7 lipca 2011
Stałem na moście...
Stałem na moście. Plułem na wodę.
Na głupią starość i na przyrodę.
Na ten świat cały, na wiry, męty,
na niemożliwość, na argumenty.
Stałem na moście dla samobójców.
Czułem się jak nasz Jezus w Ogrójcu.
Czasami sobie westchnąłem - Boże,
całą te breję pochłonie morze.
Po co to walczy? Po co się burzy?
Marny jest mętów koniec podróży.
Na nic szum wielki, burzliwa piana.
Jedno je czeka - wielka przegrana.
A gdzieś daleko białe okręty
wznoszą się lekko ponad odmęty
i obojętne im po czym płyną.
Port na nie czeka - w końcu zawiną.
Stałem na moście jak na bocianim.
Nie byłem jeszcze całkiem przegrany,
a jednak plułem stale na wodę.
Na stare rany. Na życie młode.
Na "co nie wróci". Na "szkoda gadać".
Na to, że długo by opowiadać.
Na przemijanie i wartki prąd.
Na to, ze wkrótce zejść trzeba stąd.
Śnią mi się nadal białe okręty.
Wody nieznane, żagiel rozpięty.
Wielkie spotkania w dalekiej drodze.
Dlatego jeszcze na most przychodzę.
11 lutego 2026
Yaro
11 lutego 2026
wiesiek
11 lutego 2026
Yaro
10 lutego 2026
Kreton
10 lutego 2026
Jaga
10 lutego 2026
nieRuda
10 lutego 2026
sam53
9 lutego 2026
wiesiek
8 lutego 2026
sam53
8 lutego 2026
sam53