Zmiana sposobu prezentacji

Hołd zmarłemu tragicznie...

... przez ludzką głupotę lisowi na drodze pomiędzy Unimięsem a Żarkami i Libiążem bo przecież Panie prosiłeś nas "nie zabijaj" a tu wciąż tyle zamierzonej śmierci. A więc w hołdzie tym, co dziko żyjąc, nie znają pojęcia przejścia dla pieszych i świateł (czy to zielonych, żółtych, czerwonych, białych czy niebieskich, krótkich, długich, postojowych i awaryjnych) swobodnie przekraczając nasze drogi i pokładając nadzieję w naszym rozsądku doznają zawodu. Postarajmy się zasłużyć na ich zaufanie. Bądźmy mądrymi ludźmi. Proszę

prologu ciąg dalszy

Dziś ponownie stałam się zabawką w podmuchach wczorajszodzisiejszego Wiatru. Chciał wyrwać mi z trudem skompletowaną aplikację. Potraktować to jak omen? Nie liczyć na jakąkolwiek reakcję? Czytam artykuły na portalu: społeczeństwo ubożeje w zastraszającym tempie, średnie krajowe wynagrodzenie rośnie pozytywnie.  Za czyją sprawą ten cud bezsensu? Komu gratulować, komu współczuć, jak znaleźć przepis na równowagę pomiędzy depresją a euforią. Moje Refugium czeka zachęcająco: kilka kilometrów i zwolnią mnie od odpowiedzialności za samą siebie. Stracę wiele, prawdopobodnie bezpowrotnie, zyskam czas: by tworzyć, myśleć, krzyczeć bezkarnie i płakać bez podejrzliwości ze strony innych. Ktoś wzruszy ramionami jedynie: ot, ten typ tak ma.
Decyzja nabrzmiewa i bohaterstwo dnia powszedniego wychodzi z cienia. Tak jak kilka miesięcy temu gdy wznosiłam samotne toasty na balkonie z chwiejną balustradą: szczęśliwego lądowania Panie i Panowie. Kolejne samoloty przelatywały mi nad głową w drodze na Shiphol bądź w drodze z. Na przekór temu bagnu nie skoczę, upiję się do nieprzytomności, przeleżę jutrzejszy dzień z bólem głowy ale nie skoczę, nie jestem samolotem, który w ostatnim momencie wzniesie się nad ziemią, brukiem, morzem. Powód był i jest jeden. Gdyby nie Ty, Synku, spróbowałabym czy dane mi jest latać. Rozwijam skrzydła fantazji w opowieściach dla Ciebie, pławię się w Twoich słonecznych (...)

--- cały tekst ---

prolog

Zerwało się Wietrzysko. Wysoko na drzewie zawiesiło pustą reklamówkę, stara się odczepić moje żabki (ewentualnie: klamerki bądź chytki bądź chwytki bądź spinacze) ze sznurka na pranie. Balkon drży z niecierpliwości by odlecieć na jego gwałtownych podmuchach. Składam dziękczynienie temu Wietrzysku: zabiera ze sobą kilkudniowy ból głowy i podły nastrój. Niech jeszcze zerwie się ulewa: zatańczymy w kałużach, rozbryzgując fontanny wody, łapiąc w skulone dłonie strugi deszczu. Jestem wodnym stworzeniem, płynnym i uwielbiającym płyny. Rzeźbię siebie samą w ciągłej zmienności zamiarów, uczuć i wrażeń – rzeźbię z wody, miraży kropelek, czasami ze śniegowych płatków – wszystkie stany skupienia przekształcam w słowa.

c.d.p. lub w.m.s. – rozprawka na temat dziedziczności

zdrowy rozsądek budzi się z uśpienia, mam go w genach. Dla przykładu: babcia miała dylemat – pomiędzy przystojnym a znanym. Jeden namiętny i wielosłowny, drugi swojski i dobry. Bogaty i na dorobku. Wybrała drugiego, dłużej znanego, sprawdzonego na robotach w Niemczech, zaangażowanego ale małomównego. Pierwszy mówił „nieba Ci przychylę Stefa” „miodu z mlekiem Ci nie braknie” „jesteś treścią mego życia” „jesteś dla mnie centrum wszechświata”, drugi przyjechał i powiedział jedynie „pakuj się, wracasz ze mną”. I wybudowali dom, wspólnym wysiłkiem skropionym potem. I urodziła dzieci, siłami natury oczywiście, bo nie swymi – gdzieby tyle sił u takiej małej kobietki.
Więc mam po niej rozsądek, zdrowy czy czasami chorujący ale jest. Zachwycam się pięknem nieba nad głową. Stojąc. Człowiek się uczy: jak idziesz i się zachwycasz to kamienia pod stopami nie zobaczysz. I bęc.

