|
| |
|
WSZYSTKIE PRACE
Poezja (283) Proza (7) Dziennik (43) Fotografia (6) Grafika (1)
Pocztówka poetycka (2) O autorze Znajomi (55) | |
Zmiana sposobu prezentacji
- Dzień dobry, kochanie. Dzwonię by dowiedzieć się, czy nie masz nic przeciwko, że wpadnę dziś wieczorem na noc z tobą, piękna.
- Oczywiście, że nie mam nic przeciwko! Nie mam też papierosów, pończoch, wina, miejsca w torebce, pieniędzy na nową sukienkę, a kot zjadł mi szminkę.
- Kupię wódkę, świeczki i kiełbasę.
- Kup, postaw na wycieraczce, zadzwoń i idź sobie.
- Ale mam niedosyt, wiesz, żona narysowała czerwoną linię na granicy łóżka i muszę mieścić się na sofie.
- Poszukaj sobie innej kochanki, lubię gdy wpadasz, ale nie wszystko na raz, na razie potrzebuję numeru telefonu do Marcyśki.
- Po co?
- Ma moją książkę, tomik rudej poetki i wino gruzińskie, moje ulubione. I jeszcze zwinny język.
- Trójkąt?
- Kochany, kochany, trójkąt to możesz sobie wyznaczyć na trasie kwiaciarnia, łóżko z żoną i praca. Moje mieszkanie nie pasuje do schematu. Ostatecznie możesz wymienić kwiaciarnię na sklep jubilerski.
- Chcesz perły?
- A po co? Nie przyjmuję oświadczyn od nikogo, nie bierz tego do siebie. Mam taki styl bycia.
- Nie wierzę, że to twoje ostatnie słowo.
- A ja nie wierzę w przepowiednie, horoskopy, sny, wróżby i męskie obietnice. Chociaż jeden Michał jest całkiem niezły.
- Zdradzasz mnie.
- Oczywiście. Ale miałeś zrobić zakupy, kup whiskey, ser i salami. I idź sobie, nie lubię nieudaczników. A, poproszę jeszcze (...)
--- cały tekst ---
co się robi zamiast tego, co się robić powinno
Na przykład bierze się najpotrzebniejsze rzeczy, czyli laptopa, scyzoryk i nowe atłasowe majtki i postanawia się wyruszyć na poszukiwanie bezludnej wyspy, a przynajmniej takiej, gdzie ludzkie odciski nie są spotykane co pół metra.
Najpierw jednak trzeba zmienić śliczną czarną skórzaną sukienkę na równie śliczną, ale różniącą się kolorem, bo zieloną, sukienkę oraz, rzecz jasna, nowe szpileczki z wyciętym palcem pomalowanym na łososiowo na glany o trzy numery za duże, ale liczy sę twardość podeszwy i kopniaków, bo ewentualnie można wepchnąć w miejsce luzu jakieś liście czy niekłujące patyczki.
Następnie wysypuje się zawartość torebki, którą nosi się na co dzień, i dzieli rzeczy znalezione w niej na dwa stosy. Po prawej ląduje latarka, szminka, krem na odciski i balsam na spierzchnięte usta, nowe balerinki, srebrny wisiorek od trzeciego byłego od końca, klucze od niewiadomo czego oraz kluczyk od pamiętnika zagubionego piętnaście lat temu, wizytówka agencji towarzyskiej, paragon z numerem przystojniaka z którejś knajpy, ale której i którego nie ma się już pewności, bo drinki są jak kolorowe lampki bożonarodzeniowe - nigdy ich za wiele, awizo, pomięte chusteczki, pocztówka od przyjaciółki, papierek po cukierku, żelki oraz nożyczki i pilniczek.
Natomiast na drugą kupę składają się dwa scyzoryki, zapałki i zapalniczka benzynowa bez benzyny, kawałek drutu, tusz do (...)
