4 kwietnia 2025
Schowek z klejnotami
Cz.X z cyklu "Życie Marcela jako ustawiczne unikanie pokus"
+18
Matka wyszła ze stryjem do barku na kawę, a my z Gabi rozsiedliśmy się na łóżku i, oparci o ścianę, rozmawialiśmy za pomocą pikantnych smsów. Co chwilę robiło mi się gorąco, bo teksty Gabrysi były nieziemsko frywolne. Miałem straszną pokusę, by naocznie sprawdzić, czy mnie podpuszcza, czy rzeczywiście przejawia chęć do poznania dotykowego, a może nawet organoleptycznego.
Rozejrzałem się dyskretnie po sali. Pani Luiza odwróciła się do wszystkich plecami, dając do zrozumienia, gdzie nas ma, a pani Kwiatkowska zdrzemnęła się, pochrapując dyskretnie. Położyłem więc dłoń (niby mimochodem) na udzie Gabrysi, gdy w drzwiach pojawiła się dziwna postać z włosami a la Violetta Villas i długimi, plastikowymi rzęsami, którymi zatrzepotała jak koliberek, widząc, że wzbudziła moje zainteresowanie.
- Nie patrz tam – ostrzegła mnie Gabi, ale było już za późno. Kobieta wolnym krokiem, poruszając dziwacznie biodrami, zbliżyła się do nas i stając w uwodzicielskiej pozie, zapytała głosem Kasi Figury:
- Masz ochotę na małe co nieco?
Z kieszeni szlafroka wyjęła różowy wibrator i zaczęła głaskać się nim po policzku, wydając odgłosy, które skojarzyły mi się z sapaniem myszy na porodówce.
- Nie rozmawiaj z nią – syknęła Gabrysia, wstając i chwytając jejmość za łokieć.
Próbowała wyprowadzić kobietę z sali, ale Violetta a la Kasia Figura wciąż patrzyła na mnie pytającym wzrokiem, obrysowując sobie sztucznym penisem wydatne usta.
Zaczęły się lekko szarpać, więc chciałem wkroczyć do akcji, ale Gabi stanowczym gestem zakazała mi mieszania się w tę całą sytuację. Violetta niechcący przewróciła lampkę, co obudziło panią Kwiatkowską. Ta natychmiast siadła na łóżku i wrzasnęła mocnym, belferskim głosem:
- Wynocha stąd, stetryczała nimfomanko, bo pójdziesz do dyrektora na dywanik!
Dziwne, ale podziałało. Przestraszona kobieta szybko wybiegła z sali, gubiąc po drodze perukę, pod którą miała lichutkie owłosienie z prześwitami łysiny.
- Co to było? – zapytałem, stając na równe nogi.
- To Bączkowska, moja dawna uczennica. Już w podstawówce puszczała się jak bura kotka, a w ósmej klasie miała romans z woźnym. – Pani Kwiatkowska założyła okulary i podniosła z podłogi perukę.
- Zawsze miała słabe włosy i oceny - dodała, wynosząc z obrzydzeniem sztuczne włosy na korytarz.
Kiedy wróciła, przyjrzała mi się badawczo.
- A ty nie jesteś czasem Krzysio? - Podeszła bliżej i uśmiechnęła się słodko. – Pamiętasz, jak wysłałam cię z lekcji po chleb i „Przekrój”? Powiedziałam wyraźnie: Krzysiu, kup w spożywczym chleb, a w kiosku „Przekrój”, a ty, głuptasie, przyniosłeś mi przekrojony chleb i powiedziałeś, że ci się tak długo zeszło, bo w kiosku nie mieli noża i musiałeś wrócić do spożywczego – zachichotała jak nastolatka.
Gabrysia też parsknęła głośno, po czym wyprowadziła mnie na zewnątrz. Z sali obok wyjrzała głowa łysej Violetty, ale natychmiast schowała się w głębi.
- Dlaczego nie pozwoliłaś na nią patrzeć? – zagaiłem, wskazując brodą salę, w której zniknęła.
- Bo to ją bardzo ośmiela, gdy jest na tym swoim nimfomańskim haju. Ty masz pojęcie, że raz wlazła mi do łóżka i wsadziła rękę w piżamę?
- Żartujesz?
- Nie żartuję. Jest zafiksowana na seks. Zaczepia wszystkich. Boi się tylko pani Cecylii i siostry oddziałowej. Gdybyś włączył się w to wyprowadzanie jej na zewnątrz, obmacałaby cię od góry do dołu.
- Widzę, że coś mnie ominęło – zaśmiałem się, a wtedy Gabi niespodziewanie wepchnęła mnie w jakieś pomieszczenie i zamknęła za sobą drzwi.
W środku było ciasno, bo zdecydowaną część zajmował blaszany regał z pościelą. Gabrysia przywarła do mnie mocno, aż zabrakło mi oddechu. W życiu nie spodziewałem się takiej akcji. Od namiętnych pocałunków przepłynęła po mnie fala gorąca. Jej język był jak zwinna jaszczurka. Ręka zresztą też. Natychmiast zacząłem rozpinać guziki bluzki, ale wymykały się spod palców. Szarpnąłem więc mocno, obrywając kilka. Tym sposobem dostałem się do niewielkich, ale jędrnych piersi. Jęknęła cicho, nadstawiając szyję. Nawet nie zorientowałem się, kiedy rozpięła pasek moich spodni, dopiero ciepło dłoni sprawiło, że poczułem dreszcz.
- A co tutaj robią? – oprzytomnił nas głos salowej, która trzymając w ręku szczotkę i zmiotkę, niespodziewanie stanęła w drzwiach. Słup światła rozjaśnił pomieszczenie, ukazując to, co Gabi wypuściła szybko z ręki. Nim schowałem swoje klejnoty, salowa zaśmiała się pod nosem i powiedziała już ciszej:
- Koniec przygód, poszukiwacze skarbów. Idźcie stąd szybko, bo zaraz wszyscy się zlecą zobaczyć, co znaleźliście.
Gabi, zakrywając się poszwą, którą chwyciła z najbliższej półki, spokojnie wyszła na korytarz, uśmiechając się (zupełnie nie zmieszana) do salowej i dziękując za pościel na tyle głośno, by usłyszeli ci, którzy byli w pobliżu, a nie wiedzieli, w jakim celu weszliśmy do schowka. Wyszedłem zaraz za nią, ocierając się niemal o kobietę, która nie odsunęła się nawet na krok.
- No, no – uśmiechnęła się dwuznacznie. – Niezły z ciebie klejnocik.
Koniec cz. X
4 kwietnia 2025
wolnyduch
4 kwietnia 2025
wolnyduch
4 kwietnia 2025
Komisarz
4 kwietnia 2025
wiesiek
4 kwietnia 2025
Komisarz
4 kwietnia 2025
sam53
4 kwietnia 2025
Komisarz
4 kwietnia 2025
absynt
4 kwietnia 2025
absynt
4 kwietnia 2025
Atanazy Pernat