Zmiana sposobu prezentacji
Wracam nie częściej niż raz w roku,
na więcej nie pozwala życie.
Co świt powtarzam - kiedyś w końcu
przyjadę i zostanę. Zimą
będę przybiegać z kubkiem kawy.
Uwielbiam frappe, więc drobinki
będziesz podrzucał mi ukradkiem
z pomocą przemarzniętej bryzy.
A wiosną serca nam stopnieją,
rozpłyną się w marcowym sztormie,
gdy o tęsknotach opowiemy,
mrzonkach, spełnieniach. Postanowię
że nie chcę już wyjeżdżać, nigdzie.
Będziesz się łasił razem z Margo
poszczekującą na rybitwy,
mewy i białogrzywe fale.
Latem na plaży przy marinie
bursztyny rzucisz mi pod stopy,
pozornie będzie tak jak zwykle,
(...)
--- cały tekst ---
Szczęście w czerwonej sukience
wśród chabrów szukało dziewczyny
niegłupiej, pechowej, niepięknej.
By oczy radością roziskrzyć,
szukało jej pośród rumianów,
maków, kaczeńców, stokrotek.
Pod niebem usianym gwiazdami,
na pustej piaszczystej drodze
wypatrywało cierpliwie,
gdy słońce świt różowiło
i gdy znikało za klifem.
Tak dzień za dniem szczęściu mijał.
Suknia pokryła się kurzem,
spłowiała w ultrafiolecie,
a czas dziewczyny się kurczył,
wiatr znosił szepty "wciąż mniej mnie".
Listopad w proch zmienił kwiaty,
poszarzał świat, ktoś gdzieś zwątpił.
Morze wzburzyło się szkwałem,
(...)
--- cały tekst ---
rankiem stanęła jesień w oknie
promienie słońca rozpieszczały
starca Rowleya
mirt begonię
białe motyle na firance
zatrzepotało
z zapatrzenia
wyrwało mnie
by nagle zdumieć
maleńki ptak na parapecie
stanął
zerkając stroszył pióra
seledynowe
połyskliwe
rozpostarł skrzydła
drżącą ręką
dotknęłam
bojąc się że zniknie
został
przysiadłszy na ramieniu
(...)
--- cały tekst ---
gdy się pojawia
cała w literkach
to myślisz - mądra
i pewnie piękna
już wyobrażasz
sobie że kiedyś
ujrzysz coś więcej
dotkniesz kobiety
a ona w słowne
sieci pajęcze
wciąga powoli
nie da ci szczęścia
Ja tylko chciałam,
żebyś mnie kochał
jak ja ciebie.
A jeśli nawet mniej, to nic.
Myślałam - może umiesz
maleńki skrawek nieba
dać mi na wszystkie dni.
Ja tylko chciałam
darować ci coś więcej
niż daje chory świat.
A ty?
Ty wszystko to co piękne
bez zbędnych sentymentów
zdeptałeś.
Niech to szlag!
Kolejna zima bez ciebie,
czas mija nieubłaganie.
Choć czasem w sercu mam zamęt,
to ciągle od nowa wierzę,
że los dnia pewnego przywiedzie
spełnienie tak wyczekane.
Wieczorem, a może nad ranem
przytulisz mnie mocno do siebie.
Marzenia lubią się spełniać,
więc fantazjuję bez końca,
o tym jak będzie nam pięknie
i nigdy się nie wyrzeknę
tej najprawdziwszej miłości,
gdy przeznaczony mi jesteś.
Grudzień dobiega do mety,
będzie się witał ze styczniem,
to stąd ta feta i przepych,
śmiechy, okrzyki tak liczne.
Bawcie się dziś jak najlepiej
zaproście marzenia i uśmiech,
a samo pojawi się szczęście
pochwyćcie, nim znowu gdzieś pójdzie.
Zatańczcie, zatulcie je mocno,
by chciało pozostać na zawsze,
niech pierzchną niesnaski i troski,
i stanie się Wam według pragnień.
znudzona
snuje się z kąta w kąt
w porozciąganych spodniach
powłóczy nogami
kapcie szurają
szur szur
w lodówce
nic dobrego
jak zwykle
a więc cokolwiek
bez apetytu
przeżuwa
dzień
zaraz się skończy
nie zazdroszczę
