Zmiana sposobu prezentacji
Jestem tym, który mówi że kulka wpadnie do przegródki numer pięć.
Słyszysz mój głos po tym jak wpadła na swoje miejsce.
Oczekujesz mego głosu bez przesunięcia i grasz dalej .
Mówię ci „za późno” ,kiedy jest już za późno.
Spotkałeś mnie kiedyś idąc z baru do baru.
Miałem śmiejące się oczy i pytałem cię jak dojść do plebanii.
Objaśniłeś mi drogę i myślałeś ,czy nie wracać do domu.
Przez chwilę.
Sprawnie jak kosmetyczka wyciskam wągry wyrzutów sumienia, po kryjomu rozsiewam zakażenie na całe ciało.
Czasami cię klepię po ramieniu i częstuję dopaminą.
Omamię też namiastkę twej wiedzy i utwierdzę w przekonaniu własnej drogi.
He, zapomniałeś gdzie plebania.
Przenośnia, baranie.
Tak prawdę to znasz mnie jeszcze z książek i kina.
Jestem tatusiem dziecka pani Rosemary.
Bronek obudził się półprzytomny. Człap, człap, łazienka – siusiu, buźka, ząbki.
Golenie .Prysznic. Jajecznica na bekonie. Herbata. Biuro. Durna facjata Jacka.
„Duran, Duran”. Olewające spojrzenie Marioli.
Obiad .Gazeta. Mecz.
Złe wyniki w nauce Macieja.
Prysznic. Płyn do płukania ust. Anka znowu ma okres.
Przytulone dupki.
Znowu zapomniał , że żyje
najpierw skończ seks mówi a ja skończyłem minutkę temu
mówi zostawiłeś mnie samą na mrozie i w pracy nie pomagasz
twoja bratowa mówi ma taką nakręconą olimpijkę moje
przeciwieństwo bratowa mówi wszystkiego szuka ale wszystko
robi i nawet więcej a jak mówi ta olimpijka to bratowa za
głowę się łapie mówi bratowa że dziewczyna mówi takim
rosyjskim doma zamiast z akcentem dama i ma z panią tanią
się spotkać…
konwersować
tak konwersować mówi ma szansę w województwie mówi
bratowa takiej nakręconej nie pamięta
mówi mówi
jak nie mówi nie pamiętam
w naszej parafii odpust katechetka podchodzi do grupki tegorocznych komunistów wręczając im
skromne dzwonki przypomina: ale dzwonimy tylko na procesji
jakże to ?
część parafian w ławkach unosi swe szlachetne siedzenia na powitanie niewidzialnego orszaku
ministrantów i księży
i dzwonek w połowie homilii upomina by nie podwyższać krzyża w nieskończoność
całości odpustu dopełnia mała dziewczynka która kręci torebką niczym śmigłem
jak w rzucie młotem
budzi śpiącego pod ołtarzem gościa dobrodzieja
na ołtarzu wszystko złote i pełne kolorów kwiaty obrus porusza się niczym latający dywan
pod krzyżem boże wybacz coś na kształt lampy aladyna jestem dziś gościem i gościem
ten młody ksiądz (taki przystojny wkoło się rozchodzi) zdaje się Rysiek Riedel zmartwychwstały
i odbudowany w zdrowiu jak tu nie wierzyć w cuda gdy zauważam że nikt mnie nie obserwuje
z księgi ezechiela prośba do syna człowieczego żeby podążał śladami bezbożnych i już wiem skąd ta mania prześladowcza i że nie jestem samotny w swoim grzechu idą mym śladem ludzie których martwi mój los a on przecież wspaniały mam kochającą niewiastę i gromadkę dzieci w zdrowiu bez wojny dlaczego to mnie nie cieszy bo w sercu może nie ma boga a ezechiel mówi o tym co widzi nad sklepieniem cherubów ja widzę statek obcych i ericha von danikena i karzę się nie patrząc na kobietę drugą w trzecim rzędzie bo jakże jeszcze mocniej grzeszyć ten gościu już całkiem stary tego już nie ma nadal piękna sąsiadka tyle że w córce i prócz przyzwyczajenia na twarzach widzę promień wiary przepraszam cię boże który mnie błogosławisz byłem tu gościem który dowiaduje się od własnej córki że gargamel stworzył smerfetkę a ona go zdradziła
