16 czerwca 2011

poezja

Wieśniak M
Wieśniak M

złodycze

na podkładzie ze styropianu
plastikowy przekładaniec
w akrylowej polewie
wierzchołek wieńczy
tańczący zajączek z modeliny
udeptujący piątą rocznicę urodzin

mały chłopiec liże szybę
wystawową cukierni

Jarosław Jabrzemski
16 czerwca 2011 o 21:09

Celnie!

zgłoś

Wieśniak M
16 czerwca 2011 o 21:10

:)))

zgłoś

Istar
16 czerwca 2011 o 21:12

super

zgłoś

Wieśniak M
16 czerwca 2011 o 21:14

tylko jak to wytłumaczyć chłopcu ;))). Dzięki :)

zgłoś

/
16 czerwca 2011 o 21:19

ten chłopiec to pewnie słodyszek.

zgłoś

Wieśniak M
16 czerwca 2011 o 21:55

to chłopiec który jeszcze wierzy w to co widzi.

zgłoś

issa
17 czerwca 2011 o 08:45

"to chłopiec który jeszcze wierzy w to co widzi". Czemu "jeszcze", a nie np. "dopiero"? Dobrego, Wieśniak.

zgłoś

Bogna Kurpiel
16 czerwca 2011 o 21:46

Smutne, że tylko szybę zamiast smakowitego ciacha. Pozory, imitacje i złudzenia. Pozdrawiam:)

zgłoś

Wieśniak M
16 czerwca 2011 o 21:53

reklama, kolorowe katalogi substytuty bogactwa ...Dzięki Dal :)

zgłoś

Tomek i Agatka
17 czerwca 2011 o 04:49

Smutna miniatura, jeszcze bardziej dociera, kiedy zobaczyć taki obrazek w rzeczywistości, lśniące połyskliwe imitacje robią wrażenie, mają za zadanie kusić i napędzać klientelę, trudno czasem rozeznać, co jest w tym dzisiejszym świecie jeszcze prawdziwe, a co już nie. Dorosły ma problem, żeby się w tym wszystkim połapać i odnaleźć, a jest jeszcze kwestia tego, że przecież nie wszystkich na to stać, starszy przybierze maskę i schowa własne uczucia, a dziecko, dziecko jest po prostu szczere. Zatrzymałeś mnie tą miniaturą. Pozdrawiam :)

zgłoś

Wieśniak M
17 czerwca 2011 o 05:48

Z dzieciństwa pamiętam modę na patery plastikowych owoców, wazony sztucznych kwiatów, czasem niemiłosiernie zakurzonych. Do dziś zastanawiam się nad sensem takiej estetyki. Dziękuję i pozdrawiam też:)

zgłoś

Tomek i Agatka
17 czerwca 2011 o 06:18

I ja bardzo dobrze pamiętam takie plastikowe owoce i kwiaty, mama gdzieś nadal przechowuje takie rzeczy, ale to skłonność starszych ludzi do magazynowania, składania takich wątpliwych pamiątek po dawnym, kiedyś były zupełnie inne czasy. Pomarańcze, banany - pamiętam były dostępne tylko od wielkiego święta. Powspominałam przy okazji, dziękuję :)

zgłoś

issa
17 czerwca 2011 o 08:42

:) Tym razem płomienna mowa:d z Hyde Parku. Za możliwe dyskomforty z rozgadania przepraszam z góry, z dołu, z boku, z przodu, z tyłu, i skąd się tam jeszcze da. Jednak, i temat bardzo mi nieobojętny (buntowałam się nieraz sama właśnie z niego/wobec niego), i mieszanesąuczuciame;) przed Twoją witryną z zajączkiem, i - taką babę raczej daleką od entuzjazmu, ciekawi Twoja odpowiedź. A mieszane chyba dlatego: można mieć wrażenie, że Obserwator, Wierszowy Człowiek, który mówi o Chłopcu, tak się starał o migawkę-z-zewnątrz i tak uczciwie unikał ocen, że w końcu zostaję bez gruntu pod stopami/oparcia. Dla siebie, kolejnego obserwatora. I dla liryki, z natury miłującej subiektywizm. Bez słyszalnych, bodaj najciszej, intencji. Bez punktu widzenia, sygnału o miejscu, z jakiego się patrzy lub - gdyby kto wolał, powiedzmy - jest patrzone. Z jednej strony, rozumiem: sama wolę w pisaniu usuwanie się w cień - gdybym wybierała zajęcie w teatrze, to (jako się tu już kiedyś rzekło, ale tu na tyle ważne, skąd nadaję, że powtórzę) najbardziej odpowiadałaby mi pozycja reżysera światła do spektakli: dać postaci takie światło, aby mogła być/pokazać się jak najpełniej. Z drugiej strony /przebiega na drugą:D/, może właśnie z zaledwie przeze mnie muśniętej wiązki skłonności, by samej znikać dla postaci /bo kto z widzów podczas spektaklu będzie sobie zawracał głowę twarzą oświetleniowca? I słusznie ma ją gdzieś/ wynika myśl, jak ważne, skąd, jakie, po co światło pada na bohatera. Tak czy inaczej, zechciej spojrzeć, Wieśniak, wracamy do kruchego lodu odpowiedzialności za intencje własne obserwatora - choćby skrywał się w najgłębszym cieniu, punkt widzenia pozostanie koniecznością światłocienia, że tak sobie rymnę. Tu jakby oddano pole słońcu. Bez cienia. I niby fajnie. Hm, być może tak fajnie, jak ze zwierzątkiem, z chłopczykiem i szybą: gdy spróbuję naprawdę polizać obraz, realnie poczuć, czym jest, okaże się, że wchodzę w coraz popularniejszy slogan: "interpretacja dowolna, drogimójczytelniku". Co mz przegina do asensu: co ma interpretację dowolną, przestaje znaczyć lub, heh, jest tylko na niby, iluzyjnie. Sam wiersz staje się wzorem tego, o czym mówi: atrapą znaczenia. Dokończę tam, gdzie: "to chłopiec który jeszcze wierzy w to co widzi".

zgłoś

Wieśniak M
17 czerwca 2011 o 12:58

w/g mnie moja droga:)))), każdy ma prawo stanąć w roli oświetleniowca. To migawka, odnajdujemy w niej siebie, lub innych, smakujemy dowolnie. Bez nakazów.ach byłbym straszliwie próżny by narzucać choćby wiązką emocjonalnego zaangażowania jakiś punkt warty rozsmakowania. Czy to chłopiec czy zajączek czy plastikowa rzeczywistość jest podmiotem to bez znaczenia. Podmiot siedzi w nas samych:))) Cały w ukłonach do ziemi- twój wieśniaczek :))))

zgłoś

issa
17 czerwca 2011 o 15:40

:)

zgłoś

Jerzy Woliński
17 czerwca 2011 o 11:24

aż się oblizałem po konsumpcji mini-wiersza.

zgłoś

Wieśniak M
17 czerwca 2011 o 12:58

Wiersz bez kalorii;)))). Dziękuję Panie Jerzy:)))

zgłoś

Kontakt z redakcją



Zgłoś nadużycie


Opcja dostępna tylko dla użytkowników zalogowanych. Zarejestruj się