Poetry

janusz pyzinski
PROFILE About me Friends (4) Poetry (40)



28 june 2011

słoneczna gałąź

uparcie wchodzę przez sień lasu w znajome krajobrazy kłosów
ziemia jak dawniej pachnie słońcem i skoszoną trawą
z mojej pamięci rżyskiem odchodzi wraca na mgnienie
wiersz nieskończony co w dół po świerkach spłynął niespodzianie

gdyby mógł wrócić w wieczór przedniedzielny kawałkiem kory
jak srebrny medalik do piersi dzieciństwa młodzieńczych tęsknot
pod drzewem wierzby iść z tobą kamień po kamieniu cierń po cierniu
by zapomnieć że umarłaś dawno matko ziemio o oczach Madonny
ze szczerniałej ikony ziarna chroniącego brzemienność
gdy księżyc w kucki zmęczony przysiadał na strzechach

teraz od zasze już moja dłoń w zaciśnięte palce strzępki nieba chwyta
gdy Pan Bóg po burzy przeprasza świat tęczą nieme słowa skargi
cisną się na usta słowa niech będa wielkie jak ogień z kuźni
stojącej jeszcze nieopodal z sumieniem ściągającym kamień
ze złocistej strofy natchnień jesiennych i skrzypienia czasu
co corocznie powraca pod dom jaskółczym szczebiotem

uparcie przychodzi niemodną nadzieją ubraną w pąki bzów i jaśminów
myśl skrępowana w okowach dzwoniących tęsknotą za matką z krzyżem
na obu ramionach na ramionach dźwigam cały ciężar świata szukając długo
siebie poza sobą odchodzę w przestrzeń tworzącą jedyną moją niepodległą
skibę na której wzrastam przetrąconym kłosem gałęzią słoneczną




Terms of use | Privacy policy | Contact

Copyright © 2010 truml.com, by using this service you accept terms of use.


contact with us






Report this item

You have to be logged in to use this feature. please register