Zmiana sposobu prezentacji
Drzewa mojej matki,
rozczarowanej życiem
jak trzy siostry Czechowa,
stoją gołe, umoczone w kałużach.
Lecz co tu robi walizka,
którą kobieta w kapeluszu
z obrzydzeniem trąca laską?
Wygląda jak te z Muzeum Auschwitz.
Poznaję, ma ten sam przedwojenny fason.
(...)
--- full text ---
Nawet teraz, po upływie trzech dziesięcioleci
wyraźnie pamiętam każdy szczegół krajobrazu,
zielony lasek jodłowy, miękkie linie horyzontu,
zapach skoszonej pszenicy, uporczywe szczekanie psa,
i piasek. Mnóstwo piasku. Hałdy piasku, doły piasku.
Ten żółty słoneczny piasek jest przekleństwem naszych dziadków
i wielką radością dzieci. Lepimy ogromne pałace.
Bawimy się w sułtana. Jestem kochanką sułtana.
Sułtan jest mniejszy o głowę, więc w sam raz dosięga piersi.
Błękit wznosi się wysoko, a mnie bolą oczy
(...)
--- full text ---
Mam dziesiec lat i nie jestem trędowaty.
Dzieciom w Egipcie wolno wszystko.
Wolno chwycić się łódki
pełnej tłustych turystów
i sru do przodu.
Kiedy tak płynę to myślę
o kamiennym Sfinksie,
mumiach i hipopotamach,
o zagubionej dziewczynce,
co rozprawia się ze złym
(...)
--- full text ---
Ludzie nie powinni godzić się na mieszkania, których okna wychodzą na inne okna(..), z okien w takich podwórzach najczęściej wyskakują ludzie, w takich podwórzach ludzie myślący o samobójstwie siłą woli urywają balkony (..). Ludzie muszą widzieć ze swoich okien kawałek nieba i kawałek drzewa(..)mówię o prawie każdego człowieka do niczym nieprzesłoniętego widoku na kolory nieba, chmur, liści i kory...- senność - Wojciech Kuczok.
w domu gdzie z okien można obserwować sypiące się tynki
i częściej pije się spirytus sprowadzany z Ukrainy
pod osłoną nocy oddaje się na stojaka
facetom z naprzeciwka
na balkonach które chcą popełnić samobójstwo
pachnie kaszanką z marketu
dzieci same wracają do domu
by zdążyć przed szczurami
to one wieczorem przejmują podwórka
tu szybciej szarzeje pranie
szybciej zdychają koty
co nażarły się trutek
rybki którym odłącza grzałki
elektrownia
nikt do nikogo nie mówi kocham
zanim nie powie kurwa
ale każdy wpuszcza księdza po kolędzie
choć ma krzyżyk nie tylko nad drzwiami
nikt tu nie płaci składek na trzeci filar
i nie czyści zasranych parapetów
gołębie gruchają od piątej rano
podobno Bóg je tu zesłał
by przypominały czym jest miłość
łącząc je w (...)
--- full text ---
ananke
Mam na imię Piotrek. Mam osiem lat.
Mama wychowuje mnie sama.
Tatę, najpierw zabolało pod pachą,
a potem umarł. O trzeciej wracam ze szkoły.
Mam do niej niedaleko, ale ledwie donoszę tornister.
Mama każe patrzyć pod nogi. To patrzę. Patrzę,
kopię kapsel i widzę jak jednemu panu rozsypało się
całe opakowanie zapałek. Pomagam zbierać,
bo wiem, że tak chciałaby mama.
Gdy ten pan sobie idzie,
znajduję jeszcze dwa małe pudełka.
Potem z Markiem, z pierwszego piętra,
z tym co mi zazdrości, że nie mam taty,
siedzimy w piwnicy.
Jakbym ja miał takiego tatę, też chciałbym,
żeby umarł. Jest gruby jak świnia,
śmierdzi jak świnia
i bije mamę Marka,
siostrę Marka,
Marka
i kopie psa,
bo plątają się pod nogami.
Wypalamy zapałki. Palą się szybko, parzą nam palce.
Jest bardzo fajnie. Rzucamy nimi, kiedy już nie możemy utrzymać.
W sąsiedniej piwnicy stoi kałuża. No to teraz możemy robić zawody
kto do niej dorzuci. Dorzuca Marek.