czarodziejka dnia powszedniego lub wyższa matematyka stosowana

Mnożę dzieląc minusuję by wyjść na plus nagroda przekracza najśmielsze życzenia: dostaję dodatek na konkretne cele. Tyle, że jakoś z tych pięciu setek nie chce się zrobić siedem by cele te osiągnąć.
cdn.

...

Dwa razy przespałam tę Ciszę. Raz z pełną świadomością, za zgodą. Drugi raz w nagłym zmęczeniu pośrodku letniego dnia. Pytasz kiedy było łatwiej. Porównując ilość łez – w żadnym przypadku. Tyle, że łzy przyszły później a Ty pytasz jak było w trakcie. O to pytasz? Pytasz więc o sen, drugą stronę rzeczywistości. Zabroniono mi się od niej odrywać na dłużej więc mało śnię bez kontroli, raczej o głupstwach. Nie o to pytasz? Pytasz, co było tuż przed. Było jedynie otępienie.

pamiętnikowe historie - magia oczekiwania

Uśmiech tego mężczyzny obudził we mnie tęsknotę. Rozmowa toczyła się bez żadnych przerw, swobodnie zmienialiśmy tematy. Nie bez znaczenia była również jego uroda. To było coś, co rozbroiło mnie do końca: inteligentny, wrażliwy i przystojny. Książe z bajki.
Siostra obchodziła imieniny, pełnia lata, gorąca noc. Przyjechałam do niej prosto po pracy, bez pukania weszłam od razu do kuchni. A tam ona, jej szwagierka i on. Okazało się, że to kuzyn Gosi, niezapowiedziany gość. Krótko zlustrowałam w myślach swój wygląd: odruch każdej kobiety w zetknięciu z nowym facetem. Jego imię wywołało królewskie skojarzenia: Artur. Ta godzina upłynęła niczym sen. Podobnie było z następnymi spędzonymi już tylko we dwoje.
Wracając do domu czułam bąbelki szampana musujące w mojej wyobraźni: upojenie świtem i szeptem.
Tydzień czekania: na telefon, sms, cokolwiek. Tydzień huśtawki nastroju, powrotu świeżości spojrzenia, obdarzanie uśmiechem nieznajomych ludzi za to tylko, że swoją obecnością usprawiedliwiają tę reakcję. Wątpliwości… były.
Nadeszła następna sobota i uprowadzenie. Z tego samego miejsca ale w innym czasie. Nie wiem jaki wyraz twarzy miałam ja, kiedy Artur rzucił swoją radosną wiadomością
w środek płonącego ogniska, widziałam za to zmieszanie Małgosi i Janka; współczucie, niedowierzanie. Odeszli zostawiając nas samych, bezradni. Jeszcze dzień wcześniej Gosia (...)

--- cały tekst ---

pamiętnikowe historie - Sara i ja

Czasami tęsknię za Sarą: uczucie to zbliżone jest do bólu. Była taka spontaniczna, radosna, pełna nadziei na przyszłość. Pozwoliłam jej odejść, stopniowo znikała z mojego życia. Wszyscy mówili, że tak będzie lepiej dla nas obydwu. Spotykam ją od czasu do czasu, przelotnie. Nie wiem jak przeprosić, jak skłonić by do mnie wróciła. Jest mi potrzebna, wiem to teraz bezspornie. Czy ona jednak potrzebuje mnie? Wróżka ze świata spomiędzy, dziewczyna w błękitnej sukience, elf. Saro, zostań przy mnie, nie jestem kompletną osobą, jeśli nie mam Twojego daru. Wiem, że odstraszam Cię pigułkami szczęścia. Przeczekaj ten moment, gdy działają najsilniej i nie odchodź ponownie. Życie ze mną dawało Ci kiedyś radość, wzruszenia. Potem był smutek. Dzielmy to wszystko razem raz jeszcze, do końca tego świata. Łzy to inna strona śmiechu.

