|
| |
|
WSZYSTKIE PRACE
Poezja (289) Proza (20) Dziennik (13) Fotografia (58) Grafika (1) Książki (4)
Handmade (25) O autorze Znajomi (90) | |
Opowieść o kołatkach, czyli dlaczego zniknęłam na tak długo
Parę lat temu przywiozłam z Krety owoce palmy na długich łodygach (o ile to można nazwać łodygami). Jako dekorację, ale sporo z nich powsadzałam w doniczki, ciekawa, co z tego wyniknie. I wynikło – palmy skiełkowały, lecz gdy postanowiłam rozmnożyć ich więcej – owocki okazały się puste. Po pewnym czasie na mój stół do pracy zaczęły emigrować, nie wiadomo skąd, malutkie jak ziarnka kminku robaczki. Nawet się ubawiłam, wykorzystując to w jednym z rozdziałów „Ciotki…”. A potem zajrzałam do tej mojej nieszczęsnej dekoracji i złapałam się za głowę – to już nie była dekoracja, to było mrowisko kołatków. Usunęłam, wyczyściłam i pomyślałam, że będę mieć spokój. Akurat. W tym roku, na wiosnę, zaczął się wyż demograficzny, w rezultacie czego przez trzy tygodnie tłukłam kołatki w ilościach niepoliczonych i co rusz wylewając kawę, do której miały jakiś specjalny sentyment. Zestresowana do granic możliwości uznałam, że jedynym sposobem jest usunięcie kuchennych mebli, gdzie widać zdążyły się już nieźle zalęgnąć, no i sprawienie sobie nowych. Specjalnie nie bardzo mi się chciało wyrzucać forsy na taki zakup, gdyż mimo iż szafki były socjalistyczno-paździerzowym starociem, to jednak, odnowione i przyozdobione w witrażówki i ozdobne listwy, całkiem nieźle spełniały zadanie. Ale cóż – perspektywa następnego wylęgu skutecznie wybiła mi je z głowy. Tak więc zamówiłam nowe i od tej pory tkwię, jak nie na drabinie, to na kolanach – z młotkiem w ręce i gwoździami w zębach, bo przy okazji rozhulałam się i powymieniałam, co się dało. W chwili obecnej moje mieszkanie przypomina skład rupieci, a ja jestem zdziwiona, że mąż jeszcze nie wystąpił o rozwód.
Nie miała baba kłopotu, to sobie sprawiła palmy. :)))
trojańskiego konia mit/ wciąż w mocy się trzyma / miał tu tylko jeden być / jest cała stadnina//;)
zgłoś
o i ja się pod tym znakomitym komentarzem podpisuję :)
zgłoś
Nowe pojęcie - kołatek trojański. :))) I oj faktycznie stadnina. :)
zgłoś
:)
zgłoś
Niby malutkie i całkiem sympatyczne, ale te dranie potrafią w dodatku latać i teraz jeden Pan Bóg wie, gdzie jeszcze zawędrowały. :)))
zgłoś
a jak TY to fajnie opisałąś :)
zgłoś
całkiem sympatycznie się jawią, pomimo :))
zgłoś
No, takie rozczulające, ale jeżeli zaczynają wędrować stadami po kuchni, to można osiwieć - na szczęście chleba nie żrą. :))) Za to znalazłam jednego w zakręconym słoiku z solą. Nie mówiąc o puszce z herbatą - wszędzie są w stanie się wcisnąć. ;)
zgłoś
Dostałam fajne stare krzesło, ale..dziurawe. Nie wniosłam go nawet do domu. Ze zwierzątek wolę psa ;) Nie wiem czym wytruć to towarzystwo
zgłoś
Są specjalne preparaty - najlepiej strzykawką wsączać w dziurki. ;) Ale nie lubią też podwyższonej temperatury, chociaż trudno jednak wsadzić krzesło do piekarnika. :))) A co do nowego "ąturażu", to jutro zawieszam wreszcie nowe szafki i wypluwam gwoździe. :))) Serdeczności, Jeślinko. :)
zgłoś
i jak Ci w nowym ąturażu? (poza młotkiem? :))
zgłoś
Co za dziadostwo straszliwe o.O jakże sie człowiek może pomylić :D
zgłoś
No, dziadostwo, Ustinko - nie życzę nikomu, chociaż przemycenie pudełka z kołatkami do mieszkania jakiejś paskudnej osoby mogłoby być niezłą zemstą. :)))
zgłoś
Gdybym wiedziała, że są chętni, założyłabym hodowlę kontrolowaną, Padme. :)))
zgłoś
:)))
zgłoś
:)))
zgłoś