Zmiana sposobu prezentacji
Jakoś sni się nocami ślad łap odbitych na puszystym śniegu.
Obława na życie obława... Tylko szum i zgiełk, jeno jak trąby
Jerycha burzy i w zgliszcza zmienia Kolosa. WIELKIE poruszenie,
wzbity kurz, chemiczny odór, błysk szyby, pękate reklamówki.
Ciekawe kto się zatrzyma, zaduma, uśmiechnie.
Niech żyje Egzystencjalizm- człowiek człowiekowi wilkiem.
Czas człowiekowi ...
Porankiem owiany jeszcze nocnym chłodem mojego miasta idę na przełaj wsparty o słowa zaklęte w ochrypłym rytmie. Depcze tęcze krosen niedawno jeszcze zielonych, tylko świat nie jest mi po drodze. Tylko jeszcze cisza wymowna echem dmie ponad konarami. A świat niech kładzie pod swoje stopy obowiązki biegnące oczyma nic nie wiedzących , niech one mają to czego brakuje tak wielu. Pamięc niech rodzi niepamięć , słowa ciszę , gesty zapomnienie, życie drogi- ja tak powinienem.
I stałem się wolny spadając mimowolnie , grawitacja ma zaletę .Walnąłem o glebę, przeżyłem i uśmiecham się do wirujących liści, a na dupie mam śliwkowe przysłowie o sercu.
Onegdaj pracowałem w Warszawie, we wspomnieniach mam starszą miłą Panią. Zawsze uśmiechnięta pomocna, miała czas poroamawiać z wiarą w ludzi stała w kolejce z chlebem i nie przeszkadzał jej młody często kontrowersyjny świat.
Potem nowobogaccy, tubylcy ze stancji, pysznili się , gdy pytano ich skąd są.
Prawdziwi zgineli w powstaniu, resztę zabrał już czas,pochylmy się bo zasługują na to bez zbędnych słów.
niech się dzieje hahahaha na każdej gębie , którą dziś spotkam.Nad resztą pomyślę innym razem.
Zwycięstwo, wzrok był szybszy. Pierwsze ramiona wachlarza wydłużały się docierając do twarzy . Rześkie powietrze wypełniło dłonie. Bez upadających kropel pryzmat utworzył most, a pod nim wypływa trójmaszt stworzenia.Zastygam, patrzę, słucham. Jeśli dziś będzie odpływał spać - zasygnę, popatrzę, posłucham
Marzenia w kieszeni, w niej mocno zaciśnięta dłoń. Nie wypuszczę na gwar spłoszonego słowika. Dopiero gdy przestworze będzie błękitne , gdy wiatr przychylny. Wzleć myślo, nad wstęgą nieba i pisz co widzisz ! Popłaczę, uśmiechnę się, zadumam- wdech rozpościera przyszłość, za mną światła strzelistych lampionów tłuką się z ćmą nocy. Igrać z ogniem wykutym z łona , igrać ze stwórcą, tańczyć ze złem - tylko ze śmiechem w trzewiach. Kupie sobie spodnie, w których pojemników będzie pełna kiść bym nie przeoczył każdego wzbicia, bicia, sza...
Powinienem pójśc dziś na cmentarz, obłąkanie staje się coraz większe,myślałem , że...
Ulica Lipowa i te zabytkowe nagrobki. Nawet nocą nie czuje przerażenia, jesienna zaduma i przygrzewające słońce koi zabłąkanie.Usiąść i jeszcze raz rozważyć wszstkie sprawy, tak na spokojnie bezangażowania uczuć, bez wspominania złego i jego następstw.
Te wyryte z kamienia anioły mchem już porosłe zszarzałe latami stoją nad rozpadłymi trumnami, niezmienne, na straży dusz. Szczątkami ciał okupione własnymi historiami, losem.
Kto ma lepiej żyjący , czy Ci co odeszli ?
Na piaszczystym gruncie jeżdżcy, horyzont faluje mirażem, z niego powolnie i nieuchonnie zbliża się tuman zasłaniający widoczność.Wszystko zatrzymuje się w zastanowieniu, uciec nie ma dokąd. Na ogorzałe twarze narzucone chusty , czas się
zmierzyć. Gorący wiatr targa spocone włosy, za chwilę pierwsze nieznaczne biczowanie drobinek kwarcu . Wbijają sie w postacie, robi się ciemno.Wzbity piach wypiera powietrze i światło, apokaliptyczne przeżycie uderza pelną mocą.Brakuje tylko nadziei jest jedynie strach, potęga nadchodzi...
Nie wiem jak, już jest po wszystkim, nie ma ran , nie ma pejzażu wcześniejszego.Zostało niezaspokojone pragnienie, ugasić , ugasić, ugasić...
Zwierzyna nie dała rady, idą pieszo .W bagnie falującego piachu brodzenie staje się z każdym krokiem coraz trudniejsze, coraz (...)
--- full text ---
Kataryniarz mruczy, czarne sukmany spowiły mu twarz. Gong, bicze świetliste i straszna radość spowiła otoczenie. Z ulic nadchodzi rzeka upojenia, w gałęziach szmer i płacz, w trawach morze słodkiej wody. Bose stopy chlapią , ramiona tańczą- to nie mrok , to szał . Niech trwa , gdy planetojda wgryzła się w popękający grunt, niech trwa gdy zaschnięte gardła zieleni łapie skucz spalenia. ... kataryniarz dziś powróci. Dziś będzie powrót.
Wstałem, zombi, kilka kroków, para, gwizd. Wyciągam ramiona do góry, staje na palcach, a szary dachowiec zza okna zazdrości mnie przeciągania.
Jam bękart zrodzony i niechciany, jam leworęczny z wadami sobie krocze i pełzne po miasta ulicach. Życie, życie życie, kiedy znowu się zachycę, puchar losu do dna będę pił. Każdy kęs chleba pożre, a w potrzebie kromkę rozdam głodnemu, kopnę leżącego niech się nie męczy. Tak sobie wracam na łono ludzkości pełen obaw i radości. Sparzony, parzący, uśmiechnięty, ironizujący. Tak sobie kroczę , zatrzymam się czasem , zadumam na czyimś losem, wyciągnę resztkę i podam. Do nieba nie trafie, jakie tam nieba mi trzebne, mnie życie jest , mnie ludzie, mnie wszystko,... marzenia pełne złudzeń niech będą do końca bo tak kocham być dzieckiem
