29 września 2011

poezja

Sede Vacante
Sede Vacante

Marenven

I biada mi, gdybym nie dobił do brzegu, gdzie tylko Ty i
niebo!
I sercem dziękuję oddechom. Że twoje i tylko dla Ciebie.

Na oceanie zguby, w sztormie wybłaganym  rozbić się chciałem,
w przepaści swego Ja. Bez chęci na życie w pustym kalendarzu.
Nad krańcem stojąc, skoczyć pragnąłem, by ogień pustki mnie pochłonął,
tak obojętnie w otchłań wpatrzony. Zmęczony wyboistą drogą.

Bo czasem mam dość czarnowidztwa i wiecznego upodlenia
światem.

Czasem chcę nie być. Kulę się i uciekam w nieznane.

Lecz Ty nie zasypiasz w takich chwilach. Weźmiesz mnie za
rękę i poprowadzisz w święty spokój.

Ciszą otulisz i pocałunkiem uśpisz wszystkie wojny w
mojej głowie.

Nie zasypiasz, gdy wątpię i zaciskam pięści w gniewie.
Nie odwracasz się, gdy dorosły na powrót płacze żalem
dziecka .

 
 Przypomnisz nazwy wszystkich kwiatów, policzysz każdą łzę
zbieraną w swoje serce,

cierpliwie położysz się obok, odpychając nerwowe
dreszcze.

Spojrzysz w oczy bez jednego słowa. Pokażesz mym myślom
jak wrócić w swe progi,

a w drzwiach przywitasz szepcząc: Witaj kochanie! Mój dom zawsze twoim.

laura bran
29 września 2011 o 12:33

ciężko się tak czyta skosem. nie uważasz?

zgłoś

hossa
29 września 2011 o 12:42

:) ożesz, zabrałeś mnie na deski teatru tym tekstem.

zgłoś

hossa
29 września 2011 o 12:56

kursywa mi pasuje do tego monologu, dla mnie ten tekst jest tak teatralny, że aż prawdziwy. Wielka Scena, przyciemnione światło...dzieje się :)

zgłoś

Szel
29 września 2011 o 17:33

nagietek...

zgłoś

Kasiaballou vel Taki Tytoń
29 września 2011 o 19:09

co za dramaturgia - jestem pod wrażeniem :)

zgłoś

Kontakt z redakcją



Zgłoś nadużycie


Opcja dostępna tylko dla użytkowników zalogowanych. Zarejestruj się