Zmiana sposobu prezentacji
Zwykłość odebrała mu smak. Pod pachą zdeptany dekalog, na stopach odcisk chmur i ta wiara , że będzie...Niepełna świąt namiastka , zapach srebrzystego igliwia, oczekiwanie na pierwszy promyk co nad głową wstaje do pieśni.
Rytuał sam rozkwitł, obiecał sobie, uroił głowę. Najlepszy zbiór będzie, gdy niedojedzone resztki zssuną się ze stołów korytarzem zssypu, a on wraz z psiakiem znalezionym nieopodal zanuci kolędy.Wczoraj chcieli go zabrać do przytułku, ale się nie zgodził, przez te lata doprowadził starą altanę w stan gotowości przeciw zdarzeniom losu. Po środku stoi koza, w której rozpala trocinami z pobliskiej stolarni. Dzięki znalezionym rurom ma bierzącą wodę .
Pościel otrzymał od miłej pani z ulicy willowej, właściwie miał wszystko do przeżycia , nie miał niczego do stracenia.
Dziś wielkie święto , bardzo wielkie- pomyślał. Usiadł na wąskiej werandzie , psi łeb spoczął na kolanach mróżąc czarne oczyska od pieszczot.
Ślubuje światu, że człowiekowi będę człowiekiem , a zwierzęciu bratem.
Rano znaleziono zamarźnięte ciało, z przyklejonym bratem u stóp. Tylko ta twarz, jakby pierwszy raz w życiu doznał szczęścia.
Ledwie to to cyckami od ziemi odrosło , a już sznur kawalerów ustawł się w kolejce po szczęście. Wielokrotne przymierzanie rękawiczek, zmiana garderoby, inne szepty - by być szczęśliwą.
Lata pędzone piaskiem klesydr niby pełne to wciąż samotne. Raz tylko przez nieznaczny błysk poczuła to czego szukała. Młodośc ma wzrok rozbiegany, trudno zauważyć ,dopatrzyć się nieulotnośći.
W sklepie jak zwykle zakupione jedzenie poszelestuje w foliowej torbie. Dziwne poczucie cudzego wzroku na plecach ogarnia ją całą, boi się odwrócić- skamieniała. Troski pochyliły do przodu, miła aparycja wyżłobiła na twarzy niedostrzegalny uśmiech. Przezwycięża obawę , odwraca się powolutku i widzi przed sobą przegadane godziny, przemaszerowane kilometry, prześmiane historie.
Zielona ławka daje wsparcie, rozdarta ciepła bułka wypełnia usta obojgu. Tak trudno mówić z pełnymi ustami, a jeszcze trudniej się śmiać.
Jeszcze widzę jak odchodzą podpierając się sobą, chciałbym ich jeszcze kiedyś spotkać
Siedzę nad kamieniem, w lewej ręce dłuto, w prawej lekki młotek. Powoli uderzam , każdy zgrzyt jest głuchy i nijaki, małe skrawki odpadają z mozołem. Nie mam pojęcia co się ukaże, nie mam celu obraz uczynić na niczyje podobieństwo,tylko uderzam. Razy trafiają czasem w dłonie. Krew naznaczyła bryłę i wsiąkła. Czasem mam wrażenie że to moja głowa i kuję nowe... Stare odpada zbyt wolno , nie czuje bólu, nabrzmiałe kończyny odmawiają posłuszeństwa. Kładę się na plecach i ciężko dyszę, czuję się słony.
Jestem nad morzem biały piasek poprzyklejał się do ciała, praży niemiłosiernie. Co tu robię, nigdy nie lubiłem chłodnego , brudnego Bałtyku. Słyszę cichy szum fal, powracające piany sinusoid zmywają rysunki cudzych stóp. Idę do portu.
Z pierwszego kutra kupuję świeżego dorsza i kilka makreli, ,na grilu spiekę mięso niedopuszczając do wysuszenia.
Kuję na powrót, teraz mam większy zapał, widzę wyrażnie tych których nienawidzę. Walę jak w amoku, zabijam w myślach , tworzę straszne tortury- niech zdychają. Ja zdychałem teraz ich kolej, nie odpuszczę póki nie wyzioną ducha.
A gdy On z unicestwionego ciała będzie udawać się w dalszą podróż jego też zatłukę. Myślę strasznie. Mam dość zrzucania całej winy na siebie,co to ja Chrystus jestem i będą mnie krzyżować wbijając gwożdzie w ciało.. Nie!
Amok jest tak silny, prawie (...)
--- full text ---
Warga delikatnie obejmuje mój dresz, błądzi szukając celu, każde muśnięcie to cel,lawina nadchodząca, żar.Policzek tworzy dolinę , lekkie kąśnięcie - wszystko wiruje, nie chcę trzeżwieć , nie chcę odwyku. Chcę spity być do nieprzytomności.Dłonie drogą kręgosłupa opadają w dół, przyciskasz do ust, plącze palce we włosach nic nie każąc. Fale kołyszą się Twoim rytmem. Jeszcze przed chwila spokojna toń wichrem się wzmaga i rozbrzmiewa pomruk ostatni. Nieprzytomnie pijany od ust oblewam święto spotkania. Podtrzymaj mnie proszę i nie szczyp, sny pijane są takie prawdziwe i pamiętliwe
Może tak przez dziurkę od klucza, może judaszem u drzwi, a może zwyczajnie pół gębkiem.
