Zmiana sposobu prezentacji

24 october 2015

prose

Aleksandra RB
Aleksandra RB

Agnest

ROZDZIAŁ I

Piękna pogoda, rześka, słoneczna, taka w sam raz dla młodzieży. Można zerwać się ze szkoły, pójść na wagary, upić w lesie, grzeszyć na rozgrzanym runie. Czuję wiatr we włosach. A może w miejscu gdzie być powinny? Drżąca jak osika pedałuję na rowerze. Centrum miasta, południe, wymijam stłoczonych ludzi. Patrzę na nich nieufnie, są bardzo odważni. Właśnie ta ich odwaga tak mnie onieśmiela, zazdroszczę im tych uśmiechów, beztroskich, zdrowych, witalnych ciał. W żołądku czuję wzburzenie. - Cholera jasna. Klnę z rozpaczy po cichu, muszę szeptem, bo jeszcze by mnie zdeptali za wymyślne wulgaryzmy.
W koszyku wiozę książkę. Nową, pachnącą świeżym papierem, z wyraźnym, niezatartym drukiem, w twardej, lakierowanej oprawie. Oh, jaka jestem dumna z tej kosztownej zdobyczy, eksponuję ją, głaszczę niczym dziecko, które dostało nową zabawkę. Czuję ekscytację, otóż posiądę tą jedną jedyną, której mieć nie mogłam. Już kiedyś to czułam, wysysałam z chwili poszczególne segmenty słodyczy. Siedział tuż obok, był nie za wysoki, przeciętnej urody, cały urok tkwił w spojrzeniu – magnetycznym, żywotnym, a za razem obcym i nie zbadanym niczym wszechświat. Do pyzatych kieliszków polewaliśmy słodkie, drogie wino. Dawniej byłam rozpoznawalną osobą, bardzo towarzyską, szanowaną, znaną z czarnego humoru, pełną gracji, wdzięku i o dziwo czaru, którego nigdy nie dostrzegałam. (...)

--- full text ---

Do Ciebie

Boże! 
Gdzie jesteś?! A zapewne gdzieś musisz być. Gdzie schowałeś resztki współczucia? Przerażające jest Twoje dzieło! Ja wiem, że uciekłeś, bo stworzyłeś potwory.
Szpital, oddział dziecięcy, maleństwa do lat czterech. Płacz, wołanie, cierpienie i bolesna świadomość, że się jest porzuconym. Ty matką nie jesteś, egoistką, co najwyżej. Dlaczego drżącymi dłońmi nie ściskasz swego maleństwa? No powiedz gdzie jesteś, co robisz, co się z tobą dzieje? Bo tutaj na pewno cię  nie ma. W powietrzu czuć katastrofę zakrapianą tragedią małego człowieka. Dziewięć miesięcy pod twym sercem i nagłe wyrwanie z otchłani. Uciekłaś, bo tylko odchodzić potrafisz. Określenie godne ciebie – suka – samica gatunku człowiek.
Jego krzyk, pustka, łzy słone na twarzy w rozmiarze 92. Małe usteczka wzywające mamę, na tle cichej, uśpionej nocy. Lecz jej nie ma. Wcale cię nie chciała, teraz pewnie to wiesz. Ty jej wybaczysz, bo każdy pragnie być kochanym.
Pozwól, że zniknę, bo nie chcę już słuchać, nie chcę oglądać, lecz na kolanach proszę Boże by suka w matkę kiedyś się przeistoczyła!

19 october 2011

prose

Aleksandra RB
Aleksandra RB

Adonis

Znów powraca - uciążliwy odór zależałego w żołądku alkoholu.
Chciałem uciec, nie raz próbowałem roztrzaskać szklaną taflę egoizmu.
Próbowałem?
Nie, to było coś więcej.
Szarpanina o byt, lecz nie według Darwina.
Pragnąłem aksamitnej nocy i cynamonowego snu.
W rezultacie gnałem boso przez ciernisty gaj, nie mając pojęcia czy bardziej ranią ciernie, czy ostrogi, które dobrowolnie przyjąłem.
Szukam własnego cienia by w końcu odnaleźć siebie. 

Gorzki pocałunek na moich wyschniętych ustach.
Krzyczeć? - A po cóż? Czy to coś zmieni?
Prosić o łaskę? - A po cóż? Czy ona w ogóle istnieje?
Jej piorunujące spojrzenie skupione na postarzałej twarzy dwudziestokilku latka.
Gniewna atmosfera w stężeniu równym kwasu siarkowemu.
Szczęściarz?
Zegar tyka, bez slowa wychodzę do pracy.

