LadyC
ALL WORKS Poetry (71) Prose (12) Diary (70) Photography (108) Postcards (1)
About me Friends (58)

Zmiana sposobu prezentacji

14 january 2019

prose

LadyC
LadyC

Migawka IX (z górskich opowieści)

Może siedział tam długo, a może zaledwie chwilkę. Na pewno zdążył się rozsiąść i rozmarzyć. Przyglądała mu się zaledwie chwilkę zanim ją dostrzegł. Wiedziała dobrze. Czekał na nią.
-Tylko po co? Po co się czeka?
Dziwne pytanie. Ale ta odpowiedź wcale nie była oczywista. Nie chciała napotkać jego oczu. Nosiła lustrzane dziwne okulary. Zastanawiała się co myśli. Próbował nie wyglądać jakby taksował ją wzrokiem.
- Bez sensu.
Wiedziała, że przygląda się jej równie bacznie co ona jemu.
- Obwąchiwanie. – jakoś niemrawo stwierdziła w duchu.
Matko! Nie widziała go z 5 lat. Może 6? Może więcej. Nie mogła sobie przypomnieć. Próbowała przywołać jakiś obraz. Coś czego można się uczepić w myślach. Nic. A skoro nic, musiał przecież nic dla niej nie znaczyć.
- A jednak tu jestem. Załatwimy to szybko.
- Herbatę? Kawę?  
Ocknęła się. - Tak, może. Nie wiem. Poproszę herbatę. Góralską.  
- Zamówiłem coś do jedzenia. Czekam już chwilę. Zjesz?
Nie. W takich chwilach się nie je. Jedzenie rozprasza uwagę. A pewnie o to mu chodzi. Zresztą on jeszcze nie wie, że nie jadam. Nie lubię. On musi lubić skoro zamówił czekając. Ja popijałabym herbatę. Tak, herbatę właśnie. Można bawić się kubkiem. Zająć trochę nerwowe ręce.
- No więc … czego właściwie (...)

--- full text ---

9 september 2016

prose

LadyC
LadyC

migawka VII czyli z pamiętnika nałogowej góralki

- Jeszcze tylko do tamtego drzewa. Dwa oddechy. - Zbieram siły i jeszcze raz w górę.
Kraczą nade mną wrony. Gawrony może.
- Przebrzydłe ptaszyska cieszą się na mój widok. – pomyślałam.
Zacięłam usta i palce na kierownicy.
- Po moim trupie! Ale nie dziś. Dziś dojdę! Padnę na górze, ale dojdę. Nie nażrecie się wstrętne kreatury.

Ta walka trwała jeszcze jakiś czas, a ja stale wynajdywałam sobie nowe zachęty, byle nie przestać iść.
- Tam na górze, ten widok nagrodzi wszystko.
Kiedy wreszcie droga dawała nadzieję na koniec wspinaczki, przede mną po stronie łańcucha, rozciągała się leśna polanka pełna jeżyn. Dobry Bóg wynagradza wędrowców. Garściami karmi owocami tak słodkimi, że przez chwilę można zapomnieć o istnieniu zbocza, góry, a nawet widoków, które wciąż nie zostały zbadane przez ciekawe, spragnione widoków oczy. Poczekają. Tylko się zbiorę.

Chwilę później odkryłam, że to dopiero połowa wspinaczki. Jeszcze moment temu, kilka zaledwie metrów niżej byłam gotowa się poddać, zapomnieć o wszystkim i zejść korzystając z  pierwszej lepszej okazji. Teraz z nowymi siłami nawet nie myślę o powrocie. Powtarzam sobie, że przeszłam najgorsze, że jeśli w oddali, między drzewami świta niebieski przesmyk, to musi być blisko do celu. Wierzę, choć wiem, że to nieprawda. Chwilę jadę. Jest mi tak dobrze, (...)

--- full text ---

30 december 2014

prose

LadyC
LadyC

Migawka VI



Widzę jak idzie.
Nie mogę się powstrzymać. To wrażenie staje się jak obraz na płótnie.
Ona podziwia. Ja się dziwię, że nadal można tak patrzeć na zwykłe rzeczy.
Właściwie zwyczajne.  Jak dom. Murowany. Malowany na biało lata temu.
Na tle świeżego śniegu widać wyraźniej.
Gładki pień zdaje się wypiękniał od wczoraj. Już się otrząsnął.
Nie mam mu za złe. Ma własny urok. Po co mu śnieg do ozdoby?
Co innego gałęzie. Lubią się stroić. Im mniejsza, tym chętniej się chwali nową bielą.
(...)

