Fragment III

Kiedy stary Bielecki - ojciec Mirry  zjechał  do  miasteczka  ze świata barczysty i jak Cyklop jednooki, ludzie szeptali po kątach. To, że jego najlepszym  przyjacielem był  koń nie mieściło im się w głowie, bo tu  do czworonogów stosunek był inny. Koń to koń. Zwierzę pociągowe, ale żeby zaraz przyjaciel i żeby dawać mu wódę do popitki?
Co „ przyzwoitsi” utyskiwali, gdy wchodził z nim do baru „Muszelka” i wlewał piwo w pysk, podczas gdy koń mlaskał. 
Odmieniec był magistrem farmacji z zamiłowania artystą malarzem z wyboru zaś furmanem. Nosił dziwne stroje i nie dawał się nikomu, bo nie na darmo był Odmieńcem. Mówiono, że kocha tylko swego konia dla którego  jeżdżąc od domu do domu i rozwożąc węgiel - chleb  suchy zbierał. Był jak  kloszard, nawet gdyby nie żył jak kloszard. Umysł  miał wolny i  jedno oko bystre, bo drugie przestrzelone w dzieciństwie przypominało wyblakłą meduzę. Zeszpecił go brat, w czasie gdy matka piersią karmiła. Młody był, głupi, nastraszyć chciał tylko. Huknęło. Pocisk przeszedł przez oko malca i uchem wylazł wprost w serce karmicielki. Po  wypadku przygarnęła go ciotka stara panna i rygorystka. Po matce została fotografia w sepii i nabój na pamiątkę tragedii.   
W miasteczku średnio lubili Odmieńca. Plotkowali, że przyjechał nie wiadomo skąd, że kogoś szuka, że  niebieski ptak z niego, bo  węgiel rozwozi, a ma dobry zawód.  Mógłby na przykład pracować w aptece, a nie tylko afiszować się z koniem.
- Zazdrościcie żem wolny!
Twierdził choć nie wierzył w wolność, a tym bardziej w to co mówi.
W mieście niektórzy żałowali konia. Pisali elaboraty  w obronie zwierzęcia najpierw do magistratu, a  później do Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami, bo kto to słyszał, żeby koń chlał piwo, kto widział taką rozpustę.
Odmieniec toczył więc z ludźmi boje, gdy w końcu nasłali na niego tych z towarzystwa. Wlewanie koniowi w pysk alkoholu, było dla nich zbrodnią. Nie mogli przecież spytać konia, czy lubi piwo, a pewnie lubił, bo mlaskał. Byli pewni, że zwierzę jest katowane, pojone niewłaściwymi dla gatunku trunkami i wystąpili z petycją odebrania mu pupila. I gdy Kleofas na mocy prawa został umieszczony w prawdziwej stajni i zaczął jeść i pić to co ustalono dla koni, zmarniał w oczach. Z pięknego ogiera w ciągu tygodnia zrobiła się stara szkapa, której nie chciało się nawet ruszać oczami.  Bielecki widząc jaką krzywdę zrobili ludzie z towarzystwa zwierzęciu, starał się odzyskać Kleofasa, więc w miasteczku wybuchła końska wojna. Całymi dniami pisał petycję, które rozklejał na słupach, ale gdy zorientował się, że taką drogą nic nie wskóra postanowił porwać zwierzę tak jak to kiedyś robili Cyganie. Zaczaił się którejś nocy, wyłamał skobel od drzwi stajni i wyprowadził  ogiera. Rankiem, gdy ludzie z towarzystwa stanęli przed  jego ruderą  zwyczajnie ich nie wpuścił. Potem ucałował zwierzę w pysk i zwyczajowo poszedł z nim na piwo.
 Nikt nie wiedział o co mu chodzi, on sam też nie, a że nie lubił zwierzać się nikomu domysły mnożyły się jak robactwo. Owszem przebąkiwał coś czasem pod nosem, co niektórzy ciekawscy, próbowali niczym puzzle ułożyć. Zauważono też, że  często chodzi na cmentarz i to bez konia. Gadano, że pewnie jest hieną cmentarną albo i nekrofilem, ale wkrótce dano sobie z tym spokój.
Bielecki  gardził ludźmi. Lubił tylko Kleofasa, który ponoć rozumiał  proste wyrazy i łapał  wzrokowy kontakt z każdym,  a spojrzenie miał czyste jak rzeka z dwieście lat wstecz. Chód jednak wypaczył mu  alkohol, za to galopowi niczego nie można było zarzucić.
Alina matka Mirry obserwowała mężczyznę od dłuższego czasu. Nie słuchała plotek. Dla niej Odmieniec był uroczy, a że popijał?
-W mieście chleją wszyscy, takie prawo komuny– myślała i kombinowała jak go poderwać, nie wiedząc o tym, że on od dawna zerkał na nią ukradkiem, właściwie od kiedy pojawił się w miasteczku.
Zauważył ją kiedyś w sklepie,  a właściwie dostrzegł  tylko jej oczy. Dziwne jasnozielone,  jakby ktoś farbą wymalował na  tęczówkach dwie palmy. Stał  przy niej i gapił się w te ślepia jak w siódmy cud świata.
Choć udawała, że tego nie widzi, nabrała pewności, że się podoba. I pomimo że od podobania do zaczepki droga bliska oboje milczeli. Odmieńca tamowały własne przekonania w stosunku do kobiet i to nie najlepszej treści, ją wychowanie, że kobiecie nie przystoi zagadać pierwszej.
- Zaczep go – prowokowała przyjaciółka -  przecież wpadł ci w oko. Na niego nie masz co liczyć, on prędzej wydyma konia niż do ciebie zagada.
Alina jednak  milczała. W dodatku gryzły ją wątpliwości, że spojrzenia w sklepie i na ulicy mogły nic nie znaczyć. Na pewno  na wszystkie  kobitki  tak patrzył i może na wszystkie leciał jak Franek od Jasińskich, a powiadano że Franek miał coś z przysadką, dlatego był  psem na baby. Dumała Alina ciekawa jakby przekonać się, co do swych racji – bo mimo wielu wątpliwości czuła, że  w jakimś sensie są sobie bliscy, chociaż znają się tylko z widzenia.
Bielecki nie wałkował w myślach  tematu, nie wpadał w obsesje, nie rozbierał wszystkiego na czynniki pierwsze jej zwyczajem. Wiedział, że dawno nie miał kobiety i  że w jakimś sensie Alina mu się podoba, ale też, że nią gardzi. Podświadomie czuł, że jest łatwa i wystarczyłoby kiwnąć palcem, zagadać, a ona poszłaby jak w dym. Ale co potem. Właśnie co potem.
 -Nachodziłaby mnie pewnie cholera jedna. Wychodzić za mąż chciała, a nam niepotrzebne  towarzystwo kobiet przynajmniej takie  na stałe. Najlepsza baba to własna graba – mówił do Kleofasa, który rżał i wtedy Bielecki pomyślał, że zwierzę się z niego śmieje.
 
