|
| |
|
WSZYSTKIE PRACE
Poezja (266) Proza (3) Dziennik (39) Fotografia (207) Grafika (37)
Pocztówka poetycka (16) Handmade (4) O autorze Znajomi (58) | |
Zmiana sposobu prezentacji
A teraz idziemy na jednego a teraz...
- Zimno tu.
- Pierdolisz ja cię rozgrzeję.
- Ale Stefan, on na mnie czeka.
- Czekał tyle lat poczeka pół godziny.
- Nie pozna się ?
- Ze co ?
- No że... wiesz, byłam ruszana.
- Ha ha ha !
- Co ?
- Ruszałaś się od piętnastego roku życia.
- To się nie liczy, byłam panną.
- No tak zapomniałem, jesteś już żoną, od pięciu godzin.
...i jeszcze jeden i jeszcze raz...
Były moje imieniny, dwunasty grudnia, dzień zapowiadał się ciekawie,
sucho, świeciło słońce. Kawa potem kąpiel, ten cały rytuał powtarzany co dnia. Chciałam wyglądać wyjątkowo i jak zwykle spóźniłam się do pracy, rodzinny interes ma też i swoje zalety.
Dotarłam na miejsce, dzień stał się zwykłym dniem, życzenia od ojca i tylko życzenia.
Rozbawiła mnie para która na obrączkach kazała wygrawerować : misiowi kurczaczek i odwrotnie.
Założyłam nawet zeszyt, gromadziłam w nim co najlepsze teksty, można by napisać książkę jakie to bzdury widnieją wewnątrz obrączek.
Do dwudziestu znaków ze spacjami, czasem brakowało miejsca.
Nie działo się zbyt wiele, odpaliłam komputer i zasiadłam do poezji. Uwielbiałam się oderwać.
Z miną niezadowolonego dziecka podchodziłam do klientów- przeszkadzali.
Każdy kto pisze zrozumie.
Ojciec stwierdził że jedzie po cyrkonie, było około piętnastej, ucieszyłam się, spokój i cisza, idealnie by pisać.
Nie zauważyłam jak wpadli, pierwszy skoczył na mnie pantera, złapał za kark z siłą i precyzją, nie wiedziałam kiedy znalazłam się na podłodze z przyciśniętą do niej twarzą.
Drugi skakał jak zając od gabloty po sejf, plądrował wszystko i pytał gdzie klucze.
Bolało jak cholera, nie mogłam się ruszyć, kątem oka widziałam białe adidasy i czerwone sznurówki, (...)
--- cały tekst ---
„Resocjalizacja mnie już nie dotyczy
muszę ponieść karę”
Witajcie, jestem Wiesiek, nazywali mnie
Młody pewnie dlatego że miałem wtedy (prawie) 21 lat
i długo siedziałem na EMCE. Tak,
pochodzę z Gdańska a bardziej z dzielnicy o złej sławie-Orunia
wylęgarnia zła.
Opowiem Wam pewną historię.
Pachniały bzy zza muru, jeszcze było
czuć wilgoć ale... Bez porównania z naszą bardachą.
Szósta rano, otwierają się cele ,
otworek.
Tak nazywaliśmy nasz spacerniak, był
otwarty, bez problemu w wolnym czasie można było tam odetchnąć
świeżym powietrzem.
Wychodzę, rozglądam się i siadam na
pogiętej ławce, dokoła zimny mur a w górze błękit.
W oczach śpiochy, dziura w skarpecie -
Jednak niebo daje poczucie wolności.
- Ej ! Nie śpimy ! Spacerujemy !
Klawisz Gołębiarz drze ryja - Dupy do góry ! Zapierdalać w
kółeczko!
Spacer, obrzydliwy poranny spacer,
patrzysz na czyjąś smutną dupę od samego rana.
Leżałem do śniadania, czytałem
gazetę w której jedynie ogłoszenia matrymonialne były zabawne.
Zupa mleczna, trzy kromki czarnego
chleba, 20 gr masła i paprykarz. Piątek był.
Ja i Kolec (ziomek spod celi, siedział
za alimenty, sześć lat, płodny chłop był) zwykle wychodziliśmy
--- cały tekst ---