…dostawszy pozwolenie od wszelkich władz portowych i urzędników gównianej maści odebrałem glejt w ściśle spakowanym worku z szuwarów wyciągnąłem łódkę i wypłynąłem
pierwsza fala przyszła jak zwykle niespodziewanie i zaskakująco szybko pozbawiając możliwości sterowania jaźnią zalała całą łódź rzuciło moje ciało na burtę gdzie leżałem odtąd nagi błagając przepływające syreny(również te stare) aby raczyły mi obciągnąć
panie narkomanie
przepływały blisko głośno komentując brak kultury i małość dziwiąc się przy tym memu wykształceniu
druga fala sprowadziła do domu na łodzi dwoje wędrowców (myślę że byli to piraci) mieli flaszkę wina rozlali czerwoną kałużę na stole pozostawiając ślady i niewywołane filmy na których moja małżonka niewątpliwie uprawiała nierząd z całym rzędem nieuczciwych urzędników
na chwilę straciłem przytomność po ostrym wchłonięciu pozostałej części worka leżałem na łóżku
a ono leciało w przestworzach brudnej wody i trwało to tydzień zanim okropnie wytrzeźwiałem
panie boże
zawlokłem swe resztki do portu który znów leży poniżej poziomu morza…
Przypadkowy punkt na skali czasu. Ojciec i syn odkrywają dziewiczą zatokę. Woda ciepła – podgrzewana przez podziemne ognisko. Kąpiące się bezwstydnie słońce zaprasza, aby mu towarzyszyć.
Najpierw chłopiec. Zanurza swe nagie ciało podczas, gdy ojciec patrzy zafascynowany na gładką taflę wody, w której odbija się zarys drapieżnika. Świat opada jak pikujący stwór – wprost na jasną czuprynę syna. Wpierw mokrą od włosów, potem od krwi.
Ojciec biegnie rozpruwając fale. Wyrzucił wszystkie myśli podporządkowując swe ciało zadaniu: dopłynąć; przegnać pierzastego węża , który miast porwać zdobycz w niebiosa, zgiętymi szponami wpycha ofiarę w bezkresną toń. Ojciec odgania ptaka – nurkuje szukając chłopca; woda się obraca. Nie wiadomo gdzie słońce, gdzie jego odbicie, gdzie utopione cienie. Znajduje syna! Roześmianego w towarzystwie wesoło tańczących ryb i morskich koników. Naprzeciw płynie w orszaku syren (są też syreny z męskimi cechami) Pani Zatoki. Ściska miłośnie wpierw męża potem zaginionego syna.
Władają zatoką. Czasami dla zabawy, ojciec i syn, polują na morskie potwory. Zabijają je krzykiem i wyrzucają na kamienisty brzeg.
Umarli nie żywią się martwymi.
Nie pamiętam od kiedy siedzę w tej poczekalni. Siostra zalatana, przekrzywiony czepek;
piersi podrygują.
„Panie doktorze! Panie doktorze!”
Obok siedzi staruszek. Nie do końca nim jest. Postarza go laska. Nie wiem skąd, ale jestem pewien , że to heban.
„Pan tu od kiedy?” pyta zwracając ku mnie wypłowiałe oczy.
„Nie wiem. Wydaje mi się że jestem tu od rana. Na schodach zapaliłem papierosa. Starsza kobieta kopciła cygaro”.
„Kierowniczka” przerwał.
„Okazało się , że pomyliłem dni i lekarza. Przy wyjściu kobieta odpalała papierosa od papierosa.
Już znajoma. Skinęła głową. Odkłoniłem”.
