13 maja 2012

poezja

iw
iw

przebudzenie

ot po prostu tak zasnęłam
na trzy zimy i jesienie
lata wiosny nie pamiętam
są jak cienie

obudziłeś mnie spojrzeniem
pod dotykiem drgnęłam cała
słowem oczy otworzyłeś
choć się bałam

założyłeś mi czółenka
z nóg zrzuciłam je ze złością
a sukienka była dla mnie
w gardle ością

lustro zbiłam gdy rzucałam
nie chcąc widzieć próżni w głębi
choć ta próżnia już odeszła
jeszcze cierpi

przycupnąłeś z brzegu łóżka
nie dawałeś za wygraną
jakbyś wiedział że me serce
jedną raną

mą apteczką lekiem plastrem
tak stawałeś się powoli
zagoiłeś wszystkie rany
już nie boli

być kobietą - cóż to znaczy
w domu mieście na ulicy
twe spojrzenie mówi wszystko
to się liczy

śpię spokojnie chociaż czujnie
z nóg swych butów już nie zrzucam
na ramieniu mym torebka
w drogę ruszam

Jarosław Jabrzemski
13 maja 2012 o 21:01

Tak dla strofy saficznej (prawie). Tekst deprecjonują szpetne zaimki.

zgłoś

iw
13 maja 2012 o 22:47

bardzo dziękuję, jedynie "szpetnie" (nie przepadam za tym słowem) zamieniłabym na "brzydkie"...za zgodą Pana oczywiście. Każdy komentarz jest mi niezwykle pomocny w mojej pracy, więc mam nadzieję, że mogę i na Pana dalszą pomoc liczyć:) Pozwolę sobie czasami, po cichu, z boku, by...innych nie drażnić. Pozdrawiam, życząc miłej nocy.

zgłoś

Bazyliszek
14 maja 2012 o 17:59

można zrobić z tego fajna piosenkę:))

zgłoś

Kontakt z redakcją



Zgłoś nadużycie


Opcja dostępna tylko dla użytkowników zalogowanych. Zarejestruj się