--- cały tekst ---
co się robi zamiast tego, co się robić powinno
Na przykład wstaje się po jedenastu godzinach snu i nie ma się pojęcia ani gdzie się jest, ani która jest godzina, ani co powinno się robić, by nie robić tego, co się robić powinno.
Więc pije się jedną kawę na dwie, góra trzy godziny, penetruje torbę siostry w poszukiwaniu papierosów, których oczywiście nie ma się zamiaru palić i sprawdza, bezmyślnie, czy galaretka stojąca całą noc w lodówce już zastygła. A potem bierze się słoik Nutelli, pakuje go do zamrażarki i wychodzi na spotkanie ze skwarem.
Wychodzi się, następnie wraca w celu zmiany koszulki i posmarowania twarzy po raz enty warstwą kremu z filtrem, wychodzi się, wraca z myślą, że sandały na koturnie się jednak nie nadają, wychodzi, robi pięć i pół kroku tylko po to, by wrócić te pięć i pół kroku z powrotem pod próg, bo zapomniało się, że dwulitrowa butla wody swoje waży, a w wielbłąda nie ma zamiaru się zmieniać, bo niby damska torebka zawiera wszystko, ale bez przesady, wychodzi i, na szczęście dla całego społeczeństwa, już nie wraca.
Idzie się sprawdzić, czy chłopcy z placu broni jeszcze nie zginęli od kotków odbitych w obudowie drewnianej broni. Bo koty dostają kota gdy zaczynamy się z nimi bawić w czerwoną kropkę. A że ludzie są mniej inteligentni od kotów, bez obrazy dla kotów oczywiście, to dlaczego też nie mieliby dostać kota, świnki i padaczki, gdy słońce bawi się z nimi w czarne (...)
--- cały tekst ---
co się robi zamiast tego, co się robić powinno
Na przykład wychodzi się z założenia, że wyjęcie stopy z buta ma swoje dobre strony i idzie się jak ten fakir po rozżarzonych węglach czy inny miłośnik koszul w fantazyjne wzory boso naokoło świata. A dokładniej, by było bezpieczniej i bez niepotrzebnych otarć i zadrapań, do ogrodu na zieloną trawkę, by poskakać jak pijany zając po mieszance prochów i trawy.
I wtedy przypomina się opowieść przeżyta na własnej skórze, wtedy ciemnej jak czekoladka, bo, jak dotąd, nie miała jeszcze okazji się opalić i zacząć wyglądać w miarę porządnie.
A było tak... Albo nie, nie było tak czy inaczej, było sobie po prostu morze, z piaszczystym brzegiem, plażą nudystów, na którą, na szczęście, nie zawędrowałam, skwierczącymi na słońcu kawałkami mięsiwa, budkami z lodami i napojem bogów, cuchnącymi toaletami, stromym zejściem, bo miejsce znajdowało się na klifie, oraz z dwójką zakochanych. A przynajmniej ja bardzo skrętnie udawałam zainteresowanie z powodu, który powoduje znacznie gorsze zachowania, a dokładniej z nudów.
Pewnego razu siedziałam u Dawidka na łóżku, bo, jak sam powiedział, kolana ma słabe i mu niewygodnie mnie na nich sadzać. Czyli po prostu byłam za ciężka. Ale kij z nim, chudnąć nie zamierzam, jedzenie to jedna z niewielu przyjemności na tym świecie, oczywiście poza... Więc siedziałam, siedziałam, aż zapukał sąsiad, by zapytać, czy nie mamy ochoty (...)
--- cały tekst ---
co się robi zamiast tego, co się robić powinno
Na przykład zostaje się bohaterem bez obcisłych rajtuz i palenia jednego papierosa za drugim. Nosi się wysokie na pięć centymetrów koturny, sukienkę w czarno niebieskie kwiaty i okulary przeciwsłoneczne akurat w chwili, gdy zbiera się na burzę.
Taki bohater, tfu, bohaterka, bo przecież długie włosy też mają znaczenie, zapisuje kolejne pokolenia chłopców i facetów w złotej księdze pod pięknym, zawadiackim tytułem: Przetestowani.