--- full text ---

13 october 2013

prose

LadyC
LadyC

MIGAWKA V

Wyglądał, jakby się wahał.
- Pieszo, czy kolejką?
Kibicowała mu w duchu.
Zawiodła się. Poszła więc sama, zastanawiając się, czy go jeszcze gdzieś spotka.
- Będzie szybciej – pomyślała, i ruszyła w górę.
 
- Jest!
Musiał się zatrzymać przy kolejce dłuższą chwilę, skoro dopiero rusza na szczyt.
- Też mi szczyt!  - prychnęła i aż zakryła dłonią usta w obawie, że ją usłyszy. 
Z górnej stacji kolejki można tam dojść nawet w szpilkach. Wie, co mówi. Widziała.
Z początku szedł dość szybko, jakby chciał nadrobić wcześniejsze wygodnictwo.
- Zobaczymy, czy wytrzyma tempo do szczytu. –znów łapie się na tym, że zaczyna mu kibicować. - Przecież do tej pory byłam biernym obserwatorem. - Skarciła się w myślach, ale nie pomogło.
Jednak, to dlatego zwrócił jej uwagę, że stale się wahał. Choć miał wypisaną na twarzy determinację.
I znowu zawód.
Utykał!
Nie mogła widzieć twarzy, szła przecież z tyłu, ale wyobrażała sobie co czuł, z trudem wlokąc za sobą nogę. 
- Jednak dotarł.
 Potem zszedł jeszcze do czeskiego schroniska po drugiej stronie góry.
 
Teraz, rozstali się przy górnej stacji. Była już pewna, że zauważył jej istnienie. Nie odezwał się.
Musiała ugryźć się w język, żeby go nie (...)

--- full text ---

4 october 2013

prose

LadyC
LadyC

Migawka IV

- Dziwny - przemyka mi nagle przez głowę - tutaj wszyscy jesteśmy. 

Zawsze znajdę sobie jednak kogoś.
- Kozioł ofiarny - podkpiewa czasem mój towarzysz.

Zamyślam się. Wymyślam mu życiorys. Historię życia w epizodach.  
Ma niewiarygodnie długie i chude stopy.
- Skąd on się tu wziął? Jakby spadł ze starego obrazu. Pamiętam taki. Właściwie to było zdjęcie, ale co za różnica. Stare, czarnobiałe.
- Tak, musiał się wziąć z tego zdjęcia.

(...)

--- full text ---

22 september 2013

prose

LadyC
LadyC

Migawka III

Obserwowała go już od furtki. Stał w drzwiach z taką miną, że nawet wiedząc, że jej oczekuje, przez moment zawahała się
- a może wrócić?
- Chyba robię głupie miny – pomyślała pokonując kolejne etapy stromych schodów.
Nie pomogło. Stał z niezmiennym grymasem na twarzy póki nie zagadnęła go już z ostatniego stopnia - Będziesz bił czy wieszał?
Dopiero wtedy jego twarz nabrała wyrazu, który mógł zdradzać odrobinę radości.
Przecież od dawna wiedziała, że rzadko się uśmiechał. Ale od jakiegoś czasu ten dziwny cień pozostawał na jego twarzy coraz dłużej. Kiedyś znikał, kiedy wchodziła do ogrodu.

8 december 2012

prose

LadyC
LadyC

Migawka II

Zdawało jej się, że patrzy. A może tylko, że powinien był spojrzeć na nią przychylniej jakoś. W końcu nie darmo dostaje się życzenia w okresie ‘zimnej wojny’. Bo ta ich wojenka głównie polegała na milczeniu. A w czym jak w czym, ale w milczeniu jest dobra. Tylko, że on też był nieustępliwy choć prowokował gesty pojednawcze, nigdy nie wyciągał ręki.
- Więc niby jeszcze nie pokój, a już nie wojna?
Uśmiechnęła się. Znała ten zwrot na pięcie, ten jakby zamyślony ruch wąsów, twarz siłą woli przybierającą srogi wyraz.
- Pąsowa wojna – pomyślała,  widząc jak się ukradkiem broni przez nagłym gestem, który mógł zdradzić. Wszystko.

