5 kwietnia 2011

poezja

JoT Eff
JoT Eff

nie ma na to tytułu

Jolka nie jest już dzieckiem,
więc nie będzie to czarna wołga.
Jolka nie jest już młodą dziewczyną,
więc nie będzie to czarna beemka.
Wymyśli coś innego, coś,
co będzie rosnąć.
Nie będzie umiała tego nazwać,
a to będzie rosnąć,
aż nie przeciśnie się
przez żaden otwór w głowie.
Znajdzie wyjście, jak Ernest
Hemingway, szerzej otworzy usta.





z cyklu z Jolką

Waldemar Kazubek
5 kwietnia 2011 o 15:10

Nie potrafię w tym miejscu nie odesłać Cię do "mojego Hemingwaya", którego po ostatniej czystce już tutaj nie ma, ale jakoś mi weszło w krew rozpoznawanie wspólnych tropów w tym co zdarzy nam się napisać ( http://walka.liternet.pl/tekst/walki-motyli-czekajac-na-smierc-z-reki-motyla-slysze-barwy-twoich ).

zgłoś

JoT Eff
5 kwietnia 2011 o 15:12

wklej go tutaj, będę późnym wieczorem, a tam zaraz zajrzę.

zgłoś

Waldemar Kazubek
5 kwietnia 2011 o 15:20

Nie wiem czy ma sens odgrzewanie kotletów, tym bardziej, że swego czasu ten tekst znalazł tutaj zadowalający mnie oddźwięk. Tym bardziej, że Szel swoim limerykiem skłania mnie do wrzucenia wiersza, którego nigdzie nie można przeczytać obecnie a tutaj tez został niedostrzeżony. A przecież bez sensu byłoby wrzucać ponownie wszystkie wiersze, które powodowany "zmęczeniem trumlowskim" stąd usunąłem.

zgłoś

Wanda Szczypiorska
5 kwietnia 2011 o 17:25

Czarny scenariusz Joanno. Ale wszystko zależy od tego, czyje to będą usta

zgłoś

JoT Eff
5 kwietnia 2011 o 21:07

usta nienaturalnie otwarte

zgłoś

P
5 kwietnia 2011 o 18:32

bardzo fajnie.

zgłoś

JoT Eff
5 kwietnia 2011 o 21:08

dziękuję

zgłoś

Marzena Przekwas-Siemiątkowska
5 kwietnia 2011 o 20:53

Bardzo na tak! Zawsze znajdzie się coś/ktoś kim/czym można "dzieci" straszyć

zgłoś

JoT Eff
5 kwietnia 2011 o 21:08

dziękuję,

zgłoś

Darek i Mania
6 kwietnia 2011 o 00:03

jakoś ten wiersz nie przemawia do mnie tak jak te wcześniejsze -pewnie musiałbym najpierw poznać Hemingwaya i ponownie przeczytać

zgłoś

JoT Eff
6 kwietnia 2011 o 00:20

może niekoniecznie, to wiersz hermetyczny, napisany dla siebie, powinien zostać w osobistym archiwum, ale mnie literacka ciekawość zawiodła na serwery poetyckie, w celu sprawdzenia, czy ktoś ten wiersz poczuje. nie spodziewałam się zrozumienia, empatii, więc nie jestem zdumiona. Darku dziękuje.

zgłoś

Darek i Mania
6 kwietnia 2011 o 00:39

skoro nie dziecko ( to czemu powtórzenie nie dziewczynka skoro ona to też dziecko ) co może tak bardzo rosnąć w naszej głowie i ulecieć ustami jeśli ktoś pomoże je otworzyć -kojarze samotność i morze i starość ale to ma być on może to wszystko łączy strach który siedzi w zamknięciu a może inna siła nasilająca się aż nasz umysł będzie zbyt mały by zrozumieć -tak jak i moje chęci rozwiązania tej zagadki -wiersza

zgłoś

JoT Eff
6 kwietnia 2011 o 09:39

Darku, ja Ci bardzo dziękuję, że pochyliłeś się nad tym wierszem, że zmagasz się z jego wersami, by zrozumieć. Zacznę od puenty, czyli od końca, czyli od śmierci, takiej jaką popełnił Ernest, samobójczej. Peel w tym wierszu też popełnia samobójstwo, bo chociaż nie jest dziewczynką, którą może porwać czarne bmw, ani dzieckiem z wołgi, to jednak boi się tak sama, a później jeszcze bardziej, tak bardzo, że dlatego lęku szuka ujścia, i otwiera mu usta, jak Hemingway. Człowiek boi się zawsze, lęk jest zakodowany w naszej pamięci, ale bywa, że go przerasta.

zgłoś

JoT Eff
6 kwietnia 2011 o 09:46

Czarna wołga to już legenda rozpowszechniana w Polsce, mówiąca o kursującej po mieście czarnej limuzynie z zakonnymi siostrami lub księżmi, którzy rzekomo porywano dzieci. Natomiast wersja z czarnym BMW funkcjonuje do dzisiaj. Tym razem jednak pasażerami pojazdu mają być mężczyźni, porywający młode dziewczyny, które następnie są sprzedawane do burdeli

zgłoś

Waldemar Kazubek
6 kwietnia 2011 o 10:45

Fakt faktem, że jest w tym wierszu pewien rozstrzał w obrazach, którymi się posługuje. Pierwsze cztery wersy sytuują go w kontekście irracjonalnych lęków związanych z legendami miejskimi, potem dokonuje się wiwisekcja strachu i na końcu troszkę ni z gruszki ni z pietruszki Hemnigway i jego strzał w usta. Ja to przełknąłem, ale jak tak sobie myślę w kolejnym czytaniu, to dochodzę do wniosku, że jest tu pewien wprowadzający dezorientację dysonans.

zgłoś

JoT Eff
6 kwietnia 2011 o 10:53

Waldku, dziękuję. W mojej głowie powstało wyobrażenie strachu, lęku, któremu dosłownie trzeba otworzyć usta.

zgłoś

ja podobnie jak Izabela....

zgłoś

Efka
7 kwietnia 2011 o 20:05

Oo... że też nie zauważyłam tego wiersza wcześniej. Podoba mi się, choć faktycznie Hemingway wyskakuje trochę jak Filip z konopi. Moim zdaniem, oczywiście...

zgłoś

Krzysztof Kaczorowski (papayaii)
16 kwietnia 2011 o 10:38

genialne, genialne... kurcze nie mam się do czego doczepić, bez sensu, takie wiersze pisać, no kurcze ,żeby choć jedno słowo, wyprowadzam się.

zgłoś

JoT Eff
16 kwietnia 2011 o 10:40

:-)

zgłoś

Waldemar Kazubek
16 kwietnia 2011 o 14:13

Czy zmieniałaś układ tekstu, Królowo, czy mnie pamięć myli?

zgłoś

JoT Eff
18 kwietnia 2011 o 10:11

zmieniłam, pamięć Cię nie myli, Waldku.

zgłoś

Darek i Mania
29 kwietnia 2011 o 23:57

znowu się u Ciebie zaczytałem i wypatruję co dalej :)

zgłoś

JoT Eff
3 maja 2011 o 13:24

Chyba nic dalej Darku, przynajmniej na razie i nawet za weną nie tęsknię. Bardzo dziękuję, że o mnie pamiętasz.

zgłoś

Darek i Mania
3 maja 2011 o 13:56

przyzwyczaiłaś mnie do dobrych wierszy i do siebie też :):)

zgłoś

Kontakt z redakcją



Zgłoś nadużycie


Opcja dostępna tylko dla użytkowników zalogowanych. Zarejestruj się