Ryszard Kowalski
WSZYSTKIE PRACE Poezja (61)
O autorze Znajomi (2)

Zmiana sposobu prezentacji

Jabłonka.

Niwa, sad z kapiącym deszczem,
las jabłoni plony wieszczy,
jedna jabłoń na tej scenie,
wzbudza troskę i zmartwienie.
Niewysoka i pogięta, łatwo daje się wiatrowi,
„Jak jej pomóc? Może wyciąć?”- ogrodnik się poci, głowi.
Majem kwitła. „Będą psiorki
z lichej, sadu lokatorki”.
Sierpień słońcem sad wygrzewa,
nocą zdarza się ulewa,
ale ranek, to gra cieni,
skórka jabłek się rumieni
a sadownik zauważył,
że malutkiej też się darzy,
też jabłuszka ma dorodne,
stołów pańskich jakże godne.
Czerwień wybarwiła plony,
czas na zbiory w sadzie goni.
Wzrok tej małej jabłkiem kusi,
że choć nie chcesz ale musisz
sprawdzić zaraz, czy uroda,
równa w smaku drzewka płodach.
I tu podziw, zaskoczenie,
(...)

--- cały tekst ---

Gdzie są tamte dzieci?

Gdzie się podziała dziatwa nasza,
ta spod trzepaka z piaskownicy,
plac zabaw ciszę pozapraszał,
podwórko pełne aut, milczy.
Nie ma gry w klasy, gry w zbijaka,
siedzenia w śmiechu, gdzieś na murku,
brzęku szkła nie ma, nie ma draki,
po strzale Deyny na podwórku.
W podchody już się nikt nie bawi,
ci z chowanego się pokryli,
czas przykrość wielką dzieciom sprawił,
bo dziś ich nie ma, chociaż byli.
Muzyka z ławki już nie płynie
i dźwięku strun nie chłoną uszy.
Każdy czas mija i to minie,
co wzbrania  dzieciom z domu ruszyć.
Co wzbrania przygód szukać w lesie,
zaś duchy spotkać gdzieś w Nidzicy
cieszyć się liśćmi, kiedy jesień
i marzyć, chodząc po ulicy.
Playstation schowa się w lamusie,
komputer przyśnie z włosem siwem,
pozwolą dziatwie w plener uciec,
by odkryć, co tam jeszcze żywe.

Ostatni pokorny.

Kim ja jestem, że ciągle muszę,
usprawiedliwiać przewinienia,
i wnikać w winowajcy duszę,
że nie miał nic już do stracenia.
 
Że to był mariaż z desperacją,
bo tępy upór adwersarza….
Mam się nie chwalić swoją racją
i za sędziego nie uważać.
 
Znosić mam, co tak bardzo boli,
przykrywać ranę codziennością,
dorabiać przy tym do swej doli,
normalność, tkaną wraz z podłością.
 
Czemu wszak dla mnie taka rola?
Pokory ze mnie jest wybraniec?
Innym podłości i swawola
a mnie zaś knebel i kaganiec?
 
Skarg na mnie ciągle słyszę słowa,
zmrużone ku mnie ślą spojrzenia,
że w końcu krzyknę: - Wszak niemowa,
ma czasem coś do powiedzenia!

20 lutego 2016

poezja

Ryszard Kowalski
Ryszard Kowalski

Bezsenność 7.12.2014r.

Bezsenność, to dziecko obawy i troski,
bezsenność, potomkiem zerwanej przyjaźni,
bezsenność – z przeszłością pozrywane mosty,
przez głupią sprzeczkę, pełną słownej łaźni.
Bezsenność  jest strachem, co dopada rano,
lub przykrym wspomnieniem, wieczornej zabawy,
która zostawiła nam rozstania wiano
i lęk spotęguje, do pierwszej rozprawy.
Bezsenność z miłością - kaleką się brata,
po alkohol sięga, bo na sen lekarstwo,
bezsenność  nie umie, dnia bez niej połatać,
jak reagować  na dotyk, czy łgarstwo.
A kiedy bezsenność ma dość bezsenności,
tej drogi pokutnej, przez łzy i przez mękę,
to psa przygarnie - oaza miłości,
ten sen przywróci, gdy poliże rękę.

20 lutego 2016

poezja

Ryszard Kowalski
Ryszard Kowalski

Brzydota i Pragnienie 6.10.2015r.

