|
| |
|
WSZYSTKIE PRACE
Poezja (44) Proza (6) Dziennik (43) Fotografia (46) Grafika (6) Książki (1)
Pocztówka poetycka (4) O autorze Znajomi (44) | |
Zmiana sposobu prezentacji
- Hahahaha.
- Hie hie hie hie.
- Heh. A na przykład ta, Kelly Karciarka!
- Kto?
- Możecie nie wiedzieć, boście młodzi, Kelly Karciarka.
- Kelly kanciarka?
- Sam żeś kanciarz, gówniarzu, zostaw to, karta stół. Kelly nigdy nie kantowała, choć, jak tak pomyśleć, to grała znaczonymi kartami. Ale nie kantowała.
- Szulerka?
- Głupiś, a kto by z babą niby tutaj usiadł do stołu? Kurwa!
- Kurwa?
- Zwykła kurwa, ale niezwykła. Kelly grała.
- W co grała?
- No a w co miała grać karciarka? W karty grała.
- No to jak grała, skoro nie miała z kim grać?
- Kelly nie miała z kim grać? Kelly, barani łbie, grała z większością frajerów, którzy przewinęli się w tamtych czasach przez tę dziurę. Jeśli jakiś facet trafił do naszej dziury, to prawie na pewno trafiał do dziury Kelly.
- No to co, o dupę grała i zawsze przegrywała?
- Głupiś. Kelly zawsze wygrywała. Nikt nie miał takiej ręki do kart jak Kelly. Nie, inaczej, Kelly miała cipę do kart.
- Opowiadaj w końcu. Piękna była?
- O, nie! Kelly była z pewnością najszpetniejszą i najbardziej pokraczną kurwą jaką nosił boży świat. Kelly nawet jak założyła te kurewskie fatałaszki, na widok których wszyscy zapominacie o swoich mamusiach, to wyglądała gorzej, niż płaszcz Billa Hickocka wepchnięty w dupę jego konia.
- I tak się do niej pchali?
- Nikt (...)
--- cały tekst ---
Ostatni ruch papieża. Ekstrapolująca historical science fiction.
Papież Faraon Napoleon XXV, udzielny władca Ziemi, Księżyca i sześciuset sześćdziesięciu pięciu Załogowych Cesarskich Stacji Kosmicznych Układu Słonecznego, w trzydziestym piątym roku życia, będąc w pełni sił cielesnych i władz umysłowych, nakazał zutylizować swoje ciało wraz ze wszystkimi implantami wspomagającymi i przepisać zawartość intelektualną oraz duchową jego mózgu na system niezniszczalnych kryształów będących centralnym ośrodkiem ogólnoświatowej sieci cyfrowej. Ten strategiczny ruch nie był jednak godnym jego przodków wybiegiem, mającym na celu uprzedzenie od dawna wieszczonych Rewolucji Sztucznych Inteligencji, ciągnących za sobą nieuchronność Technologicznej Osobliwości. Papieżowi Faraonowi Napoleonowi XXV znudziło się ruchanie.
Jak Gabriel García Márquez został ojcem chrzestnym mojej papugi
Zawsze chciałem hodować koguty i wystawiać je do walk, pomnażać i przegrywać w ten sposób majątek odziedziczony po matce chrzestnej, ale ponieważ w moim kraju kogut może co najwyżej bezsensownie obsrywać podwórko a na końcu złożyć kark na pniaku za chylącą się do upadku stodołą, co spotkało z pewnością również tego jedynego, symbolicznego, który służył jako emblemat porannego niedzielnego programu telewizyjnego dla dzieciaków, a który jako opozycjonista, bo w końcu pewnego grudniowego poranka też został internowany na czas jakiś, a na ekranie zastąpił go generał przypominający wronę, nie zasłużył na nic więcej, niż medialna dekapitacja gdzieś na pniaku początku lat dziewięćdziesiątych, a program ostatecznie zdjęto z anteny, jako pozostałość po czasach wzgardy, więc ponieważ los kogutów w moim kraju jest żałośniejszy, niż opluwana przez obrońców praw zwierząt i zafiksowane na punkcie piesków i kotków zidiociałe paniusie heroiczna dola kogutów bojowych całej błogosławionej przez Boga Ameryki Łacińskiej, i do tego jeszcze matka moja chrzestna nie jest oszałamiająco bogata, a skoro piszę "nie jest", to możecie słusznie wnosić, że nadal żyje i cieszy się dobrym zdrowiem, z tych wszystkich irytujących powodów w końcu kupiłem sobie papugę i nadałem jej stopień wojskowy i nazwisko marquezowskiego bohatera.