Mijali się nadal  w milczeniu, które gadało w nich, a milczało poza nimi.  W Alinie zaś nie przyzwyczajonej do takiej ignorancji bo na brak zainteresowania ze strony mężczyzn nie mogła narzekać, wszystko kipiało, bo młoda i temperamentna była.
- Nie będę nawet próbował jej poderwać, bo wepnie swoje macki we mnie ośmiornica jedna . Ale oczy ma piękne. Najpiękniejsze z wszystkich  jakiem w życiu widział.
-Może upuść coś - to cię zaczepi – doradzała koleżanka stary jak świat sposób na podryw.
Upuściła więc siatkę. I sama po nią musiała sięgnąć więc z wściekłości aż  kciuk przegryzła.
- Prostak jeden . Cham jednooki.  Końskie pomiotło –wyzywała w myślach.
Następnego dnia zeszła mu z drogi, a potem  zaczęła chodzić własnymi ścieżkami.
- Twarda jest. Sądziłem, że łatwa, a tu niespodzianka. Uśmiecha się prowokująco, a taka żelazna z niej baba, może hybryda jakaś – zastanawiał się.
I pewnie chodziliby tak do śmierci udając obojętność, gdyby nie Kleofas. Pewnego razu , gdy mijali się na ulicy zaczął rżeć, jakby się szaleju nażarł. Wobec nietypowego zachowania zwierzęcia wypadło tylko skapitulować , a potem wszystko potoczyło się zwyczajnie, zaś Bielecka z zachowaniem wszystkich dupereli opowiadała sąsiadom  jak zeswatał ją koń.

