Zmiana sposobu prezentacji
grzechu jesteś cała poprawnością
całości dopełnieniem rozkoszy świtem
taka mokra piękniejesz w modlitwach o niebo
na piedestale uczuć szum wiatru
uskrztdlony po stokroć twoim oddechem
wiję gniazda na poczet domu
jedyna gwiazdo jedynej nocy
z zachodem słońca
studenci w wolnym czasie imprezują
my w wolnym czasie nie mamy czasu
jedynie roczny zapas szeptów
jesteś wszystkim po to bym utonął pomiędzy
falami ud malujesz nieuchronność zdarzeń
spieniona zachłanność
kiedy tak płonę niczym fenomen
poczęcia łowię bogów karmisz piersią
prosto w delirium błądzące po omacku
usta drogą do dreszczy
pośród łanów zaplecione kłosy
zabierz różowe majtki z mojej twarzy
seksowna po raz trzeci nad ranem
dotykam jedwabiu skóry naprężonej do granic
ziarnami ta bajka zdaje się nie mieć końca
pomówmy teraz o twoich ramionach
nie śpiesz się podbijam stawkę
rozchylasz je lekko jak płatki róży
w których trwam aktywny
po korzeń kiedy wyrastasz kwiatem
pełna tajemnic
jakie oddałaś mi w wieczne posiadanie
bez słów zakamarkami ciała i duszy
jesteś wilgocią dopełnieniem rozkoszy światem
jeszcze piękniejsza w modlitwach o świt
ale tak zupełnie poważnie
bez tytułu jest zajebiście
skazanego (...)
--- cały tekst ---
palę znicze dla tych po tamtej stronie życia
zabiegani nie zawsze jesteśmy w stanie
pamiętać o tych którzy odeszli
a przecież tak wiele dla nas znaczyli
i choć brakuje nam ich na co dzień
tylko podświadomie przyjmujemy do wiadomości
że już ich nie ma
nasi bliscy
wszyscy ci którzy w naszym sercu
pozostają i pozostaną na zawsze
korzeniem budując kolejne drzewa
i zawsze w nich pokładając kolejne liście
rozkwitają wciąż kawałkiem siebie
niezapomnieniem które dopóki żyje w nas
dopóty pamięć o nich
nigdy nie zaginie
nie zapomnieliśmy
mamo, tato, siostro , bracie, synu , córko, dziadku, babciu, ciociu, wujku, przyjacielu, znajomy, etc
jesteśmy z Wami
wieczny odpoczynek racz im dać Panie
a światłość wiekujsta niechaj im świeci
na wieki wieków
............................................................................
*http://www.youtube.com/watch?v=hs_6pt6TJgU&list=RDhs_6pt6TJgUt=39
pierwsza i ostatnia strofa
skojarzyła mi się z niedopowiedzeniem
a pośrodku?
kilka zdań rzuconych mimochodem
na wiatr
już nie boli
pozwól mi unieść dym spod komina
iskry takie że nie wiem jak to się mogło stać
jednak
słowa zapisane koślawą stalówką
to tylko kilka wersów na temat perfidii wiosny
a teraz
tęcza pali się na podłodze
nie pisz więcej
lepiej pokornie załóż kapcie
a ja...
bosy wiem
że jest jeszcze ósme niebo
stosunek pomiędzy długościami boków
jednak bez trójkąta względem miar
wiatr strąca krople z drzew
a my
chociaż prostokątnie
paradoksalnie wywodzimy się z pojęć
jesteśmy jak kormorany wśród sitowia
geometrycznie rozpatrywani bez analizy
wiem
ta miłość to kwadratura koła nieskończona jak pi
zdefiniowana za pomocą
szeregów potęgowych
zbyt mało
abym mógł wyrazić to co czuję
samiec...
alfa
prawojazdy aktualneubezpieczenie
i dowódrejestracyjny
dzień dobry powiedziałem
ha jeździmy na ślepo pan dmuchnie
jak pech to na niebiesko
pouczony akademicko o przepisach ruchu
z belką nasraną na pagon
wypisał mandat za niemanie świateł
dziękuję powiedziałem
nie mądsz się pan bo dołożę dwa
nie po to pilnujemy żeby nie świecić
płaci pan dwieście piendziesiont
na miejscu czy kredytowy
na miejscu poproszę
pod nosem mrucząc jak pech to na niebiesko
a niebo szare pękało ze śmiechu
nasze schody prowadzą w dół
tak samo jak ostatnio kiedy wędrówka pod górę
zmęczona tęsknotą dała za wygraną z jabłkiem w dłoni
a ty gryząc kusząco stale przekraczałaś granice
poniekąd naga poniewierając moje myśli
to miał być tylko kieliszek szampana
a wszystko skończyło się nad ranem
o trzeciej trzydzieści po raz ósmy
wylałem soki w niebo otwarte na oścież
pełna pokus przebaczałaś bez pamięci
na kuchennym stole kreśląc wzory pożądania
sto linii kolumną pragnień
zapisałaś paznokciami dzikimi od mojej skóry
wtedy przyznaję oszalałem
na twoim punkcie bzik to mało powiedziane
czerpałem ze studni pisałaś mnie wodą na wiadra
bez dna pojąc sobą przez uchylone wrota
błagałaś daj jeszcze chwilę
skomlałem o każdy milimetr twojego dotyku
widnokrąg układał widoki poza zasiegiem życia
a my wyuzdaniem którego nie powstydziłoby się piekło
niebem wznosiliśmy toasty za nasze szczęście
te schody prowadzą w dół tak samo jak ostatnio
by nie pod górę tam gdzie nas nie ma
tak jak ostatnio w co drugiej twarzy księżyca
wypatrując nocy pełnych zawirowań
kiedy na prawdziwą nigdy nie jest za późno
puk puk... puk puk...
a za drzwiami okna zamknięte
na skraju lasu
w przedsionkach pełnych tajemnic
komory na full liści pękały od zieleni
czerwonej latem na granicach pulsu
mknąc dalej i dalej po sens zwany miłością
eksplodowałem u progu drzew
gdzie ptaki wiły swoje gniazda
ubrany w pióra łaknące deszczu
spijałem purpurę z krwi naszych serc
biciem w rytmie stworzenia byłaś tak blisko
tętnem we dwoje otwierając
przestrzenie jak nikt inny nie potrafi
dalej za rogiem na skraju lasu
zgubiłaś skrzydła zniżając lot
w przedsionkach pełnych tajemnic
reanimując zieleń popękaną od liści
dzięcioł
nie wiem dlaczego
i nie wiem jak to się stało
było ciebie za dużo
teraz ciebie zbyt mało
nie wiem jak to się stało
i nie wiem dlaczego
chciałem mieć dom z betonu_
postawiłem z lego
już dawno się tak nie rozebrałem
nie ma tu drugiego dania
był dobry dom do czasu
a niedziele?
miałem dosyć twojej mamy
teścia co wszystko wie najlepiej
jedynie w pończochach
nigdy nie zauważałaś moich oczek
możliwe że odchodzimy
kocham cię
to najpiękniejsze kłamstwo o jakim słyszał świat
a przecież
robiłaś takie pyszne schabowe z młodą kapustą
teraz jedynie
muszę coś postanowić
zamówię nam pizzę chcesz
to też podobno da sie jeść chociaż
te schabowe z kapustą
były ponad
jak cała Ty
i twoje
schabowe z kapustą
ja tylko
udaję
że wolę fastfudy