Piwnica staje w ogniu. Uciekamy.
Mama strasznie płacze,
pewnie dlatego nie słyszy jak mówi tata:
Kochanie, śmierć taka jest,
nieważne jak uważnie patrzysz życiu pod nogi.
A potem tata mnie głaszcze
i opowiada baśnie
Hansa Christiana Andersena.
--- full text ---
Na forum Trumla jest mnóstwo inspirujących
zdjęć. Można by było raz na tydzień wybierać jedno i robić konkurs na
ekfrazę, kto dostałby najwięcej punktów ten, by wygrywał.
Za tydzień wirtualną koronę, oddawałby następnemu.
"Ekfraza" z gr. ekphrasis, to określenie opisu dzieła sztuki; ekfrazy
pojawiały się np. w greckich tragediach i utworach epickich (najbardziej
znana efraza antyczna to zapewne opis tarczy Achillesa z "Iliady"),
ale, oczywiście, z czasem gatunek ten ewoluował i literatura obrastała w
rozliczne opisy prawdziwych i zmyślonych obrazów, tkanin, itp. W
Polsce poetyckie ekfrazy pisali np. Grochowiak ("Płonąca żyrafa"),
Gałczyński ("Niobe"), Szymborska ("Dwie małpy Brueghela"), Miłosz (cykl
"O!..." z tomiku "To"), Herbert ("Ankhenaton"), Różewicz ("Prawa i
obowiązki"), Bryll ("Wciąż o Ikarach głoszą..."). A także wielu i wiele
innych. "
Pod tym adresem: http://jacekdehnel.fotosik.pl/albumy/678628.html mogą
Państwo obejrzeć 10 rozmaitych fotografii wybranych z "Fotoplastikonu".
mój wybór http://jacekdehnel.fotosik.pl/albumy/678628-5.html
Rozmowy z Panem Bogiem.
Nie można być bardziej martwym. Leżę (...)
--- full text ---
Jolka mówi, żebym nie wracała z tego Rajchu, skoro tam nie muszę pracować ani na zmywaku, ani przy azbeście. Już z tego powodu mogę być szczęśliwa.
W Polsce, teraz, o świętego biją się; sportowcy z bezpłodnymi,
aktorzy z miłośnikami górskich wycieczek, rolnicy z ludźmi nauki,
a Kardynał Dziwisz przewiduje, że Jan Paweł II może zostać patronem odzyskanej wolności, jedności i solidarności.
Owszem powinien zostać patronem wszystkich
oszukanych, bezrobotnych i bezdomnych Polaków, a najlepiej to wykorzystywanych w pracy. Ponieważ jego świętość mają ogłosić 1-go Maja, to niech bierze to razem ze świętem pracy, tak jak zabrano huty, fabryki i stocznie, i już jako święty, niech się wstawi w niebie, bo tylko tak mogą mieć nadzieję, na zmianę losu, miliony rodzin.
Na patrona emigrujących, za jakąkolwiek robotą, choćby
na zmywak, albo do azbestu, Jolka proponuje; Donalda.
A tak powstaje wiersz :)
Wyniesieni na ołtarze.
Jolki mówi, żebym nie wracała
z tego Rajchu. W Polsce teraz
będą bić się o świętego;
sportowcy z bezpłodnymi, aktorzy
z miłośnikami górskich wycieczek,
rolnicy z ludźmi nauki,
a Kardynał głosi,że Jan Paweł II
powinien zostać patronem
odzyskanej wolności. Owszem powinien,
zostać patronem wszystkich (...)
--- full text ---
Odkąd soki z jej cipki zakleiły mu usta koledzy nie rozpoznawali w nim kumpla. Sam się sobie dziwił. Nawet skłonny był się z nią ożenić, gdyby tylko napomknęła. Podejrzewał nawet, że może dlatego dostawał na jej punkcie szalu, bo nie sugerowała małżeństwa. Ale nie, czuł w pachwinach, że to coś zupełnie innego – miłość.
Miłość zaczęła się w dyskotece. Wieczór był majowy, ale zimny i pochmurny jak cały dzień.
Chociaż tyle, że nie lało, więc nie był to ani piękny dzień, ani piękny wieczór jak w powieściach.