Bazyliszek
22 czerwca 2013 o 20:32

fajne brawo:))))a wiesz, ze ja krowkom wlewalem wodeczke na wzdecia, za komuny nie bylo wiele lekarstw, wiec trzeba bylo kombinowac, najsmieszniejsza byla twarz rolnika, jak widzial jak oproznia sie butelka a on nic z tego nie mial:))))))pozdrawiam i czekam na cd:))))))))

zgłoś

To jest prawdziwa historia, choć brzmi nieprawdopodobnie. Facet naszym sąsiadem był. Już nie żyje. Pozdrawiam Bazylku.

zgłoś

Bazyliszek
22 czerwca 2013 o 20:36

wierze, bo sie z konmi wychowalem:)))) pozdrowionka:))))

zgłoś

Lubił ten koń piwo. Oj lubił. Byłam wtedy mała, ale pamiętam.

zgłoś

Jerzy Woliński
22 czerwca 2013 o 20:46

ciekawy ciąg dalszy, brawo dla konia:)

zgłoś

deRuda
22 czerwca 2013 o 21:00

bardzo dobra opowieść :)

zgłoś

Cieszę się, że Ci się podoba Dorotko.

zgłoś

oczy jak pustynia
22 czerwca 2013 o 22:08

wrócę...:-)

zgłoś

doremi
23 czerwca 2013 o 00:58

zabawne ;))

zgłoś

Jaro
23 czerwca 2013 o 09:42

Kolejna część też bardzo fajna, tym bardziej,że mówisz ,że to prawdziwa historia:)Pozdrawiam:)

zgłoś

Ano prawdziwa. Ten facet to był model. Kiedyś, gdy telewizja zjechała z programu "Przystanek dwójka" to ich po mieście oprowadzał z wielbłądem, bo w miejsce konia wielbłąd się pojawił Co on wtedy wygadywał:)

zgłoś

bosski_diabel
23 czerwca 2013 o 11:07

przeczytałem wszystkie ...ta mnie hihhii...urzekła :)

zgłoś

Niektóre zwierzęta od ludzi mądrzejsze.

zgłoś

doremi
23 czerwca 2013 o 11:10

konie są inteligentne :)

zgłoś

I w dodatku piękne. Może caryca Katarzyna miała i rację:)

zgłoś

Joha
23 czerwca 2013 o 12:02

Małgosiu, zaciekawiają mnie Twoje historie :)

zgłoś

Joha
23 czerwca 2013 o 12:51

:-)

zgłoś

Wieśniak M
23 czerwca 2013 o 19:33

lektura przyjemna, czyta się dobrze:)))

zgłoś

Veronica chamaedrys L
24 czerwca 2013 o 16:28

...koń swat...jaki jest, każdy widzi...;)))...wypijcie jutro moje za pomylność, moją też ...obie :)))...a potem zamieńcie się w Afrodyty...:)))

zgłoś

Wypijemy Veroniś i się zamienimy nad tym morzem. Buziaczki.

zgłoś

alt art
24 czerwca 2013 o 16:50

nie wierzył we wolność; unikał prawdy i aniołów..

zgłoś

To tak podobnie jak Ty Alcie.

zgłoś

bosonoga - Gabriela Bartnicka
25 czerwca 2013 o 20:02

Z polotem i poczuciem humoru. Gdzieniegdzie szwankuje interpunkcja, ale to i moja pięta Achillesa :) Tylko fragment z wydymaniem konia, lekko mnie zniesmaczył :-)

zgłoś

Interpunkcja to straszna rzecz.. Jeśli chodzi o konia, tak się jakoś koleżance rzekło. Chciałam wywalić to zdanie, ale potem...zostawiłam, choć mnie też trochę zniesmacza, bo daleko mi do tego typu określeń. Jednak jako miłośniczka prozy Henrego Millera pofolgowałam sobie nieco. A co tam będę bohaterom żałować.

