25 czerwca 2011
Umarli poeci
Umarli poeci nie gwiżdżą na taxi.
Wciąż kochają mini, a nie lubią maxi.
Na murach Starówki piją do księżyca.
a niebo nad miastem ich ciągle zachwyca.
Lubią, gdy się Zygmunt pochyla nad nimi
I w światła na moście, oczami szklanymi
Wpatrują się tępo myśląc o przeszłości
I byt minimalny ich jakoś nie złości.
Już dawno umarli, a snują się w wierszach.
Przytuli ich czasem Nike pierwsza lepsza.
Za rękę pociągnie przez całe Krakowskie
I każe udawać, że wielkim są wojskiem.
I słyszą te werble i te tarabany.
Gdy idą tak w Polskę - kłaniają się ściany.
Latarnie wysoko pochodnie unoszą.
Ruszaj na Belweder! - kamienice proszą.
I życie powraca umarłym poetom,
A Nike rozpala goraczką, podnietą
Te małe iskierki, co zawsze w nich trwały.
Warszawa się zmienia w poemat wspaniały.
I płonie im niebo ogniem wielu zniczy,
A rząd tulipanów pośrodku ulicy
Impas przypomina tamtego lotniska.
Umarłym poetom odległość jest bliska
I z mrugnięciem powiek są już w dziwnej mgle.
Warszawa i Zygmunt zostają gdzieś w tle
I tylko ta szabla i krzyż na kolumnie
Krzyczą na tle nieba, że żyć muszą dumnie
Nawet minimalni, umarli poeci.
Warszawa, Krakowskie, poemat się sklecił
i spłynął leciutko nad Wisłę na wietrze.
A serce dzwoniło na mszę już w Katedrze.
19 stycznia 2026
Jaga
19 stycznia 2026
tetu
19 stycznia 2026
sam53
19 stycznia 2026
sam53
18 stycznia 2026
Arsis
18 stycznia 2026
Atanazy Pernat
18 stycznia 2026
violetta
18 stycznia 2026
sam53
18 stycznia 2026
smokjerzy
18 stycznia 2026
Jaga