23 maja 2011

poezja

Miladora
Miladora

kwant


schowałem się w zimę jaskrawą od bieli
zastygłych lodowisk 
zamarłą w konarach zdrewniałych od zimna
skroplonych na mrozie
w kontraście akwarel szarością skazanych
na kolor w połowie
wędruję przez banał przetrwania tej pory
niezmiennie ja - człowiek
 
na śniegu spiętrzeniach czerń drzewa jak widmo
straszące o zmroku
przechodzi w gwiazdozbiór rozlany atrament
na wszystko co wokół
kontury zmazane w oddechu już tylko
zamglony niepokój
pospiesznie jak pociąg przewija się taśma
z pejzażem u boku

Withkacy
23 maja 2011 o 18:52

czuję jakbyś w ten wiersz, całym swoim jestestwem pisała :)

zgłoś

Sally
23 maja 2011 o 18:53

piękny...

zgłoś

Miladora
23 maja 2011 o 19:26

Dziękuję, chyba to taka drobna beznadziejność ze mnie wtedy wyszła, podszyta zimnem. ;) Sam mi się tak napisał, Witkacy. ;) Czasem wiersze żyją własnym życiem...

zgłoś

Withkacy
23 maja 2011 o 19:30

wpierw jednak, rodzą się z nas:)

zgłoś

Stefanowicz
23 maja 2011 o 19:29

Przepiękny. Tobie zawsze jakoś tak, samo się pisze. :) Głosuję na tak.

zgłoś

Miladora
23 maja 2011 o 19:37

Dzięki, Stef. :))) Pewnie niedługo znowu wrócę do wesołego Krakowa. ;)

zgłoś

oczy jak pustynia
23 maja 2011 o 22:30

bardzo mi się podoba tempo tego wiersza:-)

zgłoś

Miladora
23 maja 2011 o 23:03

Dziękuję, Oczki - tempo faktycznie jest. ;) Jak pociąg... ;)

zgłoś

oczy jak pustynia
23 maja 2011 o 23:04

koniecznie pośpieszny:-)

zgłoś

Kontakt z redakcją



Zgłoś nadużycie


Opcja dostępna tylko dla użytkowników zalogowanych. Zarejestruj się