( z góry uprzedzam, że szanuję ludzi starszych )
Najpierw przyporządkowali mi numerek , bo tak sprawniej i ponoć logiczniej. Jest godzina, jest pełen hol i jest puszka Pandory rozpostarta na dwóch krzesłach. Zieje zssapaniem, dyszy od gorąca i nadaje. Czego to ciało się nie nabawiło , jakie to koklusze i marskośći, medycyna nie wyrabia na zakrętach , a laboratoria mają pełne ręce roboty. Błędem byłoby sądzenie iż w zespół nastąpił zanik refleksu- nic bardziej mylnego. Drzwi konowała uchylają się ,ponaddżwiekowe szurnięcie taboretu i ogromny biust wpycha pielęgniarkę z powrotem. Wrzask, buta, odliczanie arabskiej matematyki i jakby kolejka zadziałała od końca.Niby nie nowość wszyscy dziś biegną do przodu tylko za czym. Odbębniłem swoje, teraz na przystanku z lekkim przeziębieniem - czekam na linię nr 39. Spojrzenie zawisa na trzech kraciastych torbach, tych co to ludzie zza buga w ojczyżnie rozsławili. Stoją pękate , rozepchane , a błyskawiczny zamek popiskuje z bólu. Jest autobus, ogromny schorowany dżwig wbiega ze swym bagażem nie czekają na wysiadających.
Najpierw siedzisko, potem prośba o skasowanie biletu. Znalazł się i słuchacz, kolejne tu mnie jebie , a tam mnie strzyka. Chciałbym być taki chory w wieku miłej Pandorki.
Wczoraj mąż urodził mi śliczną dziewczynkę, podczas porodu trzymałam go za rękę, a on wydzierał się w niebogłosy. Czasami lubię jak krzyczy ale żeby aż tak to to nie. Dobrze, że przed wyjazdem zdążył obciąć paznokcie bo z prześcieradła zostały by tylko sylwestrowe dekoracje.
Jeszcze nie ochłonięta chwyciłam za telefon wydzwaniając po wszystkich koleżankach oznajmiając – będzie pępkowe. W mgnieniu oka już przy zakrytym stole wznosiłyśmy toast za toastem za zdrowie płci silnej , choć brzydszej , ale naszej kobiecej. Niezliczone imiona padały jak moje przyjaciółki pod stołem. Ustalone, będzie Genow, a zdrobniale Genowek , Geno. Po trzeciej butelce straciłam rachubę, może nawet i grawitację. Bliskie spotkanie z terakotą dało chwilkę ochłody i oddechu, co jakiś czas cudze nie wypastowane buty masowały mi twarz. Wspinając się po lamperii (jaka ta cholera śliska) brakło artykulacji, a moje wzywanie na pomoc sz, g, k , aaaa, uuuuuuuu… ugrzęzło pod sufitem . Zwycięstwo, wzrok powrócił , odsiecz stała pomiędzy głową Alutki , a torsem Marysi. Chaust z odkręconej butelki i kolejna Samosiera, już gorąca krew krązy , z gardła wydobywa się niech żyje sto lat.Zaćmienie.
Ranek jest gorszy od porodu, boli mnie łeb, piersi, bolę mnie cały. Co na balkonie robi zlew i telewizor nie wiem. Szczotą odmiatam drogę do drzwi, dobrze że jest bo jakoś mnie rzuca – tak narodziny to wydarzenie , które (...)
--- full text ---
Najbardziej lubię bogatych, uciekają po kątach z wypchanymi kieszeniami. Błagalnie dzwonią do Piotrka ofiarowywując połowe majątku, oddając córkę za żonę. Bezskuteczność budzi człowieka
- Ty skurwysynu (może nko ),wiesz kogo znam ?Zabije cię!
Dopiero po chwili dociera , śmierci nie da się zabić. Płacz przechodzi w śmiech. Pierwsze spazmy blokują skórzane pasy. Zostało naśladowanie
lamy , brakuje śliny. Złoto lśni na palcah nog, kryształy kopniaków już nie mają blasku, nie mają wartości. Konwulsja słabnie -Daj Panie jeszcze jedną szansę,błagam!
Dziś wiem , zmienił się w szytej na miarę trumnie, a włoski marmur okazuje jakim był zwierzęciem.
Codziennie rano myję zęby , piję kawę , biorę prysznic, automat czynnikow działa bez zarzutów, z tępego okna tylko parking pełen samochodów i ogromny konar liściastego drzewa.
W piatkowy i sobotni wieczór z ławki nieopodal dobiegają filozoficzne myśli napitych obywateli, wesołe przyjacielskie gesty zmieniają sie czasem w awanturnicze slogany kampanii ,co ze mną się nie napijesz...