13 august 2011

prose

Aleksandra RB
Aleksandra RB

Afrodyzjak

- Nic już nie będzie tak jak dawniej. Żegnaj. Ciężkie, ociążałe słowa wypadły z jej symetrycznych ust.
Chciałem zaprzeczyć, jednak coś wewnętrznie blokowała, chyba świadomość, że miała rację.
Kilkusekundowa cisza w słuchawce - za wiele dla rozstrojonego organizmu. Piiii,piiii .... piiip - zakończyła rozmowę. Czyżby już miało być po wszystkim? Pięć lat zawracania sobie głowy, by w efekcie końcowym usłyszeć zwykłe - Żegnaj?
Mieliśmy wiele pięknych wspomnień, setki wspólnych pomysłów, tysiące czułych spojrzeń, miliony pocałunków i tylko jedną zdradę. Kto zawinił? Chyba oboje. Zaślepieni wzajemnie blaskiem miłości zapomnieliśmy o tym co najważniejsze - o sobie.
Ładnie umeblowane mieszkanie, gdzieś po pokojach schowani my, a w kątach czająca się rutyna. Najniewinniejszy potwór. Pozwoliliśmy mu skoszotować naszych ciał. I pożarł w ekspresowym tempie. 
- Nic już nie będzie tak jak dawniej. Za ciężkie by osiaść na stałe w mózgu. Przeleciało przez przełyk, kwasy by osiaść w jelitach i tam gnieździć się dożywotnio?
Dlaczego nie zaprzeczyłem?

25 february 2011

prose

Aleksandra RB
Aleksandra RB

Moralny upadek

Zwieszam głowę.
Szukam intensywnie siebie w labiryncie tęsknot.
Nie ma - i już.
Lzy cisną się do oczu - czuję jak pękają poszczególne skorupy wrażliwości.
Drżącymi dłońmi próboję układać puzzle.
Naiwniak.
Bezsilność ogarnia członki.
Dzieciecy płacz balansuje w psychice. Smutne echo.

18 february 2011

prose

Aleksandra RB
Aleksandra RB

Ucieczka

Stało się. Rozebrane do naga oczy ujrzały ogołoconą prawdę. Chciałem za wszelką cenę zakryć ciemne, bezdenne ujście łez, lecz skrępowane dłonie nie potrafiły pokonać pętów. Tyle wrażliwości? I po co? Ludzka pięść niszczy zarodek kreatywności.
Poznać strach, ten skryty w czeluściach umysłu i umieć jeszcze raz usnąć. Podziw dla herosów. Obok gwałcą kobiety. Krzyk, płacz i niezapomniana bezsilność wiszącą w atmosferze. Ciarki na skórze, których nawet nie rozgrzeje ciepło matczynej miłości. Wymiotuję, spoglądam na produkt nienawiści - poszczególne obrazy, ktorym kwas żołądkowy nie dał rady śmieją się bestialsko mojej zrozpaczonej twarzy. Czuję nadlatującą kulę. Mija pot na skroni. Odrzucenie. Nie dane mi zostać jej kochankiem.
A gdybyś ty Malutki ubrał w przyszłości maskę oprawcy? Jak wielką krzywdę wyrządziłbyś memu upośledzonemu sercu? Nie myśleć, nie przewidywać, nie ulegać możliwością.
Żal? Coś ponadto. Uczucie dominuje słowa. Biegnę, przekraczam bramę, kolczasty drut złowrogo błyszczy zębami przypominając o przeszłości. Zbrodnie zapisane krwistym atramentem. Dziecięce buciki, damskie spódnice, męskie, złote zęby...w tle kominy. To nie wszystko, tysiące miejsc o podobnym charakterze. Pragnę oczyszczenia!
Piąty prysznic, druciana myjka zdarła naskórek. Dlaczego nic nie uleglo zmianie? Wiesz! Tego rodzaju emocje puszczają korzenie w najgłębszym miejscu (...)