A taki zeszyt jest magiczny - nikt nie jest w stanie do niego zajrzeć, oczywiście poza samą zainteresowaną, a jeśli jakimś cudem uda się otworzyć okładki, których wcale nie spina kłódka wielkości pięści, zobaczy jedną stronę, czystą jak łza z oka dziewicy.
Bo łzy z oczu bohaterki czyste nie są, chociaż nie zawsze da się ten stan rzeczy stwierdzić bez mikroskopu, bo wiadomo - tusz, kredka, jad z głębi duszy, zapomniane skrzydełka muszki, rozkładające się drobinki piasku i nienawiści zabarwiają te łzy tak, że policzki bywają czarne a dzieci nie chcą dostać buziaka od cioci z takimi ubrudzonymi dłońmi.
A dlaczego bohaterka zapisuje? Każdy ma jakieś hobby, jedni mniej lub bardziej głupie, ale zawsze jakieś. Nie jest to tak nudne jak zbieranie i układanie do snu znaczków, bez obrazy dla znaczków, ani tak ekstremalne jak noszenie codziennie innych bawełnianych kalesonów, oczywiście latem bez spodni.
Zapisuje, (...)
--- cały tekst ---
co się robi zamiast tego, co się robić powinno
Na przykład nachodzi ochota by opowiedzieć bajkę o tańczącym nożu. Tak na wesoło i z połyskiem stalowego ostrza.
Otóż pewnego dnia niziutka panna Adusia Nożeczkowa dowiedziała się, że jest w ciąży ze swoim ukochanym Tomkiem Rozpruwaczkiem. Niestety, były to czasy, gdy kobieta z brzuchem a bez obrączki była uważana za najgorsze zło. Większe nawet niż sam czort ze wszystkimi swymi kumoszkami i plotkarami. I tym sposobem panna zmieniła się w panią Rozpruwaczkową.
Urodził się chłopiec, którego nazwano Maćko, ale kumple z podwórka przezywali go Gwizdkiem. Nikt nie wie dlaczego, chyba sami chłopcy, gdyby zostali postawieni w krzyżowy ogień pytań, zakręciliby się w odpowiedziach jak baletnica w za dużych o trzy numery trampkach.
Chłopiec rósł, mężniał z dnia na dzień i z nocy na noc podczas przeglądania przy świetle latarki rozkrojonych i wypatroszonych świerszczyków. Podczas pewnej podsłuchanej rozmowy dowiedział się, że jego ojciec chrzestny nie chce już być ojcem chrzestnym, bo to podobno męczące zajęcie dla kogoś, komu najbardziej zależy tylko na podrywaniu ślicznych i szczupłych skalpelek. Za to właśnie znielubił wujka Brzytwę, nosił więc coraz dłuższe włosy i coś, co w ostateczności można nazwać meszkiem.
Pewnego dnia, a było to chyba na trzecim roku studiów na wydziale metalurgicznym, Gwizdek spotkał miłość swego kruchego życia. Oczywiście, (...)
--- cały tekst ---
co się robi zamiast tego, co się robić powinno
Na przykład postanawia się napisać poradnik uwodzenia nie tylko mężczyzn, ale i kobiet. W końcu z jakiegoś powodu powiło się na świecie przysłowie czy tam powiedzenie, że aby życie miało smaczek, raz dziewczynka, raz chłopaczek. Byle nie za chudy!
Bo, jak wiadomo, a jeśli nie wiadomo, to można wyjść się przewietrzyć, odświeżyć szare i srebrne komórki, a przy okazji nabrać nowego spojrzenia bez wymiany soczewek czy wizyty u okulisty. Chociaż z drugiej strony trzeba być naprawdę osamotnionym samotnikiem, by nie zauważyć mody, która namawia dziewczyny, by były chudsze niż patyki od szczotki czy pogrzebacze.