„Miał pan oczywiście urlop”
„Tak, zapomniałem o tym. Z pracy skierowałem się w stronę targu kupić kapustę na gołąbki…”
„…i wtedy zorientował się pan, że brak szlugów.”
„Przystanąłem przy pierwszej trafice, a tam znów ona. Sprzedała po dobrej cenie amerykańską markę.”
„Powiedziała do widzenia?”
Potwierdziłem.
Hebanowa laska wygięła się jak kobra szczerząc zęby
„Ja dokończę” powiedziała. „Wieczorem gdy leżał pan w łóżku - po ostatnim wieczornym papierosie…”
Zobaczyłem ją przy głowie
Jej włosy pachniały nikotyną
Palce miała pożółkłe
Takie ślady zostawiają
--- full text ---
Edek śpi. Faza REM. Szybkie ruchy gałek ocznych. Jak toczące się futbolówki. Śni o małej Emilce i o zabawce, którą przypadkowo nadepnął. Trzy dni cierpienia i pokuty.
„Dam małej w dupę” zdenerwował się , a matka Emilki popatrzyła na niego jak na pedofila.
Wracają z przedszkola. Ludwik w codziennym galopie. Mała księżniczka oporna. Dokazuje.
Wściekły szarpie ją najpierw za rączki. Potem nóżki na końcu za włosy. Rączki i nóżki odpadają; śliczna główka z koroną warkoczyków ulatuje w chmury.
„Co pan robi ?!” krzyczy otyła kobieta. Siedzi na ławce . Na kolanach miniatura psa.
„To mucha” broni się Edek.
Kobiecina zdecydowanym ruchem podnosi się z ławki. Rzuca o ziemię Yorkiem- przydeptuje kwilące ciałko.
„Dziękuję” mówi.
Edek biegnie w kierunku lustra.
Weronika wyjmuje agrafkę ze zwierciadła. Jest senna i skupiona. Nie śpi. Śpiewa: „Wszystkie nasze dzienne sprawy”.
Agata z ramy lustra wyjęła złotą nić. Bawi się w labirynt.
Ten kto śni-kaszle. Albo grypa albo gruźlica.
Jakobina miała sen. Jej Marylka bawiła się w miejscu gdzie rosną kaczeńce.
Z szuwarów wyskoczył chłop i pac- utopił córeczkę. Zresztą chętnie za nim poszła,
bo ten chłop w słomkowym kapeluszu to jej tatuś-Miłosz.
Matka bez namysłu chlup za nimi do wody. Miłosz szybko ją odnalazł i mówi:
- widzisz jak się tu żyje?
Wszędzie wokół pływają nimfomanki. Tylko słabo gotują.
Szeroko otwarte oczy Jakobiny z ulgą przyjęły rzeczywistość . Dosiadła śpiącego Miłosza.
Na początku zaskoczony szybko sobie poradził.
Wstała i usmażyła jajecznicę z dziesięciu jajek.
-Miłoszku!-zawołała zalotnie.
Miłosz żarł; obcierał wąsa.
Na Jakobinę patrzył miłośnie.
-No, no- powtarzał.
Ja i mój brat bliźniak siedzimy naprzeciwko siebie." Zawsze byłem pojedynczy. Dlaczego tu jesteś bracie?”
„Każdy w łonie ma bliźniacze rodzeństwo.” Mamy identyczny głos. „We wczesnym etapie rozwoju jeden wchłania komórki drugiego. Zjada. Przywłaszcza. Słyszałeś o takim przypadku? Rodzicielka według badań genetycznych nie była matką swojej córki. Okazało się, że w okresie płodowym przejęła komórki siostry bliźniaczki i z nich zbudowany był układ rozrodczy.”
Zapalam papierosa. Brat się krzywi. Nie lubi tego. Dmucham dymem w twarz. Wstaje zagniewany z krzesła. Patrzy z góry. Jest taki duży. Większy i większy. Ja mniejszy. On rośnie ; wypełnia przestrzeń.
Spostrzegam, że mnie nie ma.