O Hauptsturmfuhrerze Horście Aue mówiono bardzo wiele złego i dziwnego. Szeptano. W jego obecności z reguły szeptano. Paradoksalnie, za jego plecami jeszcze ciszej. To co dziwne i złe składano mu niemal w milczeniu, jak kwiaty przed pomnikiem. Chyba jedynie ja pozwalałem sobie w jego obecności gwizdać. I właśnie gwizdałem, gdy któregoś dnia wracaliśmy służbowym oplem z wizytacji w Lubartowie do Lublina. Gwizdałem nadal, kiedy gruchnęło coś w silniku i wóz stanął, dymiąc spod maski, na szosie, gdzieś w szczerym polu. Horst nie wyszedł z auta a ja, mimo że odszedłem kilka kroków, by wysikać się do rowu i nie przestawałem gwizdać, słyszałem jak zdenerwowany Schutze z eskorty szepcze do zaglądającego pod maskę szofera:
- Zrób z tym coś szybko, bo jak tamten wysiądzie, to po nas.
- Co on za jeden? - wyseplenił szofer, poprzez klucz trzymany w zębach.
- To Aue, skurwiel podobno sypia w szortach zrobionych z ludzkiej skóry.
Przestałem gwizdać.
Wieczorem siedzieliśmy w kasynie. Horst palił cygaro a ja jak zwykle pijany.
- Nie gwiżdżesz od południa, Hans.
- Wiesz co mówią?
- Źle i dziwnie, takie czasy - Horst przysunął sobie popielniczkę w kształcie czaszki.
- Mówią, że sypiasz w szortach z ludzkiej skóry.
- Fiu, fiu - zagwizdał Aue.
Patrzył na mnie chwilę poprzez dym. Utopiłem wzrok w kieliszku.
- Owszem - Horst bardzo dokładnie, (...)
--- cały tekst ---
W dzisiejszym odcinku wykażemy bezspornie (czym potem będzie można zabłysnąć na spotkaniu towarzyskim), że w języku polskim proces czytania tekstu zachodzi, wbrew obiegowej opinii, od prawej do lewej. W celu przeprowadzenia dowodowego eksperymentu niezbędne są: książka (najlepiej gruba, w sensie wielostronicowa, np. "Lód" Jacka Dukaja), którą będziemy czytać; regał, na który odkładać będziemy książkę w przerwach na nieczytanie, czyli spanie, jedzenie, seks, ale już niekoniecznie na wydalanie (odkładać zgodnie z porządkiem przyjętym w bibliotekach, tzn. z grzbietem skierowanym w stronę stojącego przed regałem bibliotekarza i tak, że tylna okładka odkładanej książki wspiera się o przednią okładkę książki, która figuruje przed nią w katalogu alfabetycznym, bądź podług innego porządku katalogowego, ewentualnie o lewą ściankę regału, jeśli odkładana książka jest pierwsza na danej półce); zakładkę (może być kawałek cyganionego papirusu przywieziony z wczasów w Egipcie, który wcisnęła nam za dolara czarnooka, śliczna i głodna dziewczynka przed rozlewnią perfum w Luxorze, lub własne zdjęcie, które nie wiadomo po co odesłała nam była dziewczyna, nada się również zdjęcie obecnej dziewczyny [uważać przy tym, by nie pomylić ze zdjęciem byłej dziewczyny, bo obecna dziewczyna może wówczas poważnie wpłynąć na przebieg a zatem i wyniki eksperymentu], uwaga - w żadnym razie nie używać (...)
--- cały tekst ---
Jeszcze raz zobaczę słowo poeta napisane przez duże P, to dam komuś w mordę
Fobian Siembaum co poniedziałek, przez kilka godzin, słucha bilardzistów
dyskutujących o kijach. Żeby o kijach - oni godzinami gadają o takich
elementach kija, o których nie uwierzylibyście, że istnieją. Oczywiście
bilardziści nie tylko rozmawiają, ale też grają. Jedni lepiej, drudzy
gorzej. Ale wszyscy są skupieni na grze. Każdy bilardzista z dumą powie o
sobie "jestem bilardzistą" a potem zacznie cię zanudzać pieprzeniem o
tym, jaką kapkę ostatnio przykleił i czy jest z niej zadowolony. Fobian
Siembaum zna też kibiców, rowerzystów, wspinaczy, podróżników,
literatów, kobieciarzy, szachistów, malarzy pokojowych i nie tylko a
nawet stolarzy, górników i zwykłych pijaków. Ostatnio Fobian, na
podstawie kilkunastu przeprowadzonych dyskusji, które traktował
poważnie, choć z wrodzoną sobie złośliwością, zorientował się, że
"piszący wiersze" są jedynymi hobbystami nie zainteresowanymi swoją
pasją. Uznał to za wielce patologiczne. Postanowił zapisać się na boks.
Zaczął też mówić o sobie poeta.