Chodzą takie, strach dotknąć nie tylko dlatego, że można dostać w twarz, ale też dlatego, że nie wiadomo, czy nie rozsypią się jak ziarnka piasku na wiejskiej ścieżce. A jakby centymetrów brakowało i tak długim nogom, trzeba jeszcze zaopatrzyć się w szczudła zwane potocznie piętnastocentymetrowymi szpilkami. Jak w takim czymś w ogóle da się utrzymać równowagę?! Ktoś może ma informacje z pierwszej ręki?
Różne mody panoszyły się na tym kolorowym padole, chociażby poduszkowe ramiona, koronkowe kołnierzyki i rękawiczki noszone zawsze i wszędzie, nawet jeśli etykieta nie pozwalała, kapelusze i fryzury afro czy z pasemkami, które miały za zadanie rozświetlać twarz a głównie skupiały uwagę na odrostach, które zdecydowanie powinny być niezauważalne. Chociaż moda (...)
--- cały tekst ---
co się robi zamiast tego, co się robić powinno
Na przykład postanawia się zostać tłumaczem tego, jak to można niedosłyszeć i mimo wszystko wychodzić z założenia, że koledzy mogą być i niesłyszący, ale ukochany ma słyszeć normalnie.
Dlatego chodzi się na randki raz na tydzień, robiąc twarz tylko po to, by dowiedzieć się, że nie iskrzy. Chyba powinno się zainwestować w zapalniczkę i za każdym razem, gdy usłyszy się już niemal tradycyjny tekst, trzeba wziąć i pstryknąć nieszczęśnikowi przed nosem. Może się uda zapalić? Nos oczywiście, bo na takie miłostki szkoda czasu i atlasu.
A wiadomo, kolorowo z takimi uszyskami nie jest, ale szary to też jakiś tam odcień w palecie barw, zresztą nawet fajny. Można dodać do tego czerwony akcent wprost z wymarzonych Włoch czy innej Hiszpanii i juz nie jest nudno.
Kiedyś, dawno, dawno, ze dwa miliony lat temu i trochę na dokładkę, udawało się, że już na zawsze będzie się seksowną singielką, bo stara panna ani ładnie nie brzmi, ani dobrze się nie kojarzy, ani w ogóle nie wygląda dobrze, gdy wymawia to nastolatka. Nawet trzasnęło się zeszytem jednego takiego, bo powiedział, ze wada słuchu jest zaraźliwa. Ciekawe, czy zmądrzał.
A w urzędach czy innych miejscach, gdzie się chodzi na bezkofeinową kawę z szesnastoma łyżeczkami cukru, musi się najpierw uświadomić szanowne panie siedzące za biurkiem czy szybką, że niepełnosprawność słuchowa nie musi być (...)
--- cały tekst ---
co się robi zamiast tego, co się robić powinno
Na przykład postanawia się zostać klockiem lego. I to wcale nie po to by wbijać się nieświadomym mamusiom i tatusiom w stopy. Chociaż... ponoć akupunktura zaliczana jest do zabiegów dobrych dla ciała i ducha.
Te ostatnie snują się jak kościelny po mękach po domu od wschodu do zachodu i jeszcze godzinkę dłużej, narzekając przy okazji, że: a - nie ma nic zimnego do picia, b - nie ma nic słodkiego do jedzenia i c - nikomu nie chce się nigdzie lecieć.
A wiadomo - w taką pogodę nawet miotły wszelkich skrytociemnych wiedźm i czarownic mówią stanowczo nie swoim właścicielkom, które powinny najpierw odrobinę odchudzić cztery litery, chociaż z drugiej strony im pulchniejsze tym bardziej miękkie lądowanie.
Miotły, a nawet, o zgrozo, odkurzacze, strajkują a wiadomo - każdy strajk musi skończyć się zubożeniem czegoś tam któreś ze stron.
