Zmiana sposobu prezentacji

19 march 2012

diary

JoT Eff
JoT Eff

bezkrwawa premiera

w piekle już nas wypatrują. 
napełniają wodą kotły. 
rozpalają ogień.  
- bogdan prejs  „ce ha ” 
  
między jednym a drugim wersem prejsa 
rozjechałoby mnie rozpędzone porsche 
zginąć z tomikiem poetyckim w rękach 
w dodatku nie swoim 
mogłoby mnie uszlachetnić 
w oczach kolegów 
uśmiechnęłam się zamiast przestraszyć 
wizji kobiety oprawionej w czerń jak okładka książki  
z białymi jak jej włosy literami ce i ha  
wymazane krwią  

ale co to za śmierć w butach  
mocno związanych pod kolanami  

pewnie one mnie uratowały  
przed szlachetnym końcem 
albo oczekające Wakacje w Avignon 
Rafała Muszera w torebce

7 june 2011

diary

JoT Eff
JoT Eff

Pralka

Dzień jak co dzień, z tą tylko różnicą, że przychodzi mechanik do pralki. Mam otworzyć drzwi i pokazać gdzie stoi.
On już wszystko wie.
Przed naszym wyjazdem do Polski, był  już ktoś z firmy Whirpool
i zdiagnozował: bęben do wymiany. W  podręcznym komputerze odnotował uszkodzenie, zrobił zamówienie na część, ustalił termin wymiany bębna i dzisiaj właśnie ma przyjść i wymienić, ale już ktoś inny, bo on będzie na urlopie.
Niemcom należy się trzydzieści dni urlopu - najwięcej w całej Unii.
Wydaje się, że ciągle są na urlopie, a i tak są najbogatsi.
Pralka jest na gwarancji, więc nie ma być żadnego problemu.
Nawet z moim niemieckim. Wystarczy otworzyć drzwi. Najpierw domofon.
Kieruję Pana na czwarte piętro. Widocznie dość poprawnie, bo trafia za pierwszym razem. Potem "Guten Tag" i od razu „Ich bin aus Polen „ i „Ich  spreche kein Deutsch”, co znaczy, że jestem z
Polski i nie mówię po niemiecku.
Pokazuję mu gwarancję, tak na wszelki wypadek, bo zauważam - ma tylko pod pachą komputer, a żadnej części.
Ten fakt na tyle mnie niepokoi, że dzwonię do Petera, gdy mechanik zaczyna grzebać w pralce, jak tamten poprzedni dwa tygodnie temu. Przez telefon Peter informuje go, że miał już przyjechać z bębnem. Mechanik nic o tym nie wie, dostał tylko nasz adres. Kończy rozmowę i zostawia mi rachunek na 177 euro oraz nowy termin na (...)

--- full text ---

5 june 2011

diary

JoT Eff
JoT Eff

Reńska niedziela zawsze pachnie kawą i jajecznicą.

Znowu jestem tutaj.
Zielone papugi witają mnie skrzekiem.
Przez tydzień umarły z pragnienia
iście na brzózkach.
Ren jakby, jeszcze, skurczył się.
Poznaję to po stateczkach; płyną
ze zgrają wesołych turystów coraz bliżej
brzegu. Tego roku, w styczniu, pisałam
rymowanym wierszem "Krajobraz nadreński",
a wody w nim podtapiały nadbrzeżne kasztany.
Peter wyprowadzał mnie na spacer jak
małego pieska, który może się zgubić. Teraz
smycz mam luźniejszą. Wszystko jest zmienne,
oprócz radości i smutku. Nadsłuchuję
i nie słyszę porannej, muzułmańskiej
modlitwy z piętra wyżej. W bloku
naprzeciwko zamieszkało dwoje nagusów.
Na wąskim balkonie, sposobią się do kąpieli
słonecznej. Za chwilę zjemy śniadanie, pierwszy raz
w tym domu, jako małżeństwo. Peter czyta,
że brakuje już miejsca w szpitalach, żeby myć ręce, uważać
na warzywa i mięso. Tuż pod nosem,
na akacji, biją się dwa kosy, ale
może to tylko takie ich zaloty
przed końcem świata.

Contact with us



Report this item


You have to be logged in to use this feature. please Register