9 listopada 2011

poezja

Marek Gajowniczek
Marek Gajowniczek

Idę

Idę za większością, gdzie wcale iść nie chcę.
Chcę, czy nie chcę - ręce wyciągnięte depczę
tym, którzy upadli - podnieść się nie mogą.
Moi bliscy ze mną, tą nieszczęsną drogą
podążają także przez los przymuszeni.
W swoim własnym kraju, na Ojczystej ziemi
pochylać się muszę przed obrzydliwością.
Stało się koszmarem, co było radością.
W krzyki się zmieniło to, co było śpiewem.
Czym się marsz zakończy nikt nie wie. Ja nie wiem.
Moi ulubieńcy zostali bezwolni.
Stoją przy oprawcach o los niespokojni
i liczą, że lepszych czasów doczekają,
a tamci drwią z ludzi i się uśmiechają .
Przyjmują zaszczyty. Obrastają w piórka.
Czy tak ma wyglądać historii powtórka,
kiedy nas karano z donosu za myśli.
Ludzie protestować i święto czcić wyszli,
lecz nawet im na to dziś nie pozwolono.
"Wyjazd czyni wolnym!" - napis powieszono.
Defilada przeszła. Biskup skropił wieńce.
Płacić nakazano - wciąż więcej i więcej.
Ręce opadają, lecz przecież iść trzeba.
Człowiek znaku szuka. Zwraca się do nieba,
lecz niebo tym razem mu nie odpowiada.
Zasnuły je szare chmury listopada.

Konrad Redus
9 listopada 2011 o 23:00

na prawdę, jest Ci aż tak źle?

zgłoś

budleja
10 listopada 2011 o 09:38

jestem z Tobą Marku w tym marszu

zgłoś

An - Anna Awsiukiewicz
10 listopada 2011 o 09:46

Nigdy nie liczę na nikogo, tym bardziej na niebo.Fakt - wszechświat pomaga, ale to my musimy wiedziec co chcemy i to my musimy postawic pierwszy krok. To tak w skrócie. Może zaboli, ale po czasie da do myślenia - głowa do góry:) naprawdę jestem na to dowodem, kiedyś płakałam z innymi:)

zgłoś

Kontakt z redakcją



Zgłoś nadużycie


Opcja dostępna tylko dla użytkowników zalogowanych. Zarejestruj się