Diet natomiast jest tyle, że gdyby każdy człowiek na świecie stosował inną, i tak by zostało jeszcze kilka niezajętych, którymi zawsze możemy się podzielić z ufolkami, oczywiście jeśli przylatują do nas w pokojowych zamiarach.
No to teraz czas na rachunek nie sumienia a strat i zysków. Żałujesz, że nie dałaś się pocałować Maćkowi pod biurkiem wychowawczyni w trzeciej klasie podstawówki? To żałuj dalej, jedna literka jest już odrobinkę szczuplejsza.
Teraz zastanówmy się - nie lubisz ćwiczyć, (...)
--- cały tekst ---
co się robi zamiast tego, co się robić powinno
Na przykład postanawia się zostać szefową kuchni i zagląda się do lodówki, w której, jak zawsze, nie ma absolutnie nic zjadliwego.
Więc penetruje się szuflady, bo, a nóż widelec, znajdą się gdzieś te małe zielone urwisy, zwane popularnie szparagami.
Potrafią wejść wszędzie, zwłaszcza na kubki postawione na języku dokładnie o dwudziestej trzeciej trzydzieści i udawać, że one tylko dla zabawy, żeby sobie pomajtać nóżkami. A obietnice złożone na świętą księgę czerwonej magii idą się huśtać na źdźbłach trawy niedaleko wejścia do ziemianki.
A stamtąd wyglądają rozdandysowane chińskie ogóreczki, które stwierdziły, że nie do twarzy im w kolorze zielonym, dlatego też wybierają się w podróż z duchem czasu i będą od teraz chodzić w czerwonych koszulach, buraczkowych spodniach, różowych skarpetkach i fioletowych nausznikach. A, i jeszcze pomarańczowe szelki!
Takie kolorowe, unowocześnione ogóreczki wybrały się do sąsiada na wódkę. Niestety zapomniały, że ten ostatni dostał zawiasy za sadystyczne podejście do życia. Poucinał wszystkim wiewiórkom w sąsiedztwie ogony, a następnie stwierdził, że nie musi już kupować żonie lisa, bo i tak będzie się tylko kurzył.
No i ten Władek, zwany przez ziomków Cieniaskiem, wziął nóż i w kilka sekund zmienił pięknie odstawione ogóreczki w kostkę, którą potem zagryzał niezliczone kieliszki (...)
--- cały tekst ---
co się robi zamiast tego, co się robić powinno
Na przykład wyciąga się stary zeszyt w dwie linie i próbuje się nie wybuchnąć śmiechem na widok kulfonów jakie stawiało się w podstawówce.
Niesprawiedliwość polegała na tym, że na trzydzieści osób w klasie tylko jednemu Mateuszowi, synowi nauczycielki, pozwolono pisać w zeszycie w jedną linię. Chociaż fakt faktem, że pisać zgrabnie i powabnie to on umiał.
Ale żeby posiąść jego wpis w pamiętniku, konieczne były korepetycje z latania z piórnikiem i bicia nim po głowie. Niestety, kredki mają to do siebie, że do najbardziej miękkich rzeczy na świecie nie należą.
Więc się udawało, że to nieważne, nieistotne, że Maciek bardziej się podoba, a gdy dwaj nałogowi dyżurni wychodzili na wielkie zamiatanie ogromnego korytarza, biegło się do trzeciej od końca ławki przy oknie i próbowało się posykiwaniem zwrócić uwagę tego jednego.
(Z drugiej strony jakiś historyk mógłby powiedzieć, że dlatego właśnie narodziła się słabość do brunetów a nie do rudych chociażby.)
A potem zwinęło się siostrzynie naklejki i naklejało uśmiechnięte i błyszczące brokatem buźki obok najcenniejszych wpisów.
Ten zdobyty z jakże wielkim trudem miał zaledwie jedną buźkę. bo najukochańszy wpis był od pani ze świetlicy, która kiedyś chciała wyrzucać niegrzeczne dzieci przez okno. Na trzecim piętrze.
A napisała, że:
--- cały tekst ---