--- full text ---

27 january 2011

prose

Aleksandra RB
Aleksandra RB

Plastikowa lalka absurdu

„Nie mam zamiaru
spełniać czyjś oczekiwań, w życiu nie chodzi o to, by sympatię zdobywać. Więc,
czasem ktoś zarzuci ci egoizm. I co z tego? Masz wszelkie prawo do tego, by się
bronić.”
ELDO
 
    Powietrze było wilgotne,
zimne i ciężkie, mgła ociężale spoczywała na ulicach pozornie uśpionego miasta.
Rozmowy drzew przypominały wojenną konspirację, o której babcia często
wspominała za życia. Coś w tych szelestach było ponadczasowego, inspirującego,
a za razem ekscytującego, ale współczesne, podupadłe na sile, bezużyteczne
kłody, to nie ci czarodziejscy, wręcz magiczni leśni wojownicy z opowiadań
babci.
Szedł wolno, nie miał celu, rodziny, perspektyw. Mgła
pieszczotliwie obejmowała jego wątłe ramiona przypominając o braku horyzontu.
Dawniej był autorytetem, własnym władcą, mężem, ojcem. Wszystko jednak utracił
w szybkiej, pozornie nieistotnej chwili. Cele zatraciły się za metalowymi
kratami, odeszły w przeszłość jak dzieciństwo i dojrzałość. Czuł się pod każdym
względem Nikim. Uczucie to, tak głęboko w niego wrosło, że szczęście dni
minionych stało się niemalże w całości czymś niewyraźnym, zamazanym,
nieodczuwalnym. Więzienie było dla niego szkołą przetrwania, w której nie zdał
końcowego egzaminu.
    Mieszkał w kawalerce,
umeblowanej (...)

--- full text ---

27 january 2011

prose

Aleksandra RB
Aleksandra RB

Puszka Pandory

Spojrzenie mało wyraźne. Jeść, pić, jeść znów pić, pić i po raz wtórny pić. Stan nietrzeźwości nikogo nie dziwi. Próbowałem wielu rozwiązań, ale człowiek zawsze wraca do początku. Choćbym nie wiem jak szybko biegł, to niewidzialna ręka pragnień przyciągnie mnie ku sobie. 
Mam dość słuchania politycznych wrzasków. Hańba, której nie można zmyć wodą jak grzechu pierworodnego. Ośmieszają głownie nas, siebie chronią immunitetami. Europa, a my jej sercem, które płowi się w kpinie i kłamstwie. Czy kiedykolwiek zmądrzejemy? 
Twarz zrozpaczonego. Oczy zamknięte w potrzasku. Daję sobie szansę. Wmurowane, szmaragdowe usta na wyłączność oddałem jej. Szukam ciała w labiryncie zmysłów. Powolne sklejanie członków odbywa się początkowo w żołądku, następnie w ustach by ostatecznie skonać w mózgu.
Cienka bibułka szeleści pod ciężarem palców. Lepki filtr ozdobił suche wargi. Smak tytoniu gorzko osiadł na języku. Krótkie niedotlenienie. Zatrzymać chwilę. Degustować poszczególne doznania.
Obłęd percepcji. Szara, bezgwiezdna noc. Sygnał karetki wbija w umysł igły niepewności. Aura napięcia opanowując pokój postanawia po chwili opaść. Naiwnie zapadam w półsen. Minuta drzemki i gwałtowny podryg mięśni. Dziś nie zaznam łaski snu.
Odbieram bodźce. Gwałt, śmiech, płacz, nadzieja, mord, radość, zdrada, wierność... Bilans strat i korzyści. Czy warto?

4 january 2011

prose

Aleksandra RB
Aleksandra RB

Tabula rasa

Poranek. Twoje delikatne usta wysyłają serię uśmiechów. Ogarnia mnie uczucie tak piękne i delikatne, iż boję się nadać mu nazwę, by nie zniszczyć tkwiącego w nim uroku. Błyszczącymi oczkami wypatrujesz mojego spojrzenia. Co czujesz? Mogę tylko przypuszczać.
Oczekuję wiele. Brak wymagań pozbawia człowieka esencji. Strach paraliżuje umysł. A co jeśli świat cię zdepcze? 
Trzymając pewnie w objęciach, nieraz powtarzałem byś znalazł indywidualne tempo życia. Ryzykowna rada. Obawy? Nie biorę pod uwagę myśli, że świat może stłamsić twoją niepowtarzalną siłę.
Jesteś hierarchią sprzeczności. Dynamizm schowany w stoicyzmie. Ares w Eirene. Śmiałość złączona ze strachem. Chaos w ładzie...
Niepowtarzalność. Dałem ci iskrę. Nie zmarnuj talentów, które Natura pozostawiła w delikatnym ciele.
Wyobraźnia działa. Jak będziesz wyglądał za miesiąc, rok, dziesięć lat? Kto zawładnie życiem? A może sam będziesz nim rządził? Kim ja będę?
Pamiętasz? Wielokrotnie obiecywałem być na zawsze. Kiedyś zrozumiesz, że każdy człowiek jest kłamcą. Chciałbym doczekać pierwszego słowa, kroku, pierwszej Twojej tajemnicy, dziewczyny, zmarszczki. Czy będę? Nie mam pojęcia. Mózg podpowiada. Emocje barierą dla bezwzględności.
Sprawiłeś, że dojrzałem, lecz to właśnie dojrzałością zaprowadziłeś do świata fantazji. W nim naprawiam wszystko, co dawniej zepsułem, a ty (...)