Gdzieś w środku zelżałem , nadchodząca jesień nurtuje nowymi sprawami,cięzkim ich brzemiem, powagą.
Jak sprostać trudnościom życia na parkiecie losu, jak ?
Łażąc bez z kolegami do ściemnienia docieram w końcu do domu.
Wchodzę jest ciemno, po ucztowaniu, prawą ręką zapalam światło w pokoju,babcia leży na podłodze, widok jakby znajomy, lecz...
Coś mnie tknęło podchodzę , krtań zaciska się pętlą , widzę tylko martwe oczy,chcę uciec jak najszybciej do-nikąd , byle przed siebie.
Wzrok wtopiony w nieistniejący cel , schodzę po schodach , otwieram drzwi ,puls wali młotem kowalowej ręki, iść , biec , uciekać ,
Ile włóczyłem się stawiając pijane kroki z wrażenia nie wiem, Nadszedł czas powrotu, naciskam klamkę, w środku dalej cisza,
po Damie z kosą zostało ciało staruszki unieruchomione, zastygłe
w chwili kiedy zapukano po jej los.
Opanowany bez łez kroczę dalej , próbóję wyciągnąć matkę z amoku,
coś bredzi, nie ma kontaktu, (...)
--- full text ---
jak z chłopca zrobić mężczyznę
Wojsko podobno robi z chłopca mężczyznę, podobno trudno ślepcowi
opisać kolory, a z głodu ...
Zwyczajny dzień żołdu, przed kasą z beretami w ręku stoją w podnieceniu panowie, za chwilę małe zwiniątko papierów pomoże dostać się do innego świata. Zawirują kolory, tryśnie humor.
W jednej z sal nachylone głowy nad kartką papieru dyktują pospiesznie
ilości i marki alkoholu. Kopnięty zaszczytem kot chowa notatkę mozołu w kieszeń i z plecakiem na ramionach wyrusza po prowiant.
Pech, czy zrządzenie losu poszło za nim w postaci komendanta, czekając aż szyty na miarę zbiornk zapełni się pobrzękując pełnią.
Na efekty nie trzeba było długo czekać, alarm bojowy, dwuszereg.
Ciężko wydarte pieniądze za obronę kraju spływają do kratki ściekowej, każdy haust wpada w przepastne gardło miejskich kanałów.
Ranek był chłodny, bezwietrzny, czekał z niespodzianką pełną szczerości
i prawdy o fakcie dokonanym pośród zaciśniętych zębów kompanii.
Ojciec nasz, który uchronił nas ode złego właśnie zajechał do pracy, minął szlaban, dalej jak po sznurku podążał autem w stronę garaży .
Nagle wcisnął pedał hamulca pełną mocą, przetarł oczy dłońmi - nic się nie zmieniło. Wokół kratki , która jeszcze wczoraj była triumfem siły i władzy unosiła się łuna cmentarna ze stu świeczek oddających hołd płynom z promilami
Piaskownica, w niej rozradowane pociechy, zbudowane tory, garaże , zjazdy i strome zakręty,wszystko jak z innego świata.
Lśniące małe auta w odpowiedniej skali, jednym otwierają się drzwi i nnym bagażnik i to odbijanie od twardej powierzchni prawdziwe resorki.
Stałem wielokrotnie w PEWEX sie i wytrzeszczałem dobry wzrok ku niemożliwemu.Jak marzenia mogą być małe i duże jednocześnie, jak pragnienie może odebrać cechy realizmu? Dwa dolary skąd? Jeśli dwa złote to było wyzwanie..
Jeżdżą autka , każde w swoją stronę , gdyby dane było choć chwilczkę pruć w piaskowej autostradzie
mrucząc brrr.., aż się uśmiecham. Inni mają i już, ja tylko zazdrosny obserwator,mały samochodzik nic więcej.
Rozkojarzenie to cecha poznawania świata, sekundy nieuwagi, wielki dołek i cudza własność znika po żółtym kwarcem, zostaje czekać , najlepiej wyjść z piaskownicy.
Siadam na huśtawce, serce bije mocno, wzrok nie odpuszcza miejsca pochówku.Zaczyna się, nerwowy wzrok , grzebanie rękami i nic , podchodzi matka , szuka, dalej (...)
--- full text ---
Zdarzały się dni kiedy w poszukiwaniu warzyw statystowałem godzinami
przed przebieralnią zmuszany do oceniania w momencie dla mnie niewłaściwym.Jeszcze tutaj na chwileczkę, tylko zerknę,a może zajdziemy jeszcze do...
Piana w kącikach ust tworzyła się samoistnie,wzrok osiągał bielmo,
a z odpowiedzi gruchały bomby,przywykłem z czasem jednak nie
zrozumiałem.
Dziś samotnie przemierzam przydrożne sklepy wieszając wzrok
na kolorach i fasonach, marnuję godziny podparty o mury , marnuję
nadchodzący czas .
Wiem już jednak, że to jacy jesteśmy to najpiekniejsze co
może człowiekowi przytrafić się w jego życiu.
A teraz biegnę do galerii bo drugi raz mogę nie mieć szansy.
