiraliło w szaro szare kołtuny. wszyscy patrzą na palec starca. jesteś tylko energią. jestem tylko energią, tylko trochę bardziej gęstą niż powietrze. jeszcze.
pączkują spirale
skręcają spirale
przez pryzmat przepuszczam biel
szufladkuję światło
skręcam na palcu
Loki
zasłyszane
Człowiek przywiózł króliki do Australii i tak się tam namnożyły, że teraz trzeba się ich pozbyć, najlepiej robić na nich testy nowych kosmetyków.
Człowiek jest najinteligentniejszy na Ziemi. Musimy brać przykład ze zwierząt. Zwierzęta zabijają swoje słabe, albo kalekie dzieci. W stadzie zwierząt wygrywa najsilniejszy, to się nazywa selekcja naturalna.
Tam gdzie świat traci kolory
kształty gubią normy
czerwone kurtki nie kryją łat i pustych portfeli
nie potrzebuję stóp i twardego gruntu
ani żalu że nigdy nie nauczyłem się pływać
bo i tak z delfinami można rozmawiać z powietrza
i z wody wyjść bez soli
widzisz mój cieniu wystarczyło cię polubić i przestać bać się twojej siły
bo przecież wszystko co masz dostałeś ode mnie
rzucam piachem a ten mieni się miliardem gwiazd
bo nie ma żadnej granicy jeśli tylko nie chce się jej mieć
mogą wrócić do mnie z odpowiedzią na ostatni sen
jeśli tylko chcę
ten który jest płomieniem stworzył niebo i niebian
a małe kamienie zasklepiły się
broniąc tajemnicy własnych piekieł
w prostych kątach mieszkań
zapiekle głoszą tezy że światło to cierpienie
i prowadzą chore ciała na terapie laserem
uziemiony powiedział że wiedza zobowiązuje
interpretacja nigdy nie odpowiada prawdzie
patrzysz na mnie i widzisz kawałek mięsa
twoje słowa mają ostre kąty i wąski punkt widzenia
ten który jest płomieniem stworzył przestrzeń
agorafobia - kamienie
wśród śpiewu gwiazd usłyszałem twój krzyk
jesteś odpowiedzią na wołanie
mimo uśmiechów nie potrafię wyzbyć się smutku
patrzę bezsilnie jak rozszarpują cię palą gwałcą
nie ma końca
najpiękniejsza spośród pięknych
niewolnico
golemów
Odkąd zrozumiałem, dlaczego jestem samotny kamienie przestały szarpać stopy. Tego wymaga dorosłość, wyczuwam pod stopami twardość skały, na twarzy zapach piachu, brakuje wilgoci znad morza albo zapachu sosen. Siedziałem całe eony a może nie. Nie opiszę bólu. Nie ma takich słów. Powoli odcinałem siebie od siebie. Teraz tylko wystarczy pomyśleć, jaki świat chcę przed sobą namalować, kim chcę się stać, ból przerodziłem w niepamięć i dopokąd nie pójdę, będę zwykłym wędrowcem. Geniuszem już byłem, starcem już byłem i dzieckiem, teraz już tylko samą drogą. Za mną spalony świat i żadnych feniksów, nawet one mają swój kres. Ostatniego spaliłem wczoraj, do końca, do ostatniej iskry w tańcu z wodą i zmieszaniem z gliną i ulepiłem nową istotę. Kiedyś ona ulepi następną i stanie się dla niego bogiem.