Brzydota, Pragnienie gościńcem spotkała,
Stanęła jak wryta, wstydząca się cała.
Poczuła, że chwila jest dlań wyjątkowa,
że czeka ją nader, ocena surowa.
Myślami jej włada, już tylko Pragnienie
i marzy przytulić, życiowe marzenie!
Pragnienie, pogardą prychnęło ze twarzy:
- Nie folguj nadziei, bo nic się nie zdarzy.
Dlaczego brzydota i starość są parą?
Kulą się wspierasz i twarz masz tak starą,
i gadasz poważnie i liczysz pieniądze,
to nie jest grunt dobry, zadowolić rządze.
Brzydota odeszła, powlokła się drogą,
prawda i zła szczerość, wszak załamać mogą.
Pragnienie ze śpiewem, dziarsko w swoją stronę
podążyło. Żegnały Brzydoty łzy słone
i żal, że coś przeszło i to bezpowrotnie…
Pragnienie wodziło, po wszystkich zalotnie…
Nagle się oczy zrobiły baranie…
Gościńcem kroczyło, piękne Pożądanie.
Uśmiech, dyg powieki, jakieś pozdrowienie…
Prychnęło Pożądanie: - Weź, wyrwij korzenie
i nawróć się z drogi, bo przejście blokujesz!
(...)

--- cały tekst ---

20 lutego 2016

poezja

Ryszard Kowalski
Ryszard Kowalski

Czy warto być ładną? 22.12.2012 r.

Być ładną - zaleta czy może przekleństwo?
A może to losu ironia, szaleństwo?
Gdzie piękno ma uciec gdy samo być pragnie?
Choć rzadko, to fiasko i piękno dopadnie.
Dla piękna samotność to prawie jak święta,
jednego przepędzi to drugi się pęta.
Pół biedy gdy pięknu natręty rozrywką,
rajcuje z przedziałkiem, porajcuje z grzywką,
też łysy podsunie mu piękną łysinę.
Próżne piękno leczy zazwyczaj klin klinem,
byle wolny słuchacz mu nadstawiał ucha.
Bo próżne piękno niezbyt lubi słuchać.
Takie piękno pracę traktuje jak karę,
rodzice mu misję wpajali jak wiarę
a cel był prosty, pieniądze, kariera,
podróże, kreacje, willa, et cetera.
Byle się wyróżniało piękno pośród tłumu,
i wtedy mu zbraknie jednego – rozumu.
Piękno z rozumem nie chadzają w parze,
bo po co mu rozum w kawiarni, czy barze?

11 lutego 2016

poezja

Ryszard Kowalski
Ryszard Kowalski

Mniszek 23.04.2014r.

Mniszek był u jubilera, po szlachetny kruszec,
nabył metal czystej próby, to przyznać mu muszę.
Pewnie zbierał całą zimę, centuś z tego mniszka
w międzyczasie pewnie była, niejedna, podwyżka.
Trud zazwyczaj się opłaca, doceniam starania,
dzisiaj złotem się za oknem mi obraz odsłania,
na zielonym w krąg dywanie, konkuruje słońcem
i rozpieszcza moje oczy, na tej drogiej łące.
Wabi pszczoły i motyle, znani koneserzy,
robią z niego wino złote, aż trudno uwierzyć,
robią z niego specyfiki, na jakieś choroby….
We mnie drzemie mocny magnes na złote wyroby.
 
I wpatrzony w to zjawisko, powziąłem decyzję,
by przed zimą, móc ocalić, zaokienną wizję.
Wziąłem koszyk i do parku, po to szczere złoto…
i stanąłem tam jak wryty: - O, mój Boże…, co to?
Oderwałem więc łodyżkę, sam kwiatek to mało
a tu z kwiatka białe pierze w niebo uleciało.
Każde piórko w inną stronę. Nie, ja w to nie wierzę,
jeszcze wczoraj było złoto a dzisiaj już pierze?
 
To klątwa jest czarownika w tej pierzastej gali,
(...)

--- cały tekst ---

11 lutego 2016

poezja

Ryszard Kowalski
Ryszard Kowalski

Szczęśliwe myśli. 29.10.2013 r.

Moje myśli są w szczęśliwszej sytuacji,
bo choć także upływ czasu je zezłości,
zawsze, przecież, mogą wyjść z mej alienacji,
i swobodnie mogą wrócić do młodości.
 