Co prawda, w życiu nie przeczytał żadnej powieści, ale takie miał o nich wyobrażenie i być może właśnie z powodu tego wyobrażenia nie czytał. Z nieczytania był tak samo dumny jak w liceum z papierów dla dyslektyka, które pozwalały mu na labę w trakcie lekcji. Owszem, pani psycholog w poradni powiedziała matce, że dysleksja to nie żadne żółte papiery ani zwolnienie z lekcji czy egzaminów, ale w praktyce wyglądało to zupełnie inaczej. Zwyczajnie nauczyciele mu odpuszczali.
Ona często nawija o literaturze. Czyta te swoje powieści jak jego babka łyka pigułki nasenne, systematycznie i przed nocą, a zdarzało się jej i w biały dzień. I mówi o jego dysleksji niczym ta pani psycholog, że to jest choroba i należy ją leczyć, w tym przypadku ciężką pracą, że ucieczka i lenistwo jest złym wyborem, bo problemy i tak wrócą.
Michał obawia się, że (...)
--- full text ---
Kurt mieszkał na poddaszu odnowionej kamienicy. Codziennie rano schodził i wypijał filiżankę espresso
u starego Marokańczyka. Marsel serdecznie go witał, zbyt serdecznie, zbliżając policzek do policzka, ściskając Kurta całym sobą. Między innymi dzięki temu Kurt wiedział, co znaczy wielokulturowość.
Sam zawdzięczał mieszkanie nad Renem pochodzeniu trochę lepszemu, niż ma owczarek niemiecki. Wcześniej
próbował „na świadka Jehowego”, ale urodzenie jego dziadka na odpowiednim brzegu Przemszy załatwiło, prawie bez problemu, sprawę.
Kurt nigdy się nie ożenił, lubił różnorodność dań.
Lubił pozostawiać kubki smakowe w lekkim niedosycie. Panicznie też bał się dzieci. Nie lubił ich nawet
utrwalać na zdjęciach, choć fotografia była jego wielką
pasją, zaraz po muzyce, przez którą o mały włos nie zakochałby się, kiedyś tam, w czarnoskórej saksofonistce.
Maren. Maren była kobietą w czerwonym płaszczyku, oklepanym literacko i filmowo, ale pięknie układającym
się na jej sylwetce. Niosła białe lilie.
Kurt nie byłby sobą, gdyby po raz tysięczny
nie wyrecytował, tym razem po niemiecku,
że nigdy nie wzbaczyl by sobie, gdyby nie pozwoliła
się sfotografować.
Czarujący uśmiech, studiowany latami, okupiony wakacjami w mieście (bo tyle warte były porcelanowe koronki na zębach) i sprzęt, a szczególnie lśniący statyw - (...)
--- full text ---
Kartki z pamiętnika - Trzeci krawat
Zastanawiam się, czym kierował się w doborze krawatów. Dwa poprzednie były gorszej jakości i nie wytrzymały obciążenia. Ostatni wytrzymał. Z tego, co wytrzymał, zawsze był zadowolony. Krawat miał ciekawy deseń, ciepłe barwy i pasował w zasadzie do wszystkiego. Takie jedwabne, żakardowe krawaty tworzą najlepsi włoscy styliści. Ręczne szycie i wysokiej jakości wkład są gwarancją, że krawat długo zachowuję wyjątkowość.
Więc jakim kontem oceniał krawaty przy zakupie? Po względem fasonu, trendów w modzie, czy wytrzymałości? Wyobrażam sobie, jak w eleganckim salonie męskiej mody gładzi jedwabną strukturę materiału, a umysł niczym rzutnik wyświetla obrazy:
" ja w biurze", "ja na przyjęciu", "ja za drzwiami gościnnego pokoju".
Potem myślę o jedwabnikach. Ile pracy kosztował jedwabnika taki krawat. Ile zawierał jedwabiu, który chroniłby gąsienice przed drapieżnikami podczas przepoczwarzania, i że nie spotkam jedwabnika na spacerze, bo dawno został udomowiony.
Naturalny jedwab nadaje krawatom szlachetność i elegancję.
Niegdyś Chińczycy karali śmiercią za wywóz jedwabników z kraju, ale nie ma takiej kary, która by powstrzymała chciwość, więc przemycano jaja jedwabników i ich morwy w inne rejony świata, i w ten sposób Włosi uszyli ów krawat.
Pierwszym narzędziem taty nie był jednak jedwab tylko (...)
--- full text ---
