Nie otulisz dłużej oczu białym szalem.
Nie pokażesz srebrnych kwiatów już na oknie,
ni falbany zimne, jak jaskiń stalaktyt -
już mnie bawić dziś nie będą, moja droga.
Trochę szkoda, bo się z tobą nawet z żyłam,
gdy pod kocem piłam grzaniec z cynamonem,
lecz ty mówisz, że jest czas, by w dal odpłynąć
i powitać w innej szacie swoją siostrę.
Skoro tak, to będę czekać trzy sezony,
aż przybędziesz z twardą taflą na ślizgawce
i latarniom znów dokleisz długie brody.
Szronem drzewa przypudrujesz - w lesie, w parku.
A ja wyjdę na spotkanie z tobą nocą
i przytulę, by cię ogrzać choć przez chwilę.
Będę cicho patrzeć jak gwiazdy migocą,
by wraz ze mną mogły znowu cię przywitać.
Już po chwili usiądziemy sobie w sankach,
zanim pójdziesz się z kimś innym czule witać
i dasz znać, że nadszedł czas, ażeby narty
mógł wyciągnąć i po górach z tobą śmigać.
Chyba nikt tak nie kocha zimy jak ty:)
report
Każda pora roku ma swoje uroki, a [poza tym to tylko wiersz, nie najbardziej kocham wiosnę, to jest moja najbardziej ulubiona pora roku, ale zima ma swoje walory, owszem. Pozdrawiam z podziękowaniem za czytanie :)
report
Bardzo sympatyczne pozegnanie zimy..
report
Dziękuję :)
report
Ciekawe, czyli zima ma ten harmonijny układ dla autorki. Zima u Vivaldiego najpiękniejsza, życia pełna. Miłego wieczoru
report