Zmiana sposobu prezentacji

27 december 2012

prose

ALEKSANDRA
ALEKSANDRA

wesele

A teraz idziemy na jednego a teraz...
 
- Zimno tu.
- Pierdolisz ja cię rozgrzeję.
- Ale Stefan, on na mnie czeka.
- Czekał tyle lat poczeka pół godziny.
- Nie pozna się ?
- Ze co ?
- No że... wiesz, byłam ruszana.
- Ha ha ha !
- Co ?
- Ruszałaś się od piętnastego roku życia.
- To się nie liczy, byłam panną.
- No tak zapomniałem, jesteś już żoną, od pięciu godzin.
 
...i jeszcze jeden i jeszcze raz...

18 may 2012

prose

ALEKSANDRA
ALEKSANDRA

imieniny

Były moje imieniny, dwunasty grudnia, dzień zapowiadał się ciekawie,
sucho, świeciło słońce. Kawa potem kąpiel, ten cały rytuał powtarzany co dnia. Chciałam wyglądać wyjątkowo i jak zwykle spóźniłam się do pracy, rodzinny interes ma też i swoje zalety.
Dotarłam na miejsce, dzień stał się zwykłym dniem, życzenia od ojca i tylko życzenia.
Rozbawiła mnie para która na obrączkach kazała wygrawerować : misiowi kurczaczek i odwrotnie.
Założyłam nawet zeszyt, gromadziłam w nim co najlepsze teksty, można by napisać książkę jakie to bzdury widnieją wewnątrz obrączek.
Do dwudziestu znaków ze spacjami, czasem brakowało miejsca.
 
Nie działo się zbyt wiele, odpaliłam komputer i zasiadłam do poezji. Uwielbiałam się oderwać.
Z miną niezadowolonego dziecka podchodziłam do klientów- przeszkadzali.
Każdy kto pisze zrozumie.
Ojciec stwierdził że jedzie po cyrkonie, było około piętnastej, ucieszyłam się, spokój i cisza, idealnie by pisać.
 
Nie zauważyłam jak wpadli, pierwszy skoczył na mnie pantera, złapał za kark z siłą i precyzją, nie wiedziałam kiedy znalazłam się na podłodze z przyciśniętą do niej twarzą.
Drugi skakał jak zając od gabloty po sejf, plądrował wszystko i pytał gdzie klucze.
Bolało jak cholera, nie mogłam się ruszyć, kątem oka widziałam białe adidasy i czerwone sznurówki, (...)

--- full text ---

3 march 2012

prose

ALEKSANDRA
ALEKSANDRA

dziadek


„Resocjalizacja mnie już nie dotyczy
muszę ponieść karę”
 
Witajcie, jestem Wiesiek, nazywali mnie
Młody pewnie dlatego że miałem wtedy (prawie) 21 lat
i długo siedziałem na EMCE. Tak,
pochodzę z Gdańska a bardziej z dzielnicy o złej sławie-Orunia
wylęgarnia zła.
 
Opowiem Wam pewną historię.
 
Pachniały bzy zza muru, jeszcze było
czuć wilgoć ale... Bez porównania z naszą bardachą.
Szósta rano, otwierają się cele ,
otworek.
Tak nazywaliśmy nasz spacerniak, był
otwarty, bez problemu w wolnym czasie można było tam odetchnąć
świeżym powietrzem.
 
Wychodzę, rozglądam się i siadam na
pogiętej ławce, dokoła zimny mur a w górze błękit.
W oczach śpiochy, dziura w skarpecie -
Jednak niebo daje poczucie wolności.
 
- Ej ! Nie śpimy ! Spacerujemy !
Klawisz Gołębiarz drze ryja - Dupy do góry ! Zapierdalać w
kółeczko!
Spacer, obrzydliwy poranny spacer,
patrzysz na czyjąś smutną dupę od samego rana.
 
Leżałem do śniadania, czytałem
gazetę w której jedynie ogłoszenia matrymonialne były zabawne.
 
Zupa mleczna, trzy kromki czarnego
chleba, 20 gr masła i paprykarz. Piątek był.
Ja i Kolec (ziomek spod celi, siedział
za alimenty, sześć lat, płodny chłop był) zwykle wychodziliśmy

--- full text ---

Contact with us



Report this item


You have to be logged in to use this feature. please Register