27 czerwca 2011

proza

Wieśniak M
Wieśniak M

Zośka

Mieliście do czynienia z moberem? Wiecie jak to jest?
Zosia miała. Za trzecim przestała zmieniać . Gorzko przełykała przeznaczenie.
Wgryzła się w swoje stanowisko zaległymi opłatami, rachunkami od ortodonty dla córki. Okopała się na pozycji daleko odbiegającej od faktu posiadania dwóch fakultetów.
Żyła w ciągłym napięciu nieprzespanych nocy. Złośliwych czerwonych świateł za pięć ósma. Niesprawnych wind. Trenowała coraz to wymyślniejsze postawy przezroczystości. Schodziła z drogi każdemu spojrzeniu. Nasłuchiwała odgłosu klamki, modląc się o chwilę bez strachu.
Praca wracała z nią do domu, tonami antydepresantów. Poharatane życiem od dwudziestu lat bez urlopu wpędziło ją w zaklęty krąg życia bez radości . Bez nadziei. Bez wiary.
Córka zdąrzyła wrócić od męża, gdy ten znalazł nowy cel dla pięści.
I wtedy na biurku odnalazła wypowiedzenie z pracy.
Dlatego kupiła bilet na Bali spieniężając polisę na życie.
Pokój był czysty zadbany, a chłopiec hotelowy uśmiechał się za pięć dolarów. Po raz pierwszy zasnęła naprawdę mocno.
Prosiła aby rozsypać ją pod Przasnyszem , na polu łubinu.

gabrysia cabaj
27 czerwca 2011 o 10:19

czy to o kimś konkretnym? wstrząsające - karma???

zgłoś

Wieśniak M
27 czerwca 2011 o 11:11

Tak , to czyjeś życie. :(

zgłoś

Towarzysz ze strefy Ciszy
27 czerwca 2011 o 10:24

oj mocno mocno... transformator zycia zwarl sie ze smiercia i iskrzy...

zgłoś

Wieśniak M
27 czerwca 2011 o 11:13

mam wrażenie że czasem ludzie podążają bezwiednie do swojego celu...

zgłoś

Towarzysz ze strefy Ciszy
27 czerwca 2011 o 11:14

czasem z nim sie bezwiednie rozmijaja...

zgłoś

Istar
27 czerwca 2011 o 14:54

a czasem całkiem zapominają być ludźmi..

zgłoś

Wieśniak M
27 czerwca 2011 o 16:12

Lecz zawsze cel na nich czeka gdzieś za rogiem - bewiadnie;)

zgłoś

Ania Ostrowska
3 lipca 2011 o 23:26

Bardzo lubię takie krótkie formy, bez opisów i z wysokim stężeniem emocji. Takie, że ciarki chodzą po plecach, a mimowolną, pierwszą myślą po przeczytaniu jest zawstydzenie z powodu własnych narzekań na przypadłości losu. I tym razem tak było, świetnie Ci się ta sztuka udała, naprawdę. Z technikaliów na pewno do poprawienia jest "zdążyła" i z przecinkami trzeba by zawalczyć, ale tu wolałabym nic nic sugerować, żeby nie naknocić bardziej :) Pozdrawiam

zgłoś

Wieśniak M
3 lipca 2011 o 23:31

dziękuję Aniu za sugestię. Przyznam że interpunkcja to moja słaba strona. Zawstydzenie jest jak najbardziej zasadne. To się dzieje obok nas tuż obok, czasem nas dotyczy. Gdzieś tam wchodzi w nawyk coraz silniej zabierając radość życia. Dziękuję Aniu:)))

zgłoś

Ania Ostrowska
3 lipca 2011 o 23:50

Cała przyjemność po mojej stronie :)

zgłoś

issa
4 lipca 2011 o 00:32

Wydaje się, że we fragmencie: "Poharatane życiem od dwudziestu lat bez urlopu wpędziło ją w zaklęty krąg życia bez radości . Bez nadziei. Bez wiary" - narrator jest tak diablo ofiarnie, jak zbędnie wszechwiedzący. I jeszcze może niekoniecznie zdania w stylu, który sprawia wrażenie pustego znaczeniowo czy pobożnie pozorującego istotność: "Gorzko przełykała przeznaczenie"? Wg mnie nierówny tekst. Mocną stroną są detale, a osłabia go zamiatanie lirycznym trenem jak ogonem. Poza tym, tyle razy już stosowano suspens z gwałtowną, a malowniczą śmiercią, że w końcu wydaje się mniej zaskakujący, niżby było niespodzianką opowiadanie czytane od końca. Mówię serio. Czyli, z początkiem "Prosiła aby rozsypać ją pod Przasnyszem, na polu łubinu", a końcem "Mieliście do czynienia z moberem? Wiecie jak to jest?". Oczywiście, byłyby wtedy potrzebne drobne korekty dla logiki narracji, ale kosmetyczne tylko. Pozdrowienie z niedźwiedziej łapy.

zgłoś

Wieśniak M
4 lipca 2011 o 12:28

Czyli do bani :(. Proponowany przez Ciebie Isso zabieg przemeblowuje opowiadanie. Odwraca kolejność oswajania się ze smutnym życiem Zosi.Powstałaby opowieść alternatywna. Której finałem zapowiedzianej na wstępie śmierci, byłoby podanie jej powodu. Hmmmm pomyslę....może napiszę tę nową Zosię.....kiedyś:))) Dzieki za obecność isso:)))))

zgłoś

issa
4 lipca 2011 o 14:11

Nie do bani - uparła się. - Dobani jest Twoje, nie moje:) Wg mnie Ty mógłbyś opowiadać magicznie. Może z mniejszą beztroską niż sobie teraz zapisujesz rozmaite obrazki;) Wiesz, to jest dość okropna opowieść: tyle lat brnięcia w śmierć, według niezmiennego wzorca. Kiedy odwraca się kolejność, można mieć wrażenie, że dopiero z odwróceniem zaczyna się od życia/narodzin - na Bali, w łubinie, a kończy na śmierci - tam, gdzie pytanie o mobera. Zjawiska stają się wtedy w opowieści tym, czym są naprawdę, w działaniu, w skutkach, a nie czym są tylko z nazwy, konwencji, niekwestionowanej oczywistości, ze zwodniczego wyglądu. Stąd z mojego punktu widzenia tak właśnie, od łubinu, historia rozwija się w zgodzie z Twoim zamierzeniem ;d Ech, nie wiem, czy wystarczająco jasno wyjęzyczyłam, o co mi chodzi.

zgłoś

Kontakt z redakcją



Zgłoś nadużycie


Opcja dostępna tylko dla użytkowników zalogowanych. Zarejestruj się