Do kolegów, koleżanek, szkolnej ławy,
do parkowych, pod księżycem, słodkich zwierzeń,
do wypitej, wraz z dziewczyną, pierwszej kawy,
która w szczęściu wypróżniła moją kieszeń.
 
Może wrócić na ulicę pełną gwaru,
gdzie mieszkańców życiorysy los pogmatwał,
gdzie do dzisiaj się przechadza kumpli paru,
kiedy nocą już pogasną wszystkie światła.
 
Wiem, że myśli nie ominą mojej budy,
zaś po dzwonku pójdą z klasą na boisko
i pociągną warkocz ciemny, warkocz rudy.
Czemu myślom chce się wracać po to wszystko?

11 lutego 2016

poezja

Ryszard Kowalski
Ryszard Kowalski

Sień. 4.04.2013 r.

Półmrok jest stałym w sieni gościem,
nie widać w poświacie poździeranych stopni,
przez tych co uciekali przed pogonią i tych którzy gonili.
Ile butów zdzierało jesionowe deski,
ile myśli ludzkich zbiegało po stopniach
przed nalotem, kulami i waleniem do bramy.
Czujne drzwi łypią swym zwężonym okiem
spod brwi klamki, wodząc za intruzem,
póki trzask tych masywnych, wejściowych
będzie zwiastował odwołanie czujności.
Za nimi ukryły się ludzkie dramaty i radości,
samotność i zapach świątecznych potraw,
odgłosy szczebiotów dziecięcych i kłótni,
dźwięki skrzypiec męczących etiudy
i gitary przeżynającej opuszki młodych palców.
Sień, to przedsionek lochów sutereny
gdzie pryzma kartofli rosła bladymi pędami,
gdzie popsute meble czekały, marząc o swojej świetności.
Gdyby sień spisała swe dzieje,
byłby to najlepszy podręcznik do historii.

Dlaczego tak jest?

Dlaczego miłość musi być wrogiem rozsądku?
Pcha człowieka w jej macki, niewidzialna siła,
nie pozwala na snucie, wielu innych wątków,
nierzadko by wyśmiała, by upokorzyła.

Jak ślepiec, po zapachu, nie bacząc na dziury,
tak głodny jej przysmaków, podąża w czeluście,
bo rządze, bo tak wszyscy, bo czas koniunktury,
na tandetne podarki, kramów na odpuście.
I bez niej jest niedobrze, zaś z nią jeszcze gorzej,
nie wiadomo jak zacząć, burzą, czy spokojem?
Lepiej sunąć oszczędnie, czy od razu drożej?
Atak ułańska szarżą, czy mową ukojeń?

I na nic jest rozsądek, miłość go wyłączy,
poprzez zwarcie i w głowie zadrżą wszystkie styki,
impuls po ciele spłynie, jako konik rączy
a to musi przepalić, wszystkie bezpieczniki.

Ja nie znam świata...

Ja nie znam świata od przyjemnej strony,
Ja nie znam świata, tego za parkanem.
Są okręty, są lotnie i balony,
złote plaże z palmami, słońcem zlane.
Są przyjęcia, festyny, potańcówki,
są spektakle, seanse w ciemnej sali...
Nie mogę zaspokoić wciąż głodówki...
Niestrawność mnie dopadła w wielkiej skali.
Że człowiek, to bydlątko spolegliwe,
powiedział jakiś aktor z ról serialu,
czasem możliwe, juz jest niemożliwe,
jak po szczęśliwym, maturalnym balu
powrót dzieciństwa, powrót do beztroski.
Marzeń jedynie to doniosła rola.
Mnie pozostały te poranne proszki,
jakaś do pióra, nieodparta wola.
Ja już nie oczekuję nazbyt wiele,
że ktoś tam, może, przeczyta wiersz skargi,
że w obolałym, schorowanym ciele,
są między chęcią a zdolnością targi.
Jedno pragnienie, chodzi mi po głowie,
które będzie urągać, wielkiej biedzie,
niech matka żyje wiecznie i ma zdrowie,
ona jedna w tym życiu, nie zawiedzie.

Kontakt z redakcją



Zgłoś nadużycie


Opcja dostępna tylko dla użytkowników zalogowanych. Zarejestruj się