31 august 2012

prose

LadyC
LadyC

Migawka

 
Kiedy wchodziła właśnie pochylał się nad okienkiem.
- Stary zmęczony życiem niedźwiedź – przemknęło jej przez myśl. – Właściwie, zawsze był nieco zwierzęcy.

Kiedy się śmiał, wyglądał jakby szczerzył kły. Kiedyś się go bała. Ale to bardziej przez ten buńczucznie zadarty nos, nijaką piegowatą twarz i te rzadkie sterczące zawsze włosy.

- Dziwne, że nadal strzygł się tak samo.

- A niech mnie!

(...)

--- full text ---

6 august 2012

prose

LadyC
LadyC

Przymiarki

Przecież to miał być jej dom. Wymyśliła sobie. Najpierw drzwi. (Trzeba zacząć od drzwi – mówiła – bo od drzwi się wszystko zaczyna.)
I zaczęło się od drzwi.
 
Kiedy w nich stanął, stał się drzwiami.
 
Potem muszą być okna. Na świat. (Tym razem to stary sad, w którym jabłonie pochylały się jakby były o całe wieki starsze od właściciela – niemłodego już, ale prostego niczym topola, mężczyzny). Kiedy podeszła do okna tylko patrzył. Potem podszedł, jakby rozumiał, jak ważne są okna. Bez firanek – wyjaśnił - choć na wsi lepiej mieć firanki, żeby nie zaglądano wiecznie do środka. Właściwie powinna się z nim zgodzić, bo gdy następnym razem przyjechała bez zapowiedzi, widziała z ogrodu jak spaceruje po piętrze. Myślał. Zanim nacisnęła dzwonek, nie wiedział, że świat za oknem nadal istnieje.
 
Stała się oknem.
 
Potem drzwi i okna stwarzały nowy świat. Bez ścian. Bez drzwi, przez które tak łatwo wyjść i nie obejrzeć się.  Nigdy.

1 june 2012

prose

LadyC
LadyC

Zula



Właściwie nic się nie zmienia.
- Wacek, no coś Ty?! Zawsze mogłam napisać taki tekst. Gdybym tylko chciała.
 
Ale nie chciała. Zawzięcie wyznając zasadę, że mówić można tylko wtedy, kiedy ma się coś do powiedzenia. A Zula nie chciała mówić. Nie było o czym. Choć zawsze miałam wrażenie, że cała kipi w środku od niewypowiedzianych słów.
 
Pracuje tu odkąd pamiętam, choć wydaje mi się czasem, że od początku świata. Koryguje, poprawia, nieraz się wścieka, że ludzie nie szanują języka, że piszą co im ślina na język. Pracuje w ciszy, zawsze z tą samą zaciętą miną, jakby tropiła zbrodniarzy.
 
Z tą samą miną przyjęła nagrodę.
- O co to całe zamieszanie?

31 may 2012

prose

LadyC
LadyC

Nic się nie stało

            

 

Zula, jak wiadomo jest kobietą, co w praktyce oznacza, że czasem przyjmuje stan skupienia skały, innym razem substancji gąbczastej bez jakiegokolwiek pancerza, co tylko statystycznie zapewnia jej równowagę emocjonalną.

Otóż Zula doprowadziła dziś męża do takiego stanu, że najpierw wyglądał jakby chciał walnąć wreszcie pięścią w stół, a potem prawie to zrobił. Następnie wstał i bez słowa ruszył w stronę przedpokoju, bez słowa zabrał teczkę, bez słowa, po długich poszukiwaniach, skorzystał z pomocy Zuli przy szukaniu kluczyków i wyszedł. Ochłonął dopiero w pracy o czym świadczyć miało jedno zdanie, powiedziane w zasadzie do siebie:
- … i kto te baby zrozumie, no kto?
- Pan coś mówił?
- Nie, nic Pani Krysiu, nic a nic.

I znów rozpętało się piekło, bo Pani Krysia poczuła się zlekceważona, poniżona i ponoć nawet dyskryminowana. Przecież w zeszły poniedziałek zwierzył się pani Zosi, że wcale nie rozumie kobiet.

Contact with us



Report this item


You have to be logged in to use this feature. please Register