--- full text ---

2 january 2011

prose

Aleksandra RB
Aleksandra RB

Próżnia

Cisza - za często mnie osacza. Stoję pośród wrzeszczących myśli i ulegam oczyszczeniu. Cisza? Wrzask molestuje uszy. Gwałtowny impuls. Mózg akceptuje sygnał.
Pokój - napierająca przestrzeń. Schować ciało w Puszkę Pandory i stać się nadchodzącym nieszczęściem. 
Krzyk przywarł do dziecięcych ust - mój osobisty głaz Syzyfa. Chcę pomóc, lecz świat rządzi się innymi zasadami. Zrozumieć skomplikowaną naturę człowieka - marzenie z górnej półki. Dojrzałość atakuje znienacka. Emocje krępują wrodzoną bezwzględność. Wyciągam dłoń - niepotrzebnie. Dasz palec, wezmą całą rękę, a po niej dobiorą się do reszty. Hieny!
Noc. Stoję nagi, zalany potem. Wstyd utkwił na dobre w hebanowych oczach. Sny - przeklęty atut zmęczenia. Bezsenność - lekarstwo dla wycieńczonej wyobraźni. Szukam receptur, lecz błędne koło zaciska pętlę na wychudzonej szyi mózgu. 
Chłodny parapet podtrzymuje zwiędłe ciało. Miasto nocą. Światła w oknach sąsiednich bloków dawno pogasły. Ciemność przecinają rzędy smukłych latarń. Mętne spojrzenie kogoś wyszukuje. Świadomość boleśnie policzkuje. - Ocknij się, twoja Kleopatra nawet nie wie, że istniejesz. Śmiech dławi gardło. Pogarda dla samego siebie.
Kubeczki smakowe reagują na zimne wino. Odkrywam kolejną formę rozkoszy. Indywidualny sposób odkupienia. Samotność - skrajny rodzaj ascezy.
Odyseusz teraźniejszości. Płynę do Itaki. (...)

--- full text ---

Boskie anomalia

Ciemna, letnia noc. Ciszę rozrywały dziewczęce jęki. Standardowe, młodzieńcze imprezy, naszpikowane alkoholem, papierosami i szalonym seksem. Leżał w krzakach przysłuchując się orgii. Dwie opróżnione butelki wina a umysł nadal nie był napojony. Dławiący śmiech stał w gardle. – Naiwne. Myślą, że ciało to miejsce pracy – wieczne zapewnienie bogactwa. Nawet nie zdają sobie sprawy jak łatwo w tej kruchej świątyni może zagościć nowe życie. I co wtedy? Zapewne aborcja, bo przecież tak łatwo w dzisiejszych czasach likwidować błędy. Znał takie panienki, dawniej chętnie się nimi bawił, wypinały zgrabne tyłeczki już po pięciu minutach rzekomej randki. Dziś pozbyły się młodzieńczej naiwności, postawiły na cennik – 100zł za godzinę. Czasem je odwiedzał, aby spuścić z ciała litry emocji. Kompromitacja – dostawał zniżki! Nastała chwilowa cisza. Jeden z chłopaków wyciągnął kamerę. Młoda, naga brunetka o hebanowej cerze rzuciła partnera na ziemię zatykając swoje mięsiste, czerwone usta przyrodzeniem. Dlaczego musieli zabawiać się tuż obok jego domu? Ironia. Z każdym latem nastolatkowi wymyślali coraz to odważniejsze posunięcia. A później płacz, – Dlaczego ten film jest w Internecie? Miał tego dość! Nawet spokojnie w własnym ogródku nie mógł się upić!

Dom- miejsce najbardziej przez niego znienawidzone. Jeszcze dwa lata wstecz było w nim życie. Piękna, wiecznie młoda żona, o (...)

--- full text ---

Contact with us



Report this item


You have to be logged in to use this feature. please Register