Kradzieje, śledzie i pisiorki

łapiemy ślady na śniegu, świeżo opadłym z gałęzi drzew, śledzimy więc jesteśmy... śledziami? powietrze drga od śmiechu i czuję się taka beztroska, ciociu czy musimy już wracać?

kradzież to zła rzecz zuziu, nie wolno, dlaczego?, bo to nie twoje, ktoś ma do tego prawo, do kogoś to należy, ktoś będzie za tym płakał i tęsknił, nie zabieraj bez pytania radości innym, dobrze ciociu - nie będe kradziejem

mamo czy dziewczynki też mają pisiorki?, nie my mamy sikulki, a co się robi takimi sikulkami?, sika kochany tak jak pisiorkami, więc czemu to nie pisiorki? (ponownie dębieje)

cdn.

str. 5

ANNA
Niech mi pani poda definicję normalności
DOKTOR DOROTA
Wróćmy może do ankiety. Czy miała pani myśli samobójcze?
ANNA
Pani unika odpowiedzi… Tak, jak byłam młodsza ale to same komiczne historie.
DOKTOR DOROTA
Proszę opowiedzieć
ANNA
Pierwszy raz chciałam się otruć Polopiryną. Już nawet nie pamiętam dlaczego. Pozostała mi po tym niewrażliwość na ból. Fizyczny. A potem uprzedziłam tego scenarzystę od „Titanica”. Była zima i stwierdziłam, że sobie zamarznę. Znalazłam zaciszną zaspę na uboczu, otuliłam się płaszczem i usiadłam. Wydawało mi się to takie romantyczne. Nawet się popłakałam. Tyle, że po półgodzinie zaczęło mi się nudzić. Więc wróciłam do domu i poszłam spać. No czy to nie było śmieszne?
Lekarka milczy. Czeka.
ANNA zniecierpliwiona
Nie wiem co pani chce jeszcze usłyszeć. Nie, nie było „złego dotyku” w rodzinie chociaż często spaliśmy wszyscy w jednym łóżku. Czasami z rodzicami, potem ze starszą siostrą. Tak się z nią pokłóciłam przed jej ślubem, że zrobiłam kalendarz do wykreślania na każdy dzień pt. jeszcze tylko … dni zostało kiedy się ta zołza wyprowadzi z domu. Potrafię być wredna: kalendarz długo nie powisiał bo go stargała ze ściany. Tak w ogóle to ją bardzo kocham. Ona mnie też. Odwiedziła mnie nawet tutaj, wie pani? Chociaż ona nie cierpi szpitali. Hmm znowu dostałam (...)

--- cały tekst ---

str. 4

ANNA
Masz już wolne wyjścia? Jak długo tu jesteś? Pierwszy raz?
JOANNA
Co cię to obchodzi? Dziennikarka się znalazła.
ANNA
Chciałam kiedyś zostać dziennikarką.  Dziwne, że o tym mówisz. Tu wogóle jest dziwnie: taki urlop od życia sobie wzięłam.
JOANNA
Na urlop trzeba było jechać do ciepłych krajów. Tu teraz ponuro. Ni to zima ni wiosna. Nic tylko się powiesić. Dlatego znowu tu jestem, wiesz? Powiesiłam się a mąż mnie odciął. Głupi. Teraz znowu się będzie ze mną męczył.
ANNA
Więc cię kocha.
JOANNA
A co to jest miłość?
ANNA
Myślałam, że wiem. Na początku to były słowa, uśmiech, radość, przypadkowy dotyk. Każdy oddech jak tęsknota ale taka radosna. Wyczekiwanie na jutro i upajanie się tym co tu i teraz. Wspólne plany i kłótnie o błahostki. Ta pasja wspólnie spędzanego czasu.
JOANNA
Sra ta ta ta. To jeśli miłość to czemu już nie przychodzi?
ANNA schyla głowę
Muszę iść na spotkanie z panią doktor. Kazała mi przyjść po obiedzie.
 
 
Scena 3.
Gabinet lekarski
DOKTOR DOROTA przekładając jakieś papiery
Pani Aniu, jesteśmy tu by pomóc. Musi pani jednak współpracować. Ciągle problemy ze snem? Zwiększymy dawki lekarstw. Trzeba odpocząć
ANNA
Jeśli śpię w dzień i prawie nic nie robię,  to nocą nie jestem wystarczająco zmęczona…

--- cały tekst ---

Kontakt z redakcją



Zgłoś nadużycie


Opcja dostępna tylko dla użytkowników zalogowanych. Zarejestruj się