zgłoś

Szel
26 czerwca 2013 o 14:06

roche zaczelas od konca Malgosiu, dlugo nie moglam sie polapac jaka role gra w opowiadaniu Mira :)

zgłoś

Szelka, bo to tylko tu tak ponumerowane, nie stanowi całości, to znaczy stanowi u mnie w kompie, a tu jest nie po kolei. Między tymi fragmentami są jeszcze inne, a niektóre dopiero dopisuję słowem wieki plac budowy.

zgłoś

Szel
26 czerwca 2013 o 14:45

nie nie, nie chodzi mi numeracje, w tym fragmencie pogubilam sie z czytaniem, trzy razy wracalam do poczatku , pierwszy raz zeby zalapac kto to jest Bielecki, drugi kto to jest ojciec Mirki, a trzeci przy matce Mirki, dopiero w tej kolejnosci wszystko poskladalam w chronologiczna calosc, jednym slowem mialam trudnosc z plynnyn zrozumieniem tresci ;)

zgłoś

Tyle się napisałam i wcięło. Napiszę jutro, bo muszę lecieć.

zgłoś

andrzej
26 czerwca 2013 o 23:25

Koń, który lubi piwo i w bawi się w swata. Zabawny tekst i z polotem.

zgłoś

Bywają i takie konie.

zgłoś

bosski_diabel
27 czerwca 2013 o 19:36

bravoooooo!!!!!

zgłoś

Darek i Mania
29 czerwca 2013 o 02:41

dniem czy nocą.. czyta się

zgłoś

Darku ty NOCNY MARKU!

zgłoś

Darek i Mania
29 czerwca 2013 o 14:01

..nocą się zaczęło, nocą skończy się \kochaj mnie dziewczyno\ nie może być żle .. śpiewają myśli po powrocie z ogniska\\ a teraz wstać i na wilkowyje do kikoła -potańczyć z bayer fulem ;)

zgłoś

No tak jak koś po nocach grasuje, to w dzień pobudzać się musi :). Ty ino mocną kawę se zaparz, by na tańcach nie przysnąć:)

zgłoś

Darek i Mania
30 czerwca 2013 o 01:28

wróciłem -jak nastolatek z Manią i Loka oraz do Twoich Fragmentów -;) wiesz ja mam coś z konia zamiast kawy wolę trunki, koncerty i zabawę http://www.youtube.com/watch?v=bGM11F1yhHs

zgłoś

Emma B.
29 czerwca 2013 o 11:56

bardzo dobrze się czyta, od początku do końca, chociaż nie wiem czemu powiało mi tutaj manierą Pilpiuka, może dlatego, że wśród bruku wychowana :)

zgłoś

Jejku Emmo wstyd się przyznać, ale jakoś tak się dziwnie złożyło, że akurat Pilpiuka nie czytałam. Z tych na uka -lubię za to Stasiuka :). Postaram się nadrobić zaległości i cosik przeczytać.

zgłoś

Joha
29 czerwca 2013 o 12:59

Małgosiu, Szel, nie zagubiłam się, czytałam z zaciekawieniem i to ciurkiem, choć przyznam, że czytanie z monitora bardzo mnie męczy. Pozdrawiam serdecznie :)

zgłoś

Joasiu mnie też męczy i oczy puchną - niestety. Pozdrawiam Cię również:).

zgłoś

Joha
29 czerwca 2013 o 13:11

:-) Czasem czytam małymi fragmentami. Dlatego lubię, gdy w długim tekście istnieje jakiś podział, który byłby punktem zaczepienia przy kontynuacji czytania :)

zgłoś

Masz racje Joasiu. Zdecydowanie tutaj lepiej czyta się krótsze formy. Dobrze się też ogląda obrazy czy zdjęcia. Galerie czasem rozczarowują, choć niekiedy jak w przypadku Fridy obrazy bardzo zyskują, gdy się je w oryginale zobaczy. Mój ojciec oczarował się dopiero jak ujrzał fakturę jej prac, bo wygląda ona tak jakby kobita suchym pędzlem malowała. Zresztą chyba o tym mówiłam, choć nie jestem pewna. Za dużo cholesterolu z jedzenia przyswajam :).Buziaki.

zgłoś

Kontakt z redakcją



Zgłoś nadużycie


Opcja dostępna tylko dla użytkowników zalogowanych. Zarejestruj się