|
| |
|
WSZYSTKIE PRACE
Poezja (59) Dziennik (11) Fotografia (57) Grafika (5)
Pocztówka poetycka (8) O autorze Znajomi (55) Kolekcje (1) | |
Zmiana sposobu prezentacji
jesteśmy ziarenkami piasku na plaży
wilgotna sól scala
wprasowani w foremki
tworzymy iluzję zwierząt i roślin
dzieci dorastają mamione babkami
słońce i wiatr testują trwałość budowli
jestem liściem na wietrze
kamykiem toczonym po dnie przez nurt rzeki
czas nieubłaganie znosi na margines
blakną kolory tęczy
refleksy w witrynach pokrywa kurz
nie roztrząsam przeszłości
w aksamicie wytartego życia
zabłąkało się kilka łat
nie dbam o zachowanie proporcji
w odruchu ukształtowały się skrzela
coraz częściej nabieram wody
zbutwiała skorupa przesiąka
życie na rozstaju ma pozytywne aspekty
siadając okrakiem na kamieniu
nie szukam pytań
poranny grymas na twarzy
cierpki smak w tandetnej filiżance
(...)
--- cały tekst ---
ranek szczelnie zacerował błękit
nawet kawa ma cierpki smak
wszak nie budziłem uśmiechniętego chabru
w asymetrycznych łanach
którymi pojedynczo mnie obdarowalaś
czas mierzony długością korytarza
szybkość kroków stanowi jednostkę
niesklasyfikowaną żadnym wzorem
pora roku nie odgrywa roli
podczas przystępowania z prawej na lewą
ważniejsze są zdeptane pięty
chodzenie czynność powodowana brakiem zajęcia
noc daje ukojenie
brak snów tłumaczę zakwasami
nieład w konfiguracji rozstawienia różnobarwnych krzeseł
nie wywołuje frustracji
krzesła zwyczajnie stoją
w milczeniu znoszą ewentualnego zdobywcę siedziska
trwają bezwiednie w niebycie
nie podejmują decyzji
z ich postawy bije beztroska
porównywalna jedynie z dziecięcą bezpruderyjnością
intensywność blasku politury drewnianego oparcia
sprawia wrażenie rozpromienionego uśmiechu
w przestrzeni między framugami okna pozorna pustka
usiłuję kontrolować głębokość oddechu
ostrożnie wpuszczając bezkres ciemno różowego zmroku
wyczekiwałem monsunu
skrzydła u ramion nie wyrosły
rozgoryczenie jest zbędnym ciemiężcą naszych myśli
pozbywam się balastu z każdym wydechem
ponoć anioły mają gołębie serce
nie nie aspiruję zbyt lekkomyślnie bujam w obłokach
zasnę z nadzieją
na pulsujące skronie i wspomnieniem
rytmicznych odgłosów z głębi piersi
mitologia kłamie Edyp był fryzjerem
kobieta którą kocham krzywdzi mnie zapamiętale
nie pozwala oglądać finału naszej czułości
w półmroku usiłuje wepchnąć tampon w nos
duma mnie nie rozpiera kwilę nad opuchniętą pięścią
kobieta którą kocham maskuje sińce makijażem
jebana sucz nawet jęki wylewa w milczeniu
nie próbuję przybierać miny kata nazbyt sztuczna
zniecierpliwiony wypatruję kolejnej łzy
całe życie w odwrotną stronę pod wiatr
erekcja nie pozwala wcisnąć kutasa w własną dupę
pozostaje bierne czekanie
z czasem wazelina również zjełczeje jak masło
pamiętasz mamo dawno temu pod kinem
ciągnęłaś za mankiet z plakatu krzyczał chłopiec w sukience
wieczorem młodsza siostra usnęła jej lala też nie płakała
przecież nożyczki były rzeczywiste
(...)
--- cały tekst ---
wieczorem lubi nękać twoje frustracje
wystawna z łez kolacja
samotne zmagania z nachalnością
nie wystawię recepty poprawy nie obiecam
obiecuję w skupieniu wysłuchać wymownego milczenia
kiedy siły braknie na tych kroków parę
podbiegnę do okna wpuszczę kompanię przyjaciół
resztki mgieł co wonnością łąki
konwalię z rosy kropelką
promienie porannego słońca
jazgotliwego kosa dźwięki
szelest wiatru w kłosach
na rękach do ogrodu
w hamak między słoneczniki
echem przywołam szmer rzeki
dotyk trawy łechtającej stopy
dogonię uśmiech w twoich oczach
