30 grudnia 2012
30 grudnia 2012, niedziela ( ona )
Przez moment szłyśmy blisko, jej oddech oblepiał ramiona tuląc cienie mijanych drzew.
Ciepła, wilgotna na ustach, dotykałam jej słów jak korali nawiniętych na język.
Włosy – złoty łan – najdelikatniejszy kłos przy kłosie. Biegła melodią, najpierw słabiej, tak, że ledwo szurało pod stopami, by za chwilę sturlać się z góry, na którą zaciągnęła mnie siłą. Obłoki zdawały się szumieć, a las zawieszony nisko skraplał się na rzęsie. Woda drzemała od chmur ziewając brzegiem, gdzie wśród uśpionych pól wyróżniały się lipcowe kamienie. Niczemu się nie dziw – mówiła do siebie – słuchałam jakby każdy gest był do mnie. Mogła mieć sto lat, a mogła dziesięć, nie wiem. Ale ten kawałek drogi kiedy towarzyszyłam jej z myślą że na dobre - rwał się a później spadał latawcem by porwać mnie coraz głębiej.
Nie wiem dokąd pójść by spotkać ją jeszcze. Może kogoś kocha, a może z kimś umiera literując swoje imię coraz głośniej by zamilknąć jak deszcz – kiedy się wypada wszystko syte czeka na słońce. Taka kolej.
19 marca 2026
sam53
19 marca 2026
wiesiek
18 marca 2026
wiesiek
18 marca 2026
violetta
17 marca 2026
wiesiek
17 marca 2026
sam53
16 marca 2026
Jaga
16 marca 2026
wiesiek
16 marca 2026
Jaga
15 marca 2026
wiesiek