|
| |
|
WSZYSTKIE PRACE
Poezja (100) Dziennik (2) Fotografia (20) Grafika (27)
Pocztówka poetycka (12) Handmade (2) O autorze Znajomi (40) | |
Zmiana sposobu prezentacji
po nagich granicach dnia
stąpają
ranne myśli
zeskakują nagle
z fali dźwięku
od naświetlnej
prześwitem
między palcami
wycieka toksyczny czas
zatruta przyszłość
chce zmartwychwstać
byle w granicach normy
ogarniam
jak co dzień
ciszę
zamykam
niezapamiętany kolor
okrywa miękko
by potem wylać się
poza brzeg
niosąc martwe zakrętki
butelek pełnych treści
przeczytane listy
bez sensownych odpowiedzi
na dnie
wraki kaleczą stopy
bolą oczy niewidome
być może to czerwień
a może sen
gorący od zachodu
aż po świt
wykrzyczany
wpół martwy
potem żył
w innym świecie
puszczał zające
na ścianie
kilka klamek bez drzwi
za którymi krew bywa zielona
i szept coraz wyraźniejszą kreską
zarysowany na winylu
babka mówi
barwność silnie łączy się
z życiem
doczesnym czy wiecznym
nie dopowiada
wszyscy wiedzą
destyluje śmierć
w alembiku
miedź tak dziwnie
smakuje
nie potrafi zawrócić
siny oddech
skrapla grzechem
wypluty
ostatni wers
amarantem
splunęła w twarz
imieniem przed nim
wytarła podłogę
na życzenie
egretą drażnił
sińce i sutki
czarny szal
lekko osunął się
na niedomknięte oczy
stanęłaś jak krzyż przydrożny
świeżym słowem
artysta wyrył na nim
kilka wersów
od tamtej chwili świat
jest o jeden promień
jaśniejszy
Nesco
żaluzje kroją świat
na pięciolinie
deszcz chlapie w takt
ostatnie akordy
jesiennego bluesa
liściana crotchet brzmi
co ćwierć na przemian z długą pauzą
przerywa śpiew na wiele taktów
aż do maja
długie wieczory próbują
zanucić minione lato
grząska ścieżka
czas
odrywa od butów
grube godziny
zapada się i unosi cyklicznie
długie palce brodzą po dnie
znajdują
martwe drzewa
szumią suche pieśni
dzisiaj ciszej
interferencja brzmi niezrozumieniem
zmieniam długość fali i znikam
w paśmie ultrafioletu
jak co dzień wymyśla mnie
w kolorze sepii
za progiem
dziurawe schody
tylko w górę
zgubiony przepis
jak przeżyć
żegnaj gdy witaj
tak odległe
spojrzenie w tłumie
zakreśla puste pola
znacząc żółtym światłem
granice przejaśnień
z modlitwą
jak z kawałkiem chleba powszedniego
w ustach i dłoni
brakiem pewności
czy lepiej być ślepym czy
daj